Zasoby

Etyka instytucji politycznych

W artykule podkreślono specyfikę etyki politycznej w odniesieniu do etyki osobistej. Dla tych pierwszych prawdziwym problemem nie jest cel, który należy osiągnąć, ale środki, które należy zastosować, przy dostępnych zasobach i z uwzględnieniem rzeczywistych warunków.

Ángel Rodríguez Luño -30 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 10 minuty

Ponieważ po raz kolejny zostałem zaproszony do pisania o wyzwaniach stojących dziś przed teologią moralną, chciałbym zaproponować kilka ogólnych rozważań na temat etyki politycznej, gałęzi moralności, która jest raczej zaniedbywana.

Etyka osobista a etyka polityczna

W języku potocznym, gdy mówimy o etyce, mamy zwykle na myśli refleksję, która ocenia sposób życia poszczególnych osób jako dobry lub zły w zależności od ich zgodności lub sprzeciwu wobec ogólnego dobra życia ludzkiego. W rzeczywistości ten sposób myślenia to branie części za całość. Sposobem życia jednostek zajmuje się etyka osobista, ale etyka ma także inne części, takie jak etyka gospodarcza, etyka medyczna, etyka społeczna czy etyka polityczna.

Etyka polityczna zajmuje się działaniami, za pomocą których jednostki w zorganizowanej politycznie wspólnocie (państwo, gmina itp.) kształtują swoje wspólne życie pod względem konstytucyjnym, prawnym, administracyjnym, gospodarczym, edukacyjnym, zdrowotnym itp. Działania te pochodzą od organów ustawodawczych lub rządzących, albo od jednostek sprawujących funkcję rządzenia, ale właściwie są to działania wspólnoty politycznej, która poprzez swoich wybranych przedstawicieli nadaje sobie taką czy inną formę. Tak więc, na przykład, ustawy regulujące edukację uniwersytecką, lub system opieki zdrowotnej, lub podatki, itp. są prawami państwa, a nie zastępców Jana i Pawła, nawet jeśli byli ich promotorami.

Kryterium, według którego etyka polityczna ocenia te działania społeczności, jest ich większa lub mniejsza zgodność z celem, dla którego jednostki chciały i nadal chcą żyć razem w zorganizowanym społeczeństwie. Ten koniec nazywany jest polityczne dobro wspólne (prościej, ale znacznie mniej trafnie, można by to też nazwać ogólny dobrobyt). Krótko mówiąc, etyka polityczna uznaje za moralnie dobre te działania aparatu publicznego (państwowego, autonomicznego, komunalnego itd.), które są zgodne z politycznym dobrem wspólnym i je promują, natomiast za moralnie złe uznaje te, które temu dobru szkodzą lub się mu sprzeciwiają.

Oczywiście mówimy teraz o moralności politycznej, która nie pokrywa się dokładnie z moralnością, którą zajmuje się etyka osobista, choć jest z nią związana, czasem bardzo ściśle. Rzeczywiście, niemoralne politycznie działania wynikają czasem z osobistej nieuczciwości... ale nie zawsze. Mogą one również wynikać ze zwykłej niekompetencji, lub z kategorii ideologicznych, lub z nieuzasadnionych koncepcji ekonomicznych, które niektórzy ludzie utrzymują w dobrej wierze. Dla etyki politycznej decydująca jest nie tyle dobra (lub zła) wiara, ile raczej konformizm i promowanie dobra ogólnego.

Z powyższego wynikają pewne zasady rozróżnienia między etyką osobistą a etyką polityczną. Najbardziej oczywistym z nich jest to, że każda z tych gałęzi etyki zajmuje się na ogół różnymi rodzajami działań: działaniami jednostki i działaniami zorganizowanej politycznie społeczności (instytucji ustawodawczych i rządzących). Kiedy jedno i drugie wydaje się zajmować tym samym rodzajem działań, w rzeczywistości rozważają dwa formalnie różne wymiary moralności. Weźmy na przykład pod uwagę, że posłowie, którzy głosują w parlamencie za jakąś ustawą, są szczerze przekonani, że nowe prawo leży w ogólnym interesie ich kraju. Po półtora roku doświadczenie pokazuje, że nowe prawo było złem. Czy można powiedzieć, że uchwalenie tego prawa było złem moralnym? Dobrze, zależy. Z punktu widzenia etyka osobistaCi, którzy po uzyskaniu informacji głosowali w dobrej wierze, nie ponoszą osobistej winy i nie można powiedzieć, że działali moralnie źle. Z drugiej strony, z punktu widzenia etyki politycznej, powstało zło etyczne: niezależnie od tego, co działo się w sumieniu tych, którzy głosowali za tą ustawą, jej sprzeczność z dobrem wspólnym jest faktem (i pozostanie nim, gdy z biegiem lat odejdą wszyscy posłowie, którzy za nią głosowali). Pozytywna lub negatywna jakość moralna formy nadanej naszemu wspólnemu życiu i naszej współpracy - która formalnie różni się od osobistych zasług i winy moralnej - jest szczególnym przedmiotem etyki politycznej.

Dobro osobiste i polityczne dobro wspólne

Celem etyki osobistej jest nauczenie ludzi, jak dobrze żyć; innymi słowy, pomóc każdemu człowiekowi zaplanować i przeżyć dobre życie. To od razu rodzi kilka pytań: jakim autorytetem "etyka" może wkroczyć w moją egzystencję, aby powiedzieć mi, jak powinienem żyć; czy ciało zewnętrzne wobec mnie może narzucić mi sposób życia?

W rzeczywistości etyka nie jest zewnętrznym ciałem, które chce nam coś narzucić, ale jest w każdym z nas. Spójrzmy przez chwilę na nasze własne doświadczenia. Nieustannie myślimy o tym, co powinniśmy robić, a czego unikać; układamy plany; planujemy swoje życie; decydujemy, jaki zawód chcemy wykonywać, i tak dalej. Czasami, po krótszym lub dłuższym czasie od podjęcia decyzji, człowiek uświadamia sobie, że popełnił błąd, żałuje go i mówi sobie, że gdyby można było cofnąć się do tyłu, to skierowałby swoje życie w zupełnie innym kierunku. Doświadczenie żalu uświadamia nam celowość refleksji nad wewnętrznym rozumowaniem, które poprzedza i przygotowuje nasze decyzje.

A tą refleksją jest etyka. Etyka w istocie nie jest niczym innym jak refleksją, która stara się zobiektywizować nasze wewnętrzne rozważania, badając je w sposób jak najbardziej obiektywny, krytycznie kontrolując nasze wnioskowanie, oceniając przeszłe doświadczenia i starając się przewidzieć konsekwencje, jakie określone zachowanie może mieć dla nas i dla otoczenia. Etyka osobista jest więc refleksją, która rodzi się w wolnym sumieniu, a jej ustalenia są zaproponować dla innych równie wolnych sumień.

Wracając do omawianego zagadnienia, rodzi to trudne pytanie dla etyki politycznej. Jeśli, jak już powiedzieliśmy, jej podstawowym punktem odniesienia jest polityczne dobro wspólne, to jaka jest relacja między nim a dobrym życiem, na które patrzy etyka osobista? Nie będziemy się teraz zatrzymywać, aby przejrzeć różne odpowiedzi, które padały na przestrzeni dziejów. Podkreślimy jedynie pewnego rodzaju antynomię, którą ta relacja wywołuje.

Z jednej strony, jeśli dobre życie jest celem, który etyka proponuje wolności, i może być zrealizowane tylko o tyle, o ile jest dobrowolnie wybrane, to jak może być jednocześnie zasadą regulującą zbiór instytucji, takich jak instytucje polityczne, które stosują przymus i mają monopol na przymus? Gdyby dobre życie obywateli było również celem instytucji politycznych, czy nie byłoby możliwe, aby państwo uznawało wszystko, co dobre, za obowiązkowe, a wszystko, co złe, za zakazane? A jeśli wśród obywateli istniałyby różne koncepcje dobrego życia, czy do państwa należałoby określenie, która z nich jest prawdziwa, a zatem obowiązkowa?

Z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że żyjemy razem, aby dzięki współpracy społecznej umożliwić nasze życie i nasze dobre życie, a nie z pewnością nasze złe życie, czy instytucje polityczne mogą w ogóle nie brać pod uwagę tego, co jest dla nas dobre? Jeśli nasze dobro miałoby być pominięte, to jakie inne kryteria mogłyby inspirować życie politycznie zorganizowanego społeczeństwa? Co więcej, idea "etycznie neutralnego" państwa wydaje się nierealistyczna i nieuzasadniona, po prostu dlatego, że nie jest możliwa. Rzeczywiście, systemy prawne cywilizowanych państw zakazują morderstw, oszustw, dyskryminacji ze względu na rasę, płeć czy religię itd. Mają one zatem treść etyczną. Czym innym jest, jeśli nie uważa się za zgodne z prawem, że przymus polityczny może naruszać sumienie i intymne przekonania, ale to jest istotny wymóg etyczny, związany z wolnością, która jest charakterystyczna dla kondycji ludzkiej, a nie brak etyki. Z tego powodu środowisko polityczne, z którego w imię wolności wyrugowano wszelkie względy etyczne, zwróciłoby się przeciwko samej wolności, ponieważ "etyczna próżnia" wytworzyłaby w obywatelach zespół antyspołecznych i antysolidarnościowych nawyków, które w końcu uniemożliwiłyby poszanowanie wolności innych osób i przestrzeganie reguł sprawiedliwości pozwalających na cywilne rozwiązywanie konfliktów, które nieuchronnie powstają między wolnymi ludźmi. W końcu zwyciężyłby najsilniejszy. Przykładów historycznych nie brakuje.

Jak zatem należy rozumieć relację między dobrym życiem a politycznym dobrem wspólnym? Nie mamy tu miejsca, by udzielić pełnej odpowiedzi. Można jednak zaproponować dwa rozważania. Pierwszym z nich jest to, że polityczne dobro wspólne ani nie pokrywa się całkowicie z dobrym życiem, ani nie jest względem niego całkowicie heterogeniczne. Po drugie, instytucje polityczne (państwo) służą współpracy społecznej (społeczeństwo), a ta ostatnia istnieje po to, by ludzie mogli swobodnie osiągnąć swoje dobro (nie mówię, że rzeczywiście je osiągają, ale raczej, że może swobodnie go osiągnąć). Nie szukalibyśmy pomocy u innych, by żyć biednie i unieszczęśliwiać się.

Z tych dwóch rozważań wynikają ważne konsekwencje. Przede wszystkim pozwalają zrozumieć, że pewne wymogi dobra osobowego są dla etyki politycznej bezwzględnie obowiązujące. Tak więc, na przykład, nigdy nie byłoby politycznie dopuszczalne posiadanie prawa, które deklaruje, że. pozytywnie zgodnie z prawem działanie uznawane przez większość społeczeństwa za etycznie negatywne (zupełnie czym innym jest "tolerancja de facto" czy "milczenie prawne", które w pewnych okolicznościach może być wygodne). Tym bardziej nie byłoby dopuszczalne prawo, które wyraźnie zabraniałoby osobistego zachowania, które jest powszechnie uważane za etycznie obowiązkowe, lub które uznawałoby za obowiązkowe takie, które zdaniem ogółu obywateli nie może być wykonane bez popełnienia winy moralnej.

Jednocześnie fakt, że dobro życia i polityczne dobro wspólne nie pokrywają się w pełni, oznacza, że gdy chce się argumentować, że pewien czyn powinien być zakazany i karany przez prawo, na niewiele się zda wykazanie, że stanowi on zło moralne. Rzeczywiście, powszechnie przyjmuje się, że nie wszystko, co jest moralnie złe dla jednostki, powinno być zakazane przez państwo. Krótko mówiąc, nie każdy grzech jest - i nie powinien być - przestępstwem. Jedynie zachowania mające istotny negatywny wpływ na dobro wspólne powinny być przez państwo zakazane. To właśnie trzeba wykazać, jeśli chce się twierdzić, że taki a taki sposób postępowania powinien być zakazany.

Po trzecie, dobra organizacja i właściwe funkcjonowanie aparatu publicznego są konieczne, ale nie wystarczające. Dobra polityka ustanawia instancje i instrumenty kontroli, dzieli władzę między różne organy tak, aby jej sprawowanie było zawsze ograniczone. Jednakże środki te - które moglibyśmy nazwać strukturalnymi - muszą być uzupełnione o cnoty osobiste. Nietrudno zrozumieć dlaczego: bez względu na to, jak wiele systemów kontroli i podziału władzy zostanie ustanowionych, jeśli korupcja zostanie wprowadzona masowo na wszystkich poziomach struktury politycznej, korupcja dominuje, a w takim przypadku, jak powiedział święty Augustyn, niemożliwe byłoby odróżnienie państwa od bandy złodziei.

Znaczenie politycznego punktu widzenia

Doświadczenie uczy, że niekiedy stawia się problemy polityczne i próbuje je rozwiązywać, nie zdoławszy ich odpowiednio ująć w ramy specyficznego punktu widzenia etyki politycznej. Często proponuje się takie czy inne rozwiązanie na podstawie rozumowania, które może być właściwe dla etyki osobistej, ale które nie dotyka nawet politycznej istoty badanego problemu. Jeszcze częściej nalega się na konieczność osiągnięcia określonych celów, przedstawianych jako sztandar stanowiska ideologicznego, nie zdając sobie sprawy, że nie ma z nimi żadnego problemu. I nie ma żadnego problemu, po prostu dlatego, że wszyscy zgadzamy się co do większości celów, które pojawiają się w debatach publicznych: wszyscy chcemy, aby zniknęło bezrobocie, wszyscy chcemy, aby żaden obywatel nie był pozbawiony wysokiej jakości opieki zdrowotnej, wszyscy chcemy wzrostu gospodarczego, wszyscy chcemy, aby poprawił się standard życia klas słabszych ekonomicznie, wszyscy chcemy, aby poprawił się średni poziom edukacji, nie wspominając już o pragnieniu pokoju w najbardziej niespokojnych regionach świata, znalezienia rozwiązania problemu migrantów i uchodźców z krajów ogarniętych wojną itd. To, w czym nie zgadzamy się tak bardzo, to tryb do osiągnięcia tych celów.

Krótko mówiąc, prawdziwym problemem, który polityka musi rozwiązać, nie jest problem celu, który ma być osiągnięty, ale problem media UE jest również zobowiązana do opracowania konkretnych rozwiązań tych delikatnych kwestii, w ramach dostępnych zasobów i z uwzględnieniem rzeczywistych warunków, w jakich się znajdujemy.

Dlatego dopóki nie zostaną zaproponowane rozsądne, konkretne rozwiązania problemu mediów, zarówno decydenci, jak i obywatele, którzy muszą oddać lub wstrzymać swój głos, w chwili prawdy znajdą się w sytuacji, w której nie będą wiedzieli, co zrobić. To tak, jakby pilot samolotu nie wiedział, dokąd ma zabrać pasażerów lub, co gorsza, gdyby nawet pasażerowie nie wiedzieli, dokąd mają się udać.

Etyka polityczna i procesy społeczne

Powiedzieliśmy już, że etyka polityczna zajmuje się działalnością instytucji politycznych na różnych poziomach (państwowym, wspólnotowym, gminnym). Instytucje te posiadają typowe cechy organizacji: mają strukturę hierarchiczną i są regulowane przez zbiór precyzyjnych zasad w zależności od celów, które realizują. Te ostatnie muszą być jednak dobrze zdefiniowane i nie należy tracić z oczu faktu, że w ostatecznym rozrachunku służą one społeczeństwu i obywatelom. W przeciwnym razie to, co było środkiem (organizacja), stanie się ważne samo w sobie. Dzieje się tak, gdy instytucje polityczne, zamiast sprzyjać współpracy społecznej, ulegają pokusie samoreferencyjnośćTendencja do karmienia się sobą i powiększania rozmiarów, do przekształcania tego, co nieprzydatne w to, co konieczne, i do biurokratycznego utrudniania procesów społecznych.

Procesy polityczne i procesy społeczne są bardzo różne. W pierwszym z nich istnieje umysł (lub nawet grupa ekspertów), który kieruje nimi zgodnie z pożądanym celem: wymyślony zostaje porządek, a do jego egzekwowania stosuje się przymus. Procesy społeczne natomiast powstają w wyniku swobodnej współpracy między ludźmi, a ponadto na ogół nie odpowiadają na celowy projekt. W przeciwieństwie do przymusu i milimetrowej przewidywalności typowej dla procesów politycznych, procesy społeczne charakteryzują się spontanicznością. Zarówno sfery, jak i instrumenty tych procesów - takie jak rynek, pieniądz i sam język - powstały bez odpowiedzi na porządek narzucony przez dyrektywny umysł. Podobnie wiedza, która je reguluje, kształtuje się w umysłach milionów ludzi w trakcie ich interakcji. Z tego powodu jest to wiedza rozproszona, którą trudno sformalizować. Procesy te łączą ludzi, którzy się nie znają, mają różne zainteresowania, ale w danym momencie mogą wzajemnie czerpać z siebie korzyści.

Z punktu widzenia etyki politycznej bardzo ważne jest nie tylko uświadomienie sobie, ale przede wszystkim uszanowanie tej różnicy między procesami politycznymi a procesami społecznymi. Kontrola polityczna tych ostatnich nie jest pożądana. A nie jest to pożądane przede wszystkim dlatego, że nie jest możliwe. Żaden ekspert ani grupa ekspertów nie może posiąść niezbędnej do tego wiedzy. Próby inżynieria społeczna Kończą się one abject failure, niszczą wolność, hamują kreatywność i marnują zasoby ludzkie i materialne. Idea ładu społecznego jako ładu spontanicznego, genialnie zaproponowana przez F.A. Hayeka, wydaje mi się nadal w pełni aktualna, choć może wymagać pewnego lekkiego dopracowania.

Nawet w sferze ściśle politycznej, którą uznaliśmy już za bardziej zbliżoną do organizacji, idea projektu inżynierskiego budzi wątpliwości i obawy. Chęć zmiany świeckich instytucji bez należytej refleksji, bez poprzedzenia spokojną, wyciszoną i głęboką debatą społeczną, bez uwzględnienia wrażliwości i przekonań sporej części obywateli, a także spontanicznej dynamiki wolności, tylko dlatego, że ma się do tego większość parlamentarną, jest przejawem domniemania, które zwykle towarzyszy niskiej inteligencji i ideologicznej ślepocie. Dwa zjawiska, które niestety prawie zawsze idą w parze. Polityka musi szanować i zachęcać do swobodnej współpracy społecznej, nie próbując jej gorsetu czy dostosowania do intuicji "eksperta" u władzy. Poddanie wiedzy zbiorowej i świeckiej ideom władcy lub grupy władców zawsze będzie oznaczało co najmniej wielkie zubożenie życia społecznego, a często także lekceważące i niesprawiedliwe deptanie, niezależnie od intencji, jaka za tym stoi. Przejechanie i zubożenie to właśnie to, czego dobra polityka nigdy nie robi.

AutorÁngel Rodríguez Luño 

Profesor teologii moralnej fundamentalnej
Papieski Uniwersytet Świętego Krzyża (Rzym)

Świat

Kim są prześladowani chrześcijanie z Bliskiego Wschodu?

Omnes-30 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 11 minuty

Óscar Garrido Guijarro*.Profesor stosunków międzynarodowych

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie są częścią wiadomości, które spowijają nasze życie. Wśród bolesnych i niepokojących wiadomości, które stamtąd do nas docierają, pojawiają się takie określenia jak Koptowie, Chaldejczycy czy Maronici, które są nam znane, ale możemy nie wiedzieć, gdzie je umiejscowić lub skąd pochodzą. Óscar Garrido, autor m.in. Wyrwani z Ziemi Obiecanej (San Pablo, 2016), analizuje na tych łamach delikatną sytuację chrześcijan w świecie arabskim.

W tej złożonej mozaice etniczno-religijnej Bliskiego Wschodu wielu nie zdaje sobie sprawy, że istnieją kraje, które nie są całkowicie muzułmańskie, albo że około 40 % ludności Libanu to chrześcijanie, że chrześcijanie stanowią 10 % ludności w Egipcie, albo że do niedawna stanowili 10 % w Syrii i 5 % w Iraku.

Chrześcijanie arabscy na Bliskim Wschodzie są na ogół obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju - pod względem wolności, równości oraz praw społecznych i politycznych - i byli oraz są przedmiotem ataków, dyskryminacji i prześladowań, choć z różną intensywnością w zależności od czasu i kraju. Chrześcijanie byli ewidentnie dyskryminowani, co było "uchwalane" w całej historii islamu i trwa nadal w czasach nam współczesnych.

Jeśli chodzi o ich wpływ na Zachód, to na przykład arabscy chrześcijanie nigdy nie odgrywali znaczącej roli w polityce Stanów Zjednoczonych, głównego orędownika zachodnich wartości na Bliskim Wschodzie. I chociaż rozumieją, że Europa czasami okazywała wrażliwość na ich trudną sytuację, są jednak świadomi ograniczeń Europy. Europa stała się kontynentem postchrześcijańskim, któremu brakuje również niezbędnej siły militarnej. A działania mocarstw europejskich w obronie chrześcijańskich Arabów na przestrzeni dziejów doprowadziły do problemów tych społeczności. Okoliczności zagrożenia wzrosły dla chrześcijańskich Arabów, gdy znaleźli się w samym środku konfliktów między muzułmanami a Europejczykami, ponieważ muzułmanie czasami postrzegali chrześcijańskich Arabów jako kolaborantów z wrogiem.

Teraźniejszość i perspektywy na przyszłość

Ostatnie wydarzenia, które spowodowały lub powodują zmiany w rozwoju politycznym i społecznym w Iraku, Syrii i Egipcie, niewątpliwie wpływają na status arabskich wspólnot chrześcijańskich w tych krajach. Powstanie islamizmu politycznego - fundamentalistycznego i umiarkowanego - który proponuje powrót do struktury politycznej opartej na islamskiej tradycji prawnej -...szariat- prowadzi arabskie wspólnoty chrześcijańskie do tyłu pod względem wolności i praw; co gorsza, najbardziej podstawowe prawo, prawo do życia, jest zagrożone dla wielu chrześcijan. Pojęcie obywatelstwa i równych praw, tak jak jest ono rozpatrywane w zachodniej kulturze politycznej, jest wciąż nierozwiązane w muzułmańskiej tradycji kulturowej i politycznej, gdzie to pojęcie obywatelstwa wciąż opiera się na przynależności religijnej, a nie na przynależności do państwa.

W ostatnich latach obalono świecką dyktaturę Iraku, dyktatura Egiptu została zagrożona przez pojawienie się Bractwo Muzułmańskie do władzy, a Syria jest w fazie śmierci. Jak trafnie określił to M. A. Bastenier, "Tyrański i krwiożerczy reżim Saddama Husajna był szczelnym wiekiem, które zamknęło puszkę Pandory. Al-Kaida nie rozkwitła na jego terytorium, ponieważ do bardzo poważnych wad dyktatora - podobnie jak Assada w Damaszku - nie należał fundamentalizm religijny, a jego dyktatura nie dopuszczała konkurentów". Mariano Aguirre, dyrektor ds. Norweskie Centrum Zasobów dla Budowania Pokojupodkreślił również, że "the Arabska Wiosna Ludów która miałaby demokratycznie przekształcić Bliski Wschód, okazała się okresem gwałtownej niepewności i nieoczekiwanych geopolitycznych ułożeń. Optymistyczni stratedzy promujący demokrację nie przewidzieli, że upadek dyktatorów może doprowadzić do gwałtownej fragmentacji regionu.

 Męczennicy XXI wieku

Ustanowienie kalifatu przez grupę terrorystyczną Daesh w części Iraku i Syrii w czerwcu 2014 roku zwróciły uwagę światowej opinii publicznej na brutalne prześladowania chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Makabryczne zdjęcia i filmy z torturowania i krzyżowania chrześcijan, emitowane przez samych terrorystów w celu szerzenia paniki, były sygnałem alarmowym dla sumień wielu przywódców politycznych i społecznych na całym świecie. Szokujące wideo, na którym terroryści Państwa Islamskiego ścinają nożami 21 egipskich chrześcijan koptyjskich na libijskiej plaży, obiegło świat w lutym 2015 roku. Tak samo jak zdjęcia domów chrześcijan oznaczone arabskimi napisami. mniszka - oryginał słowa "nasrani" ("Nazareńczycy") - które przypominają nam o nazistowskich praktykach piętnowania i terroryzowania Żydów, i które przybliżyły całemu światu to zjawisko dzikich prześladowań chrześcijan, potępiane przy tylu okazjach, jeszcze przed powstaniem Daesh.

W tym czasie somalijsko-holenderska aktywistka Aayan Hirsi Ali opublikowała artykuł w amerykańskim tygodniku Newsweek zatytułowany Globalna wojna przeciwko chrześcijanom w świecie muzułmańskim. Aayan Hirsi Ali potępiła to. "Chrześcijanie są zabijani w świecie islamskim z powodu swojej religii. Jest to narastające ludobójstwo, które powinno wywołać globalny alarm [...]. Trzeba skończyć ze zmową milczenia wokół tego brutalnego przejawu nietolerancji religijnej. Stawką jest nic innego jak los chrześcijaństwa - a ostatecznie wszystkich mniejszości religijnych w świecie muzułmańskim".

W innym artykule sekretarz wykonawczy ds. Amerykański Komitet ŻydowskiDavid Harris zwrócił uwagę na bierność i milczenie wobec tego zjawiska nietolerancji i przemocy: "To, co było, to cisza. Jako Żydowi to milczenie wydaje mi się niezrozumiałe. My, Żydzi, dobrze wiemy, że grzech milczenia nie jest rozwiązaniem dla aktów opresji. [Ile jeszcze ataków, ile jeszcze martwych wiernych, ile jeszcze zniszczonych kościołów i ile jeszcze rodzin będzie musiało uciekać, zanim świat znajdzie swój głos, wyrazi moralne oburzenie, zażąda czegoś więcej niż przelotnych oficjalnych oświadczeń o cierpieniu i nie opuści zagrożonych wspólnot chrześcijańskich.

Według organizacji Otwarte drzwiObecnie około 100 milionów chrześcijan cierpi z powodu jakiejś formy prześladowania w ponad 60 krajach, a ponad 7000 chrześcijan zginęło w 2015 roku z powodu swojej wiary. Międzynarodowe Stowarzyszenie Praw Człowiekaniemiecka organizacja pozarządowa, szacuje, że 80 % dyskryminacji religijnej mającej obecnie miejsce na świecie jest skierowana przeciwko chrześcijanom.

13 marca 2015 roku na posiedzeniu Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie pięćdziesiąt państw podpisało rezolucję, "na rzecz wspierania praw człowieka chrześcijan i innych wspólnot, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie". Rezolucja, której głównymi inicjatorami były Rosja, Liban i Stolica Apostolska, wzywa kraje do wspierania długotrwałej historycznej obecności wszystkich wspólnot etnicznych i religijnych na Bliskim Wschodzie i przypomina, że wspólnoty chrześcijańskie w tym regionie są szczególnie zagrożone: "Na Bliskim Wschodzie panuje sytuacja niestabilności i konfliktów, które w ostatnim czasie uległy zaostrzeniu. Konsekwencje są katastrofalne dla regionu. Istnienie wielu wspólnot religijnych jest poważnie zagrożone. Obecnie szczególnie dotknięci są chrześcijanie. W dzisiejszych czasach nawet ich przetrwanie stoi pod znakiem zapytania [...]. Sytuacja chrześcijan na Bliskim Wschodzie, na ziemi, na której żyją od wieków i gdzie mają prawo pozostać, budzi poważne zaniepokojenie".

Trzy dni po przyjęciu rezolucji przedstawiciel dyplomatyczny Watykanu przy ONZ w Genewie Silvio Tomasi oświadczył: "Musimy powstrzymać ten rodzaj ludobójstwa. W przeciwnym razie w przyszłości będziemy zadawać sobie pytanie, dlaczego nic nie zrobiliśmy, dlaczego dopuściliśmy do tak strasznej tragedii". Niedawno syryjski biskup Homs, bp Jean Abdou, potępił istnienie prawdziwego ludobójstwa w Syrii i oświadczył, że "Niektóre kraje nie dbają o chrześcijan na Bliskim Wschodzie"..

Wśród wniosków z raportu o wolności religijnej na świecie w 2016 r. opublikowanego przez Pomoc Kościołowi w Potrzebiesyryjski ksiądz katolicki Jacques Murad

-uprowadzony w maju 2015 r. przez Daesh i któremu udało się uciec trzy miesiące później, o czym opowiada w części poświęconej Ludzie, którzy się liczą-podkreśla, że "Nasz świat balansuje na krawędzi całkowitej katastrofy, ponieważ ekstremizm grozi wymazaniem wszelkich śladów różnorodności w społeczeństwie. Ale jeśli czegoś religia nas uczy, to wartości osoby ludzkiej, konieczności szanowania siebie nawzajem jako daru Boga". Wyjaśnia jak, wracając do rodzinnego miasta Al Qaryatayn, z pomocą muzułmańskiego przyjaciela udało mu się wyzdrowieć. "Najłatwiej byłoby mi popaść w złość i nienawiść, ale Bóg pokazał mi inną drogę. Przez całe moje życie jako mnich w Syrii starałem się znaleźć wspólny język z muzułmanami.

            W sprawozdaniu podkreślono "pojawienie się nowego zjawiska przemocy religijnej, które moglibyśmy nazwać islamskim 'hiperekstremizmem'", który charakteryzuje się tym, że "ekstremistyczne credo oraz radykalny system prawny i rządzenia, jego systematyczne próby unicestwienia lub wydalenia każdej grupy, która nie podziela jego poglądów, bezduszne traktowanie ofiar, wykorzystywanie mediów społecznościowych do rekrutowania zwolenników lub zastraszania przeciwników, a także dążenie do globalnego wpływu preferowane przez powiązane grupy ekstremistyczne".

Przewrotne skutki tego hiperekstremizmu dla arabskich chrześcijan są oczywiste: "W niektórych częściach Bliskiego Wschodu, w tym w Syrii i Iraku, eliminuje wszelkie formy różnorodności religijnej".. Z powodu radykalizmu islamskiego, według Organizacji Narodów Zjednoczonych, liczba uchodźców na świecie wzrosła z 5,8 mln w 2015 roku do 65,3 mln w 2016 roku.

 Egipt i Koptowie

Termin "koptyjski" jest używany w różnych znaczeniach, nie tylko w zwykłym znaczeniu religijnym. Dla większości Koptów termin ten nie jest jedynie oznaczeniem religijnym; nadają mu oni również znaczenie kulturowe, a nawet etniczne. Podkreślają, że termin ten pochodzi od greckiego "Aygyptos" i twierdzą, że koptyjska tożsamość jest nierozerwalnie związana z egipską tożsamością, historią i kulturą. Stanowią oni największą arabską wspólnotę chrześcijańską na Bliskim Wschodzie.

Przemoc wobec Koptów oparta na tożsamości religijnej jest zjawiskiem najnowszym. Po raz pierwszy pojawił się w 1972 roku, kiedy muzułmanie w mieście Chankah spalili nielegalny kościół i zniszczyli koptyjskie mienie. Od tamtej pory przemoc trwa nadal. W ciągu ostatnich dziesięcioleci zabito około 1800 Koptów i dokonano setek aktów wandalizmu wobec własności chrześcijańskiej, przy czym prawie nikt nie stanął przed sądem, nie mówiąc już o ukaraniu.

Najbardziej zaciekły atak na chrześcijan miał miejsce w Aleksandrii 1 stycznia 2011 r., kiedy zamachowiec samobójca obrał za cel Koptów w kościele, w którym odbywały się noworoczne nabożeństwa. Zabito 21 chrześcijan, a 97 zostało rannych. W lipcu 2013 roku, po protestach, które doprowadziły do obalenia islamistycznego prezydenta Mursiego, wybuchły dni intensywnej przemocy, w których armia starła się ze zwolennikami Koptów. Bractwo Muzułmańskie. Koptowie byli brutalnie prześladowani przez islamistów, którzy oskarżali ich o stanie za zamachem stanu przeciwko Mursiemu. Latem 2013 roku zaatakowano lub spalono pół setki kościołów i kilkaset chrześcijańskich nieruchomości oraz zabito dziesiątki Koptów. Jordi Batallá, koordynator prac nad Afryką Północną w Amnesty InternationalPolicji, następnie potępił bierność organów bezpieczeństwa państwa.

 Irak: Asyryjczycy i Chaldejczycy

Główne arabskie wspólnoty chrześcijańskie w Iraku to Chaldejczycy i Asyryjczycy. W ostatnich dekadach XX wieku iraccy chrześcijanie, podobnie jak ich muzułmańscy rodacy, cierpieli pod totalitarnym reżimem Saddama Husajna, który nie tolerował żadnej formy organizacji zbiorowych czy instytucji bez bezpośredniej kontroli państwa. Pomimo konstytucyjnego uznania wolności religijnej, religia i praktyki religijne były silnie kontrolowane. Po upadku Saddama Husajna w 2003 r, Al-Kaidanajpierw, oraz DaeshZamachy rozpętały więc polowanie na chrześcijan. Tylko w latach 2004-2009 w Iraku odnotowano około 65 ataków na kościoły chrześcijańskie. W październiku 2010 roku stu chrześcijan zostało porwanych przez grupę dżihadystów w asyryjskim kościele chrześcijańskim w Bagdadzie. W efekcie zginęło 58 zakładników, a 67 zostało rannych. Zakładnicy weszli do kościoła z otwartym ogniem podczas mszy w wigilię Dnia Zadusznego. Boże Narodzenie 2013, Daesh dokonał masakry chrześcijan w Bagdadzie. Przed kościołem, podczas odprawiania mszy o północy, wybuchła bomba samochodowa. Zginęło trzydzieści osiem osób, a 70 zostało rannych.

9 czerwca 2014 r. Daesh przejęła kontrolę nad znacznymi częściami środkowego i zachodniego Iraku oraz wschodniej Syrii. 29 czerwca opublikowała nagranie zapowiadające utworzenie kalifatu od Aleppo (Syria) do Diyali (Irak). Kilka dni później, Daesh zwrócił się do chrześcijan w Mosulu w pisemnym przesłaniu, grożąc im śmiercią, jeśli nie przejdą na islam.

We wrześniu 2014 roku patriarcha chaldejski Louis Raphael Sako na spotkaniu z ambasadorem USA przy ONZ Keithem Harperem wezwał do ochrony irackich chrześcijan. Patriarcha ostrzegł, że jeśli iraccy chrześcijanie nie będą mogli wrócić do swoich miejsc pochodzenia na Równinie Niniwy w pobliżu Mosulu, czeka ich taki sam los jak wysiedlonych Palestyńczyków. dodał: "Chrześcijanie w Iraku będą mieli przyszłość, jeśli społeczność międzynarodowa natychmiast nam pomoże. Mieszkańcy są rozczarowani niewielką pomocą, jaką do tej pory otrzymali. Około 120 tys. chrześcijan jest obecnie przesiedlonych w Iraku. Potrzebują wszystkiego, bo terroryści z Daesh wszystko im zabrali.

Syria: Melkici i Syriacy

W Syrii dwie główne wspólnoty chrześcijańskie to Melkici i Syriacy. Państwo syryjskie jest ustanowione jako republika pod dyktaturą wojskową, na czele której stoi Bashar Al Assad. Pod tą dyktaturą arabskie wspólnoty chrześcijańskie w Syrii są nadzorowane przez reżim, ale rząd daje im swobodę kupowania ziemi i budowania kościołów. Kościoły swobodnie prowadzą swoje wewnętrzne sprawy. Rząd jest również odpowiedzialny za zapewnienie kościołom energii elektrycznej i wody. Chrześcijanie swobodnie praktykują swoją wiarę, a liturgie świąt religijnych są transmitowane przez publiczne media.

W ciągu ostatnich pięciu lat sytuacja ta uległa zasadniczej zmianie. Zainspirowane powstaniami ludowymi w Tunezji i Egipcie, w marcu 2011 roku tłumy syryjskich demonstrantów wyszły na ulice przeciwko syryjskiemu reżimowi. Al Assad odpowiedział siłą militarną. Nawet dziś, po ponad pięciu latach wojny domowej, syryjski reżim nadal się rozpada, bez nadziei, że interwencja zewnętrzna lub zbrojna rebelia może przyspieszyć jego upadek i położyć kres represjom, które spowodowały już setki tysięcy ofiar śmiertelnych, przesiedleńców i uchodźców.

Wraz z wejściem w konflikt syryjski m.in. DaeshW sytuacji konfliktu radykalnie zmieniła się sytuacja syryjskiej społeczności chrześcijańskiej, która walczy o obalenie reżimu Assada i stara się przyciągnąć do siebie siły rebelianckie działające przeciwko reżimowi. Tak doświadczają tego syryjscy chrześcijanie, a także tak postrzegają to Stany Zjednoczone i ich zachodni sojusznicy, którzy przeszli od rozważania interwencji zbrojnej w Syrii przeciwko reżimowi Al Assada latem 2013 roku do rozwijania, od końca września 2014 roku do dnia dzisiejszego, interwencji przeciwko Daeshwe współpracy z Al Assadem na syryjskiej ziemi.

W latach 2011-2013 tysiąc syryjskich chrześcijan straciło życie, a około 450 tysięcy zostało przesiedlonych - podaje patriarcha Antiochii dla katolickich Melkitów Grzegorz III Laham. W ciągu dwóch lat miasto Aleppo, które wcześniej miało największą społeczność chrześcijańską w Syrii, straciło większość swoich członków. Exodus chrześcijan z Syrii jest powtórzeniem tego, co działo się w Iraku przez ostatnie dziesięć lat. W 2014 r, Daesh rozpoczął prześladowania chrześcijan na kontrolowanym przez siebie terytorium w północnej Syrii. Według raportu organizacji z 2015 r. Otwarte drzwiOd początku wojny 40 % ludności chrześcijańskiej opuściło kraj: około 700 000 osób. 

Liban i Maronici

Maronici są główną arabską wspólnotą chrześcijańską w Libanie, jedynym kraju na Bliskim Wschodzie, gdzie chrześcijanie - 40 % ludności - nie stanowią mniejszości. Jest to jedyny kraj w regionie, którego głowa państwa ma konstytucyjny obowiązek być chrześcijaninem. To czyni Liban wyjątkowym krajem, choć trzeba też powiedzieć, że niedawny wybór Michela Aouna wymagał roku intensywnych negocjacji.

Chrześcijanie w Libanie, jako wolny naród, mieli zdolność do przewodzenia arabskiemu renesansowi kulturalnemu i intelektualnemu pierwszej części XX wieku i pracowali jako agenci postępu w Libanie we wszystkich dziedzinach: edukacji, mediach, innowacji handlowej, bankowości i przemyśle rozrywkowym. Bejrut, mimo prawie trzech dekad wojny domowej, jest wciąż najswobodniejszym miastem świata arabskiego i nadal jest płucami wielu chrześcijan, którzy wyemigrowali z Turcji, Armenii, Syrii czy Iraku.

Rewolucje i zmiany reżimów, które w ostatnich latach wstrząsnęły Bliskim Wschodem, nie dotknęły tego kraju instytucjonalnie, choć ich konsekwencje są zauważalne, biorąc pod uwagę falę syryjskich uchodźców, których Liban przyjmuje - ponad milion - w kraju liczącym zaledwie cztery miliony mieszkańców.

Palestyna i Izrael

Arabskie wspólnoty chrześcijańskie zamieszkujące terytorium palestyńsko-izraelskie nie są liczbowo tak duże jak te w Libanie, Egipcie, Syrii czy Iraku.

W Izraelu mieszka około 161 tysięcy chrześcijan, 80 % pochodzenia arabskiego. Większość zamieszkuje na północy. Miasta z największą liczbą chrześcijan to Nazaret (ok. 15 tys.), Hajfa (15 tys.); Jerozolima (12 tys.) i Szjar'am (10 tys.).

Na terytorium palestyńskim (Zachodni Brzeg i Gaza) żyje około 52 tys. arabskich chrześcijan, głównie greckich prawosławnych melkitów. Reszta to Syriacy, rzymscy katolicy, grekokatolicy, Ormianie, Koptowie i Maronici.

 

TribuneKardynał Carlos Osoro Sierra

Po Roku Miłosierdzia zaprojektujmy nową erę

Wyniesiony niedawno do godności kardynała arcybiskup Madrytu podsumowuje Jubileuszowy Rok Miłosierdzia i zaprasza nas do spojrzenia w przyszłość, wzywając nas do bycia projektantami i protagonistami nowej ery miłosierdzia.

30 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

Idąc śladami swoich poprzedników, w Roku Miłosierdzia Papież chciał ofiarować Kościołowi czas łaski, aby podjąć i przyjąć drogę jasną, atrakcyjną, radykalną; to, co sam powiedział nam w Bulli konwokacyjnej: "Miłosierdzie jest główną belką, która podtrzymuje życie Kościoła". (Misericordiae vultus 10). Franciszek w ostatnich miesiącach stale nam o tym przypominał i udało mu się umieścić pragnienie Pana w sercach ludzi: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią". (Mt 5, 7).

Już w pierwszych chwilach swojego pontyfikatu na różne sposoby mówił nam, że pierwszą prawdą Kościoła jest miłość Chrystusa. Przypominam, że gdy w marcu 2013 r. odprawiał swoją pierwszą Mszę św. z mieszkańcami Rzymu, zaznaczył. "najpotężniejsze przesłanie od Pana". Dlaczego zauważamy świat, w którym żyjemy? Czy dostrzegamy skutki wyznaczania granic i ciągłego pozostawania w ocenie innych?

Teraz, kiedy zamknęliśmy Rok Miłosierdzia myślę, że Jezus Chrystus powiedziałby mniej więcej jeszcze raz: "Nie czyńcie tego między sobą ani wobec tych, którzy was otaczają, ale kłaniajcie się każdemu człowiekowi, którego spotkacie na drodze. Miejcie śmiałość rozpocząć nową erę zainaugurowaną przeze Mnie; stare przeminęło, zaczęło się coś nowego".. Najlepszą odpowiedzią na łaskę w tym roku jest naśladowanie Boga, który stał się człowiekiem, aby powiedzieć nam, kim jest i kim my jesteśmy: przebaczać nie dekretami, ale pieszczotami, pieścić rany naszych grzechów, aby je uleczyć. Jeśli mieliśmy doświadczenie pozwolenia na uzdrowienie przez Boga, wyjdźmy, aby zmienić ten świat z łaską i siłą, którą On nam daje.

Jak powiedział św. Jan XXIII na otwarcie Soboru Watykańskiego II, "Oblubienica Chrystusa woli stosować lekarstwo miłosierdzia niż surowości".. I jak podkreślał bł. Paweł VI: "Moja nędza, Boże miłosierdzie. Obym przynajmniej potrafił uczcić Tego, kim jesteś, Boga nieskończonej dobroci, wzywając, przyjmując, sławiąc Twoje najsłodsze miłosierdzie". (Medytacja Pawła VI o śmierci).

Św. Jan Paweł II, mając na uwadze św. Faustynę Kowalską, wyczuł później, że nasz czas jest właśnie czasem miłosierdzia. W encyklice Nurkowie w misericordiipowiedział, że "Kościół żyje autentycznie, gdy wyznaje i głosi miłosierdzie - najbardziej olśniewający atrybut Stwórcy i Odkupiciela". (n. 13). W tym samym duchu jego następca, papież Benedykt XVI, podkreślił, że. "miłosierdzie jest naprawdę centralnym rdzeniem orędzia ewangelicznego". (Niedziela Miłosierdzia Bożego, 30 marca 2008).

Dziś to papież Franciszek, który swoimi licznymi gestami - z uchodźcami, osobami starszymi, bezdomnymi itd. a teraz w liście apostolskim Misericordia et miseraprzypomina nam po raz kolejny, że "to jest czas miłosierdzia". "Każdy dzień naszego życia jest naznaczony obecnością Boga, który kieruje naszymi krokami mocą łaski, którą Duch Święty zaszczepia w sercu, aby je ukształtować i uczynić zdolnym do miłości. Jest to czas miłosierdzia dla każdego, aby nikt nie myślał, że jest poza bliskością Boga i mocą Jego czułości, [...] aby słabi i bezbronni, ci, którzy są daleko i samotni, czuli obecność braci i sióstr, którzy wspierają ich w potrzebach, [...] aby każdy grzesznik nigdy nie przestał prosić o przebaczenie i czuł rękę Ojca, który zawsze przyjmuje i obejmuje". (n. 21).

Miejmy odwagę pozwolić się prowadzić Panu, w tej nowej epoce, w tym nowym czasie, aby zaprojektować świat z miłosierdziem. Czy wyobrażasz sobie wszystkich ludzi na świecie w szczerej i otwartej komunii i przyjaźni z Panem naszym Jezusem Chrystusem, dających światu lek Bożego miłosierdzia objawionego w Nim? Zawsze rozumiałem ten lek z wierności Boga wobec wszystkich ludzi: "Jeśli my jesteśmy niewierni, On pozostaje wierny, bo nie może się zaprzeć samego siebie". (Tim 2:13). Ty i ja możemy wyprzeć się Boga, odwrócić się od Niego, a nawet zgrzeszyć przeciwko Niemu, ale Bóg nie może wyprzeć się samego siebie. Pozostaje wierny, zawsze wierny, bez względu na wszystko. Nie męczy się, czeka, zachęca, pomaga wstać, nigdy nie robi wyrzutów.

Ludzkość ma głębokie rany, wynik odrzutu, konfrontacji czy tak wielu nowych form niewolnictwa. Wielu uważa, że nie ma rozwiązań, że nie ma możliwości ratunku. Mężczyźni i kobiety w każdym wieku i w każdej sytuacji społecznej potrzebują uścisku, który ich zbawia, który przebacza im u podstaw i zalewa ich nieskończoną miłością. To jest miłosierdzie, które oferuje ci Jezus Chrystus i które stawia cię na nowo na drodze. Spróbuj. To nic nie kosztuje. Wystarczy po prostu pozwolić mu objąć cię i przebaczyć. Nigdy nie wystawia ci rachunków, bo sprawia, że doświadczasz tego, co widział i przeżywał syn marnotrawny: "Trzeba było urządzić ucztę i cieszyć się, bo ten brat wasz był umarły, a wrócił do życia; był zagubiony, a my go znaleźliśmy". (Łk 15:32).

Odważmy się być projektantami i protagonistami czasu miłosierdzia, pamiętając o tym wszystkim, co przeżyliśmy w tym roku.

AutorKardynał Carlos Osoro Sierra

Arcybiskup Madrytu

Doświadczenia

Praktyczne porady dla nauczycieli religii

Omnes-30 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 6 minuty

Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego panująca niepewność polityczna powoduje dużą niestabilność edukacyjną. Nie wiadomo, co stanie się z LOMCE, ale z nią czy bez niej, akademickie umiejscowienie Religii nadal nie jest dobrze rozwiązane, a nauczyciele cierpią z powodu redukcji planów lekcji z powodu ideologicznych wyborów, które nie respektują życzeń rodziców. A nauczyciele cierpią z powodu ograniczania planów lekcji z powodu ideologicznych wyborów, które nie respektują woli rodziców. Jakie praktyczne zalecenia powinny zostać wprowadzone?

- Dionisio Antolín Castrillo

Delegat diecezjalny ds. edukacji w Palencii

Kiedy zaczynam pisać ten artykuł skierowany do nauczycieli Religii i z początkiem roku szkolnego tuż za rogiem, okazuje się, że Hiszpania ma już za sobą dwa wybory powszechne, a ich wyniki i następujący po nich skład i podział miejsc w parlamencie malują naprawdę złożony obraz: urzędujący rząd i powszechny mandat dla partii politycznych do dialogu, negocjacji i porozumienia, a na podstawie paktu - do oddania Hiszpanii rządu.

Ciągłość stosowania ustawy organicznej o poprawie jakości kształcenia (LOMCE) będzie w dużej mierze zależała od rządu, który zostanie utworzony. Perspektywy nie są dobre. I trudno uwierzyć, że zostanie utrzymany w obecnym kształcie.

Był czas, kiedy partie polityczne wydawały się skłonne do budowania mostów i konsensusu w dziedzinie edukacji, odpowiadając tym samym na zapotrzebowanie społeczne. Ale ten czas minął i postawy są bardzo różne. Jeśli Partia Ludowa (PP) utworzy rząd, jej LOMCE jest i powinna być punktem wyjścia, ale będzie musiała przemyśleć i opóźnić jej zastosowanie w aspektach, które w niektórych regionach autonomicznych nie są jeszcze rozwinięte, w innych są spowolnione i oczywiście są stosowane z wieloma trudnościami, nawet w tych społecznościach, w których rządzi PP. Jeśli Partia Socjalistyczna (PSOE) utworzy rząd, LOMCE jest pierwszą rzeczą, którą uchyli, co wielokrotnie zapowiadała, choć miałaby poważne trudności z przeforsowaniem nowej ustawy, także ze względu na bezwzględną większość PP w Senacie,

Dopasowanie akademickie

Nie lubię słuchać w telewizyjnych talk show lub czytać w artykułach prasowych, że konieczne jest zlikwidowanie akademickiego umieszczania przedmiotu Religia jako warunku poprawy systemu edukacji. Paradoksalnie, z tego co ostatnio czytałem, propozycje edukacyjne idą w drugą stronę: kraje tworzące OECD proponują, aby w teście PISA w 2018 roku obok znanych już testów z matematyki, czytania i nauk ścisłych znalazł się kwestionariusz analizujący postawy 15-letnich uczniów i oceniający ich globalne kompetencje do życia w integracyjnym świecie, w którym uznaje się i szanuje różnorodność kulturową i religijną. Z pewnością musimy teraz zgodzić się co do potrzeby wyposażenia studentów w narzędzia do zarządzania zmieniającą się przyszłością, w której rozwiązania naukowe i techniczne nie wystarczą i gdzie wymagane są wyraźne wybory etyczne. Dziś obecność Religii w szkołach publicznych ma większy sens i jest bardziej potrzebna niż kiedykolwiek. Szkoła jest miejscem, gdzie uznanie różnorodności religijnej musi być artykułowane w programie nauczania, w dialogu z innymi przedmiotami. Trzeba nadal twierdzić, że system edukacji, który ignoruje wymiar duchowy lub który nie ma przestrzeni akademickiej dla różnorodności kulturowej i religijnej, nie jest lepszym systemem edukacji.

Harmonogram wdrażania LOMCE

Z drugiej strony, LOMCE idzie do przodu i jest w harmonogramie z brakującymi kursami.

Znamy już przepisy państwowe i regionalne dotyczące wszystkich poziomów kształcenia obowiązkowego, a co za tym idzie, różne obciążenie dydaktyczne dla każdego z kursów. Bardzo różne traktowanie tego tematu w każdej ze wspólnot autonomicznych doprowadziło nauczycieli, profesorów, rodziców, delegatów diecezjalnych i biskupów do przygnębiającej konsternacji. Były liczne odwołania do sądów, a orzeczenia były korzystne. Musimy jednak kontynuować doniesienia, aby Ministerstwo przestrzegało prawa, żądając od regionów autonomicznych przyzwoitego obciążenia dydaktycznego i aby religia była nauczana z jakością pedagogiczną wymaganą w przypadku innych przedmiotów.

Stabilność nauczycieli

Nauczyciele-nauczyciele uczący religii, pracownicy sektora publicznego jak każdy inny z takim samym przygotowaniem i zaangażowaniem., nie mogą stać się zbędne na podstawie jednostronnych wyborów ideologicznych, nieuzgodnionych ze środowiskiem i najwyraźniej nie podzielanych przez tak wielu rodziców, którzy - jak pokazują statystyki - co roku wybierają przedmiot religia dla swoich dzieci.

Pomiędzy nimi znajdują się diecezjalni delegaci ds. edukacji, którym wydziały personalne każdej Wspólnoty Autonomicznej przekazują potrzeby edukacyjne dla szkół w danej diecezji i proszą ich o propozycje dotyczące nauczycieli. Z prawdziwą sztuczką i wielkim bólem serca szukamy sposobów, aby zmniejszenie godzin nauczania w szkołach podstawowych pogodzić z liczbą nauczycieli, których mamy na etacie. Czasami rozwiązaniem były przejścia na emeryturę. Ale to naprawdę solidarność wśród kadry nauczycielskiej, tracącej wszystkich, aby nikt nie został bez pracy, doprowadziła do tego. Wszystko to przy niebezpieczeństwie posiadania tylko specjalistów na pół etatu.

Program nauczania

Mamy już program nauczania religii katolickiej na wszystkich poziomach edukacji (szkoła podstawowa/średnia/matura), który doskonale wpisuje się w ramy pedagogiczne LOMCE. Program nauczania podkreślający zasadność i racje Religii w ramach edukacji holistycznej i jej wkład wychowawczy (ta perspektywa jest bardziej pedagogiczna i nie opiera się tak bardzo na porozumieniach Kościół-Państwo i prawie rodzin).

Jest to program, który zakłada ramy programowe LOMCE, łącząc wkład nauczania religii z celem własnym szkoły, przedstawiając uczenie się poprzez kompetencje i stwierdzając, że religia przyjmuje za punkt wyjścia cele wyznaczone dla każdego etapu rozwoju poszczególnych umiejętności.

Program nauczania, który strukturyzuje treści w czterech blokach, w których zebrano zgromadzoną przez wieki chrześcijańską wiedzę antropologiczną. Wyjaśniono, że cztery bloki obejmują pojęcia, procedury i postawy, które są zorientowane na osiągnięcie celów etapu.

Nawiasem mówiąc, w uchwale ministerialnej z 13 lutego 2015 r., która nakazuje publikację nowej podstawy programowej, zapisano, że maturzyści, którzy o to poproszą, mają prawo do edukacji w zakresie religii katolickiej; że do hierarchii należy ustalenie treści tej edukacji, a także określenie programu nauczania i ocennych standardów nauczania, które pozwalają na weryfikację osiągnięcia celów i nabycia kompetencji odpowiadających przedmiotowi religia; że religia katolicka zostanie włączona jako dziedzina lub przedmiot na odpowiednich poziomach edukacyjnych; że będzie obowiązkowa dla wszystkich ośrodków, a dobrowolna dla uczniów; że decyzje dotyczące wykorzystania podręczników i materiałów dydaktycznych oraz, w stosownych przypadkach, nadzór i zatwierdzanie tychże należą do kompetencji władzy religijnej.

Kolej na nauczyciela

Zadanie to należy teraz do indywidualnego nauczyciela. Jest on ostatnim szczeblem, na którym konkretyzuje się program nauczania. Od nich i ich poświęcenia zależy w dużej mierze to, co przedmiot reprezentuje w ośrodkach edukacyjnych. Konieczne jest więc przeprowadzenie aktualizacji pedagogicznej, której wymaga chwila. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na diecezjalne delegatury nauczycielskie. I proponuję kilka możliwych zadań:

-Uważam, że znajomość nowych ram programowych LOMCE jest konieczna ze względu na konsekwencje i istotny wpływ na programy dydaktyczne i sposób nauczania od zaraz. W szczególności Zarządzenie ECD/65/2015, z dnia 21 stycznia 2015 r., w sprawie relacji między składnikami programu nauczania, pomoże zrozumieć miejsce przedmiotów, w tym Religii, w nowych ramach pedagogicznych LOMCE, gdzie wszystkie są powiązane z osiąganiem celów etapowych i kompetencji kluczowych.

-Nowy program nauczania religii dla trzech etapów, na których został odnowiony przy okazji LOMCE, stara się uzasadnić powody nauczania religii w systemie edukacji. Myślę, że warto przeczytać lub ponownie przeczytać dokument Episkopatu z 1979 r. dotyczący tożsamości szkolnej nauczania religii. Jest to kluczowy dokument, sporządzony w kluczowym momencie.

Logicznie rzecz biorąc, dobra synteza teologiczna orędzia chrześcijańskiego jest zawsze istotnym wyzwaniem zarówno w kształceniu wstępnym, jak i doskonaleniu zawodowym nauczycieli religii.. Jest kilka bardzo dobrych materiałów; oprócz tych z Konferencji Episkopatu Hiszpanii, już znanych, są inne, które otwierają nowe perspektywy dostępu. Myślę, że ta z wydawnictwa Verbo Divino jest bardzo dobra, Bóg działający w historii (Są trzy małe książeczki: Stary Testament; Jezus Chrystus; Kościół. Podchodzi do tematu od strony tekstów, prostym językiem, w perspektywie pracy w grupie itp.).

W skrócie. Jestem o tym przekonany. Ponad niepewność polityczną, ustawodawstwo, neologizmy pedagogiczne, którymi uzasadnia się reformy, cięcia, tyle rzeczy... to, co znajduje nauczyciel religii, to uczniowie, życie w budowie, które wymaga od nich tego, co najlepsze, a wiem, że większość z nich - jeśli nie wszyscy - robi wszystko, by to dać. I są przekonani, że edukacja służy jako preludium, towarzyszenie i zasiew, aby móc później zebrać osobistą i dojrzałą odpowiedź na transcendencję lub przylgnięcie do Jezusa Chrystusa.

Doświadczenia

Rzemiosło religijne: dłonie są w centrum uwagi

Niedawna renowacja monumentalnej monstrancji z katedry w Toledo, przeprowadzona przez Talleres de Arte Granda wraz z multidyscyplinarnym zespołem złożonym z historyków, srebrników, gemmologów itp. przenosi do współczesności niezastąpiony wkład złotników i rzemieślników tekstylnych w rozwój liturgii, w odpowiednie bogactwo kultu i w samą pobożność. Na tych stronach opisano teraźniejszość i przyszłość tych rzemiosł.

Omnes-29 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 10 minuty

Złotnik Enrique de Arfe wykonał monstrancję eucharystyczną dla katedry w Toledo w latach 1515-1523. Niedawna renowacja tego wspaniałego dzieła złotniczego, w płomiennym stylu gotyckim, wymagała demontażu jego 5,500 elementów, w tym łącznie 260 statuetek. Renowacja zbiega się również z faktem, że madryckie warsztaty odpowiedzialne za to dzieło - Talleres de Arte Granda, założone w 1891 roku przez asturyjskiego księdza Félixa Grandę - obchodzą 125 lat istnienia. PALABRA rozmawiała z kilkoma rzemieślnikami, aby przybliżyć naszym czytelnikom świat rzemiosła sakralnego, bez którego liturgia straciłaby swój blask, a pobożność ucierpiałaby. To właśnie zaproponował nam Juan Carlos Martínez Moy, rzeźbiarz: "Obrazy religijne i przedmioty kultu nie powinny być postrzegane jako idole, ale jako okna do nieba.

Hafciarki i krawcowe

Jednym z najważniejszych rzemiosł są hafciarki i wytwórczynie ornatów, peleryn przeciwdeszczowych, alb, obrusów itp. W warsztacie Los Rosalesw Villaviciosa de Odón, zależne od Talleres de Arte Granda - wyjaśnia projektantka Pilar Romero, "Wykonujemy trzy rodzaje haftów: haft aplikacyjny; haft niuansowy, który odtwarza obrazy za pomocą naturalnych nici jedwabnych; oraz klasyczny haft hiszpański w złotej nici, który jest używany do ozdabiania płaszczów Dziewic, tak charakterystyczny dla Andaluzji"..

Hafty na obrusach najczęściej wykonywane są maszynowo, ale są to hafty ręczne, ponieważ wzór prowadzony jest ręcznie. "Wszystko, co robimy, jest wykonywane ręcznie, ponieważ ręce odgrywają fundamentalną rolę".Pilar podkreśla. Przyznaje, że coraz częściej stosowany jest haft maszynowy, który przekształca zdigitalizowany projekt w ściegi. Jest taniej, ale ideałem rzemiosła jest jakość, piękno i to, że produkt jest odpowiedni liturgicznie.

Mentalność zmieniła się w ciągu ostatnich kilku lat i przyszłość jest tutaj, mówi Pilar, "Ale nie sądzę, że ręczny haft i ręczne krawiectwo znikną, nie jest to nawet technicznie wygodne. Dobre warsztaty, takie jak nasz, wkładają wiele wysiłku w jakość swojego rzemiosła".. Znakiem tego jest, jego zdaniem, to, że młodzi seminarzyści nadal zamawiają dobre ornaty na swoją pierwszą Mszę św. Nie tak dawno temu "Pewien hiszpański seminarzysta zamówił z katalogu ornat, ale dość bogaty, z ręcznym haftem. A ponieważ nie miał pieniędzy, zaproponował rodzinie i parafianom, aby zamiast dawać mu inne prezenty, wszyscy uczestniczyli w zakupie".

We wszystkich niemal zawodach, które służą sakralności, bardzo brakuje rzemieślników, a średnia wieku hafciarek znających fach jest wysoka. Same warsztaty - mówi Pilar, "w ciągu ostatnich 58 lat stał się szkołą szkoleniową. Teraz nasza pula uczniów pochodzi ze szkół zawodowych, z którymi współpracujemy. W pracowni swoje praktyki odbywają studenci wzornictwa, krawiectwa i mody".

Pilar jest historykiem sztuki, ale jest "Zawsze chciałam pracować w czymś manualnym, bo od dziecka miałam do tego smykałkę. Studia dały mi wykształcenie estetyczne i bardzo mi pomagają w projektowaniu, które jest moją główną pracą"..

W innej kwestii skomentował, że. "ludzie wiary mają pełniejszą wizję tego dzieła". Praca jest podobna do wykonania dobrej cywilnej sukienki, ale "Naszym przeznaczeniem jest Msza Święta, kult, liturgia. Nie sądzę, że kiedykolwiek w pełni zrozumiemy, co to oznacza".

Na koniec naszej rozmowy pokazuje nam ornaty, które zaprojektował dla trzech ostatnich papieży. Pokazując mi zdjęcie papieża Franciszka z najnowszym, trzeźwym i z haftem maszynowym, podsumowuje z dumą i szerokim uśmiechem: "Tak, trzej ostatni papieże byli moimi najlepszymi klientami".

Srebrniki

Juan Tardáguila jest srebrnikiem i wykonuje dzieła złotnicze: kielichy, monstrancje, viriles, navetas, palniki do kadzideł... Pracuje z mosiądzem, srebrem, złotem i stalą na trzony świętych naczyń, wszystkie są materiałami o określonej czystości, które nie rdzewieją. Wyjaśnia, że zajął się handlem w wieku 15 lat, bardziej z konieczności niż z powołania, i że było to długie terminowanie: "Zarządzanie tym wszystkim jest bardzo trudne; zajmuje prawie całe życie. Wymaga też dużej kreatywności.

Obawia się o przyszłość, bo trudno jest szkolić młodych ludzi. Są szkoły, ale szkolenia przez nie prowadzone są niewystarczające i trzeba je uzupełniać w warsztacie. Kiedyś było więcej miejsc pracy, ale teraz rynek się skurczył. Andaluzja to miejsce, gdzie jest więcej srebrników.

Dla Juana, jakość kawałka, oprócz materiałów, leży w jego projekcie. Ekskluzywny, pozakatalogowy egzemplarz różni się od tego, który jest reprodukowany seryjnie. W tym pierwszym przypadku nie używa się form i wykonuje się go na wymiar. Wymaga to większego poświęcenia i jest droższe.

Juan jest dumny z tego, że pracował przy renowacji monstrancji w Toledo: "Byłem pod wrażeniem tego, jak udało im się to zrobić w XVI wieku. Dziś technologia nam pomaga, ale wtedy musieli we własnym warsztacie wykonać te same surowce: blachę, gwint, srebrne śruby i nakrętki... Stąd pochodzi tak wiele procedur złotniczych". Motywuje go dobre wykonywanie swojej pracy i bycie docenianym przez ludzi: "Czasami dostajemy komplementy od klientów, a to wielka satysfakcja"..

Wreszcie jest sceptycznie nastawiony do mechanizacji swojego fachu: "Maszyny nie mogą się zbytnio zagłębiać w ekskluzywne części. Prawie wszystko trzeba robić ręcznie. W powtórzeniu sztuk, owszem, ale istnieje niebezpieczeństwo wyparcia rzemieślników. Tak stało się z grawerami: pozostało ich bardzo mało i jesteśmy prawie całkowicie zależni od maszyn, ale nie są one ważne lub opłacalne w przypadku niektórych prac, takich jak grawerowanie daty. A nie łącząc ludzi i maszyn, w końcu tracimy techniki rzemieślnicze.

Broncists

Juan Carriazo jest rzemieślnikiem z brązu, który specjalizuje się w wykonywaniu tabernakulum. Wyjaśnia, że zwykle są one wykonane z mosiądzu, ale mają części pokryte 24 karatowym złotem lub srebrem, i zwykle mają dwie powłoki: wewnętrzną, w której umieszcza się Najświętszy Sakrament, i zewnętrzną. Następnie dodaje się elementy dekoracyjne. Zamontowany jest również zamek. "Coraz częściej jesteśmy proszeni o bezpieczne zamki i stalowe płyty wzmacniające ze względów bezpieczeństwa".

Dobre tabernakulum jest dobre ze względu na ekskluzywny i piękny wygląd, a także ze względu na wzbogacenia, które są do niego dodawane: emalie, ryciny, kolumny, klejnoty..., choć te zazwyczaj zapewnia klient. Do tego dochodzi jeszcze wykonanie: "Są przybytki, które wymagają więcej niż trzy miesiące pracy: około 400 godzin".mówi Juan.

Juan komentuje z wielką satysfakcją: "Mam przybytki stworzone przeze Mnie na pięciu kontynentach. Mam zdjęcie ich wszystkich. Najlepsza była ta dla katedry w Alabamie, w stylu gotyckim, ze srebrnymi wewnętrznymi brylantami i emaliami: spektakularna! Realizacja tego zamówienia na katedrę zajęła nam dwa lata. I wyjaśnia, że pracuje nad tym "Nie uczyłam się go w szkole ze względu na tradycję rodzinną. Mój ojciec pracował tu przez 50 lat, a mój wujek również przez 50 lat. Kiedy zacząłem pracować w wieku 14 lat, spodobał mi się ten fach i nadal tak jest"..

A żeby dać mi wyobrażenie o tym, jakim wyzwaniem jest każdy tabernakulum, opowiada mi o przypadku klienta, który przyszedł z osobliwymi drzwiami do tabernakulum - miały one mechanizm otwierający - i poprosił go o tabernakulum do tych drzwi.

John wkrótce przejdzie na emeryturę, ale mówi, że przyszłość jego pracy jest zabezpieczona dzięki dwóm praktykantom. Ale ostrzega, że "Rzemiosło musi się bardzo podobać. Jeśli tego nie zrobisz, skończysz z nim. I trzeba się w to zaangażować. Ale to piękne rzemiosło, z którego jestem bardzo dumny"..

Emalie

"Emaliowanie to bardzo stara technika rzemieślnicza. Jej pochodzenie jest mało znane, ale ponieważ głównymi elementami emalii są metal i szkło, wymaga ona znacznego stopnia cywilizacji".wyjaśnia Montse Romero.

Pierwsze ślady emalii, dodaje, pojawiają się w Mezopotamii, ale to Egipcjanie opracowali kolorowe szkło i zapoczątkowali tę technikę zdobienia metalu kolorem. Robiono to również przy użyciu kamieni szlachetnych, ale emalie dają dużą uniwersalność zdobień. Dlatego emaliowanie zawsze szło w parze ze złotnictwem religijnym, choć emalie wykonuje się również w celach jubilerskich i dekoracyjnych (z motywami religijnymi lub bez), jak na przykład obraz Matki Boskiej, który Montse wskazuje mi przed miejscem, w którym rozmawiamy.

Obecnie wykonuje się mniej emalii, ponieważ jest to technika kosztowna, zwłaszcza ze względu na wymaganą wykwalifikowaną pracę. Ze względu na dużą trudność techniczną, niewiele osób wie jak to zrobić. Dobry artysta musi być też dobrym rzemieślnikiem, bo to są procesy, w których "Albo opanujesz materiały, albo one opanują ciebie. Trzeba opanować ogień - z piecami o temperaturze ponad 800 stopni -, szkło i metal. I choć metal i szkło wydają się być bardzo różnymi materiałami, mają podobną rozszerzalność i przylegają do siebie poprzez działanie ciepła, nie topiąc się. Myślę, że z czasem to rzemiosło będzie cenione wyżej niż teraz.

"To, co czyni emalię wartościową, to umiejętności rzemieślnika i ekspresyjność, jaką osiąga. Materiały nie są drogie: miedź, srebro i szkło, czyli krzemionka z pigmentami. I pamiętaj, że nie robimy nic standardowego: wszystkie emalie są robione ręcznie. Można mi zlecić wykonanie kielicha z emaliami ewangeliarzy, ale w końcu każdy ewangeliarz, który wykonam jest inny. Nie ma form, za pomocą których można odtworzyć te same emalie. To trochę jak malowanie ręczne, ale na miedzi i ze szkłem.

Montse uznaje, że religijny kunszt jest dodatkową motywacją. "Kiedyś namalowałam Madonnę i zostałam zaproszona na błogosławieństwo obrazu. Byłem pod wielkim wrażeniem, gdy zobaczyłem całą wioskę ustawioną w kolejce do ucałowania obrazu. Siedziałem w kącie i byłem poruszony. Wyobrażam sobie, że Bóg weźmie pod uwagę dzieło, które jest na Jego służbę. Nawet ci, którzy nie mają wiary, zdają sobie sprawę, że jest coś więcej, że muszą bardzo dobrze wykonać tę pracę, bo mamy bardzo szczególnego klienta: Kościół.

Moim celem, jak zauważa Monte, jest "Aby każdy obraz coś przekazywał. A tego, w dzisiejszych czasach, nie robi maszyna". Ale handel "Logicznie rzecz biorąc, musi się rozwijać. Można wprowadzić maszyny, które zabiorą ciężką pracę, jak kształtowanie elementów, czy szlifowanie metalu, ale istota rzemiosła pozostanie, jestem o tym przekonany"..

Kryzys znacznie uszczuplił pulę emalierów i to właśnie warsztaty pełnią funkcję szkoły dla czeladników. Dziś, z wyjątkiem Katalonii, niewiele osób skłania się ku handlowi. Montse, która jest architektem wnętrz, nauczyła się tego w warsztacie, w ciągu 18 lat pracy jako emalierka i polichromistka w Granadzie.

 Polerki

José Chicharro tłumaczy swój kunszt wskazując, że w końcu wszystkie dzieła złotnicze muszą przejść przez jego ręce: "Ja daję im życie; bez mojej pracy, choćby nie wiem jak dobrze pracował złotnik, nie wyglądałyby dobrze"..

Tego rzemiosła również uczymy się na warsztatach: "Zacząłem, gdy miałem 18 lat. Dużo nauczyłem się w rodzinnym zakładzie srebra. W tym fachu potrzeba dużo siły, bo trzeba naciskać i ze względu na ciężar niektórych elementów. I trzeba znać kilka sztuczek, zwłaszcza w przypadku płaskich kawałków"..

Ostrzega, że "Maszyny automatyczne są opłacalne, jeśli chodzi o wiele takich samych sztuk, ale sztuki złotnictwa religijnego są bardzo różne i maszyny tego nie rekompensują. Na przykład tabernakulum ma około stu elementów i każdy z nich musi być ręcznie wypolerowany. Dlatego właśnie jest to drogie. Ale to właśnie tam leży jakość i sztuka.

Komentuje też swoje zadowolenie, gdy wchodzi do kościołów i widzi rzeczy związane ze swoim zawodem. Niedawno widział w katedrze w Granadzie tabernakulum, które wyszło z jego warsztatu. Z wielką przyjemnością chwalił się przed tymi, którzy tam byli, że to on ją wypolerował. A przede wszystkim, "Jestem bardzo zadowolony ze srebrnego pawilonu, który wypolerowałem na monstrancję w Vigo. Kiedy widzisz, że ludzie dostrzegają twoją pracę, czujesz wielką satysfakcję".

José od emerytury dzieli zaledwie kilka lat. Dlatego komentuje: "Myślę, że pozostawiłem dość ważną spuściznę mojemu uczniowi. Potrzebni są młodzi ludzie, aby rzemiosło nie zaginęło, bo wielu z nas rzemieślników jest bliskich emerytury.

Rzeźbiarze i rzeźbiarki

"imaginero" lub rzeźbiarz, wyjaśnia Juan Carlos Martínez Moy, to rodzaj rzeźbiarza zajmującego się rzeźbieniem w drewnie, polichromią i o tematyce religijnej. Coś bardzo konkretnego. On sam jednak uważa się za rzeźbiarza: "Zrobiłem trochę bezpośredniej rzeźby, ale bardzo mało w porównaniu z gliną, na której pracuję najczęściej. Prawie wszystko co robię jest figuratywne i religijne, bo to są zlecenia, które przychodzą na warsztat najczęściej". W jego opinii, "Pustą kartką papieru w rzeźbie jest glina. Dzięki pracy z nim, stał się on dla mnie najszlachetniejszym materiałem: ma ekspresję, jakiej nie ma żaden inny materiał. Zaczynam od szkicu w glinie, a następnie wykonuję formę, z której powstaje dzieło lub jest ono digitalizowane, a następnie odtwarzane w pożądanym przeze mnie rozmiarze. Świat cyfrowy ułatwia wykonanie wielu kroków, choć w ciągu ostatnich dziesięciu lat bardzo niewiele rzeczy powtórzyłem".

Zwraca uwagę, że. "Na twarzy postaci skupiam się najbardziej, bo to ona przekazuje najwięcej, zwłaszcza w sztuce sakralnej. Można wziąć pień drzewa bez kory, zrobić piękną twarz i rękę i to wszystko". Podkreśla również, że "Moją największą nadzieją jest to, że Kościół będzie awangardą artystyczną, tak jak kiedyś, i że język sztuki współczesnej będzie służył jako wyraz Ewangelii, czyli tego, czym jest sztuka sakralna. Joseph Ratzinger napisał, że ikona ma poruszyć echo sacrum w nas wszystkich. I to jest mój cel: żeby dzieło moje poruszyło, bo to jest okno do nieba. Dlatego staram się dbać o swoje życie duchowe: jest mi ono potrzebne do pracy. Często podczas modlitwy miałem pomysły artystyczne.

Juan Carlos ubolewa nad nielicznymi rzeźbiarzami, którzy poświęcają się sztuce sakralnej: "Niektórzy dokonują ingresu, ale nie zawsze szczęśliwie".. Tam gdzie jest więcej wyobrażeń jest Andaluzja, a konkretnie Sewilla. A artystów nie jest więcej, bo z rzeźby trudno się utrzymać.

Polichromatory

Begoña Espinos zajmuje się polichromowaniem obiektów sztuki sakralnej: "To rzemiosło jest bardzo starożytne. I to właśnie w okresie romańskim i gotyckim pojawiła się technika estofado, która jest królową polichromii. Jest to trudna technika, która wymaga dużej wprawy i przede wszystkim wielu godzin. Jest to nie tylko drogie ze względu na materiał, ale także dlatego, że trzeba to robić ręcznie. W tej chwili nie da się zmechanizować polichromii, bo żeby nadać ten dotyk, który sprzyja ekspresji obrazu, potrzebne są ręce rzemieślnika". Choć wyjaśnia, że teraz stosuje się bardziej neutralną polichromię. Obrazy są nawet pozostawione w takiej postaci, w jakiej są.

W Anglii są dobrzy polichromatorzy. Są one również obfite na południu Hiszpanii i w Madrycie. Do zawodu trafiła z wyraźnego powołania zawodowego i podkreśla, że "Jeśli chodzi o wyobrażenia religijne, robisz to z większą czułością, bo wiesz, że kryje się za tym coś świętego, że musisz to zrobić bardzo dobrze, żeby ludzie byli temu oddani. Dużo modlę się też do obrazów, nad którymi pracuję".

Odnowiciele

Dulce Piñeiro wyjaśnia, że "Zawsze lubiłem sztukę, ale nie widziałem siebie jako artysty, a raczej jako lekarza dzieł sztuki".. I renowacji - dodaje, "Jest to bardzo potrzebny zawód. Ważne jest, aby ludzie myśleli o konserwacji swoich najcenniejszych egzemplarzy. Często nie zdają sobie sprawy z ich wartości historycznej i artystycznej, a zamiast nabywać nowe, może najlepiej byłoby je odrestaurować i przywrócić do kultu. Zajmujemy się oceną, czy należy je naprawiać lub odnawiać, a także jaki byłby najlepszy sposób ich czyszczenia.

Wyjaśnia on, że. "Jest wiele dzieł sztuki, które zostały zrujnowane przez ignorancję.

I zaznacza, że. "Dobra renowacja to taka, która szanuje oryginał, jest udokumentowana, sfotografowana, jest odwracalna i daje wskazówki konserwatorom, którzy przyjdą po niej. Tak jest w przypadku renowacji monstrancji z katedry w Toledo: wskazania poprzednich konserwatorów były dla nas bardzo pomocne. Zadziałały one bardzo dobrze i teraz monstrancja mogła odzyskać swój blask, co nie znaczy, że świeci jaśniej. Ponowne polerowanie oznaczałoby usunięcie materiału. Zarysowania, niedoskonałości i zabrudzenia zostały wyeliminowane"..

Wreszcie Dulce podkreśla, że główną trudnością w jej pracy jest sprawienie, by klienci dostrzegli, że czasem nie jest wygodne, by dzieło wyglądało jak nowe.

Doświadczenia

Migranci: mury nie są rozwiązaniem

Najpierw Lampedusa, potem Lesbos; Morze Śródziemne zamieniło się w cmentarz; Syryjczycy uciekający przed wojną; Środkowoafrykańczycy szukający włoskiego wybrzeża z Libii... Przepływy migracyjne mnożą się i napotykają na mury. "Ściany nie są rozwiązaniem. Problem pozostaje z większą nienawiścią"mówi papież Franciszek.

Rafał Górnik-28 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 8 minuty

Proces likwidacji obozu dla uchodźców w Calais (Francja), w którym przebywały tysiące migrantów chcących dotrzeć do Wielkiej Brytanii, był w tych dniach przedmiotem wiadomości.

Wielu zostało rozesłanych do ośrodków recepcyjnych w całej Francji, choć około dwa tysiące, w tym wielu nieletnich, wolało zostać jak najdłużej, by spróbować dotrzeć do Wielkiej Brytanii, gdzie, jak twierdzą, mają krewnych, których nie wiedzą, czy kiedykolwiek w życiu będą mogli zobaczyć i objąć.

Większość analityków uważa, że jest to tylko kolejna prowizorka w obliczu ogromnego problemu, jakim są przepływy migracyjne, które są naprawdę wieloaspektowe, ale dotyczą setek tysięcy ludzi - milionów, jeśli zsumować liczby z lat - którzy są zdesperowani, aby osiągnąć lepszą, bardziej godną przyszłość i uciec od skrajnego ubóstwa.

Liczby są uparte. Od stycznia do początku października 2016 r., w ciągu nieco ponad dziewięciu miesięcy, do Europy przez Morze Śródziemne przybyło ponad 300 tys. migrantów; prawie 170 tys. przez Grecję i 130 tys. przez Włochy, a ponad 3,5 tys. osób utonęło lub zaginęło. W momencie publikacji tego numeru SłowoLiczba ta może sięgać nawet 4 tysięcy.

Zaledwie kilka dni temu pogrążony w wielkim kryzysie gospodarczym i finansowym kraj grecki zwrócił się o pilną pomoc dla 60 tysięcy uchodźców, którzy zostali uwięzieni w swoim kraju po zamknięciu granic przez pakt między Unią Europejską a Turcją. "Potrzebujemy koców teraz" - mówi grecki rząd.

Lampedusa

Od momentu wyboru na ster łodzi Piotrowej papież Franciszek uważnie śledzi dramat imigracji.

Pokazał to w lipcu 2013 roku, kiedy zorganizował pierwszą oficjalną podróż na sycylijską wyspę Lampedusa, liczącą ledwie pięć tysięcy mieszkańców, znaną z ciągłego wysiadania imigrantów i niezliczonych katastrof statków.

Tam Ojciec Święty uderzył w serca i niemal po raz pierwszy odniósł się do zjawiska, które skłoni świat do refleksji: "globalizacja obojętności"."Kto z nas płakał nad śmiercią tych braci i sióstr, nad wszystkimi, którzy podróżowali na łodziach, nad młodymi matkami, które niosły swoje dzieci, nad tymi mężczyznami, którzy szukali czegokolwiek, by utrzymać swoje rodziny?". "Jesteśmy społeczeństwem, które zapomniało o doświadczeniu płaczu... Iluzja tego, co nieistotne, tego, co tymczasowe, prowadzi nas do obojętności wobec innych, do globalizacji obojętności.", powiedział papież.

"Kto jest odpowiedzialny za krew tych braci? Nikt. Dziś nikt nie czuje się odpowiedzialny, straciliśmy poczucie braterskiej odpowiedzialności, popadliśmy w hipokryzję.".

Dzieci w ludzkiej degradacji

Trzy lata później, 13 października, papież Franciszek podał do publicznej wiadomości ".Orędzie na doroczny Dzień Migrantów i Uchodźców 2017".w którym donosi, że "dzieci migrantów trafiają na dno ludzkiej degradacji". Konkretny tytuł Twojej wiadomości to "Nieletni migranci, bezbronni i pozbawieni głosu". W tekście ostrzega się w szczególności o poważnym zagrożeniu dla osób podróżujących samotnie i wzywa do ich "prawo do gry".

Przemówienie Ojca Świętego miało miejsce w tym samym dniu, w którym stowarzyszenia humanitarne i organizacje pozarządowe zgłosiły zaginięcie około dziesięciu tysięcy nieletnich migrantów po ich przybyciu do Europy.

W samych Włoszech do tej pory w tym roku przybyło z Libii 16 800 małoletnich bez opieki: kończą życie na ulicach, znikają, jak wołał Franciszek. Do domów rodzinnych trafiają tylko najszczęśliwsze, lub najmniejsze.

Papież skrytykował, że "zamiast sprzyjać integracji społecznej dzieci migrantów lub programom bezpiecznej i wspomaganej repatriacji, celem jest jedynie zapobieganie ich wjazdowi, co sprzyja wykorzystaniu nielegalnych sieci".

Media informują, że od czasu podpisania przez UE umowy z Turcją zmniejszyło się napływanie przez Morze Egejskie Syryjczyków, a także innych migrantów z innych krajów Bliskiego Wschodu.

Libia jednak przejęła kontrolę. Migranci przybywają falami z innych krajów Afryki, uciekając przed głodem, pragnieniem, biedą i wojną. A naturalnym kierunkiem wyjazdu są Włochy.

Kontrowersyjne ściany

Można by teraz zapytać, czy zaczynają się pojawiać inicjatywy, które w jakiś sposób, choćby tylko częściowo, wspierają apele Ojca Świętego.

To prawda, że UE zaczęła podpisywać umowy z kilkoma krajami afrykańskimi - Nigerią, Senegalem, Mali, Nigrem i Etiopią - jak zobaczymy wkrótce. Jednak intensywna aktywność w budowie ogrodzeń i murów, a przynajmniej w ich zapowiadaniu, w celu uniknięcia efektów "przyciągania", nie napawa optymizmem.

Po drugiej stronie Atlantyku kandydat republikanów Donald Trump w ostatnim odcinku kampanii powtórzył obietnicę, która tak bardzo zbulwersowała świat latynoski: "...świat latynoski tak się zbulwersował...".Ja chcę budować mur, my musimy budować mur."(z Meksykiem). Choć nie powtórzył już tego, co w ostatnich miesiącach jeszcze bardziej oburzyło Meksykanów: że to oni będą musieli ponieść rachunek za pokonanie ponad trzech tysięcy kilometrów.

Po tej stronie oceanu, w tym samym czasie, co demontaż "dżungla"We wrześniu Francja i Wielka Brytania ogłosiły budowę czterometrowego, kilometrowego muru w Calais, który ma uniemożliwić uchodźcom i migrantom dotarcie do Wielkiej Brytanii - podała CNN.

"Wykonaliśmy już ogrodzenie. Teraz zrobimy ścianę"Brytyjski minister ds. imigracji Robert Goodwill zapowiedział. Pomimo obecnych środków bezpieczeństwa - które obejmują ogrodzenie - Goodwill powiedział, że niektórzy ludzie nadal ryzykują podróż do Wielkiej Brytanii.

Pojawiły się już jednak pewne protesty i argumenty przeciwko murowi w Calais. Brytyjscy kierowcy ciężarówek skrytykowali budowę muru jako "...barierę, która jest nie tylko zagrożeniem dla UE, ale także zagrożeniem dla przyszłości UE".słabe wykorzystanie pieniędzy podatników" - powiedział Richard Burnett, lider Road Freight Association.

A w wypowiedziach, o których donosi brytyjska gazeta The GuardianFrançois Guennoc, z organizacji pozarządowej Auberge des Migrants, która działa w Calais, mówi, że "ten mur sprawi tylko, że migranci będą musieli iść dalej, by go przekroczyć". "Kiedy stawiasz mury gdziekolwiek na świecie, ludzie znajdują sposoby, by je przeskoczyć. To strata pieniędzy. To może sprawić, że sytuacja stanie się bardziej niebezpieczna. Zwiększy to opłaty dla przemytników ludzi i ludzie będą w końcu podejmować większe ryzyko."powiedział Guennoc.

Jednak nawet w krajach, które były świadkami wznoszenia i upadku muru berlińskiego, ponieważ należały do byłej orbity sowieckiej, zaczęto stawiać płoty i mury, aby zatrzymać migrantów w drodze do Niemiec.

Niektóre z państw, które podjęły takie inicjatywy to Bułgaria na granicy z Turcją, Węgry na granicy z Serbią i Chorwacją, Słowenia z Chorwacją, Macedonia z Grecją oraz Estonia, która przegłosowała budowę muru na granicy z Rosją, a także Grecją oraz Wielką Brytanią i Francją.

Jak wiadomo, Hiszpania od lat ma wysokie ogrodzenia z Marokiem w autonomicznych miastach Ceuta i Melilla, odpowiednio 8 i 12 kilometrów, aby zniechęcić do nielegalnego wjazdu migrantów przez kraj alawitów. I nie należy zapominać o 700-kilometrowej barierze Izraela z Palestyńczykami na Zachodnim Brzegu.

Ostatecznie, wraz z upadkiem muru berlińskiego w 1989 roku i zglobalizowaną gospodarką, wielu analityków myślało, że mury upadną, ale ruchy migracyjne i konflikty ponownie wprawiły je w ruch.

Obok zniesienia tych murów należy również wspomnieć o niedawnej inicjatywie o pozytywnym wydźwięku, choć jej niuanse nie są w pełni znane: UE zaczęła podpisywać umowy z krajami afrykańskimi. Motywem nie jest ułatwianie przyjmowania migrantów, ani ich integracji w Europie, ale osiąganie kompromisów. Są to Nigeria, Senegal, Mali, Niger i Etiopia.

Celem UE jest kontrola migracji. Agencje UE są oskarżane o uzależnianie pomocy rozwojowej dla państw. Bruksela jednak temu zaprzecza. Czas da lub odbierze powody, natomiast papież Franciszek wzywa Europę do "odzyskania zdolności do integracji, którą zawsze posiadała".

"Wszystkie mury upadają, dziś lub jutro".

Wracając w ubiegłym roku z Filadelfii, niemiecki dziennikarz zapytał papieża o kryzys migracyjny i decyzję kilku krajów o ogrodzeniu swoich granic drutem kolczastym. Papież Franciszek był dosadny. Słowo kryzys kryje za sobą długi proces, spowodowany w dużej mierze przez "eksploatacja kontynentu przeciwko Afryce"i z powodu wojen. W sprawie płotów i ogrodzeń z drutu powiedział: ".Wszystkie mury upadają, dziś, jutro czy za sto lat, ale wszystkie upadają. To nie jest rozwiązanie. Mur nie jest rozwiązaniem. Problem pozostaje. I pozostaje z większą nienawiścią".

Później tę samą myśl powtórzył w katechezie środowej w Rzymie: "W niektórych częściach świata istnieją mury i bariery. Czasami wydaje się, że cicha praca wielu mężczyzn i kobiet, którzy na wiele sposobów oferują pomoc i wsparcie uchodźcom i migrantom, jest przyćmiona przez szmer dawania głosu instynktownemu egoizmowi.".

Największa solidarność: Włochy

Włoski naród stał się ostatnio gospodarzem par excellence. Nie tylko ratuje przed utonięciem 160 tys. migrantów rocznie, ale wydaje się, że chce przyjąć tych, których Francja i Niemcy nie przyjmą.

Mario Marazitti, przewodniczący Komisji Spraw Społecznych Izby Deputowanych, mówi, że Włochy, w przeciwieństwie do innych krajów europejskich, podjęły już decyzję. W sprawozdaniach zgłoszonych przez El Paíspowiedział: "Europa to starsza pani, prawie bezdzietna, która musi zdecydować, czy chce nadal starzeć się samotnie, zamknięta w swoim pięknym domu, otoczona meblami, obrazami i biżuterią, czy też dzielić przyszłość z tymi, których przybywa. Migracja, zamiast zagrożenia, jest wielką szansą. Transfuzja przyszłości i solidarności dla staruszki.".

Prefekt Mario Morcone, szef Departamentu Imigracji MSW, powiedział: "...władze imigracyjne mają obowiązek chronić prawa migrantów.Nie ma związku między imigracją a przestępczością, tak jak nie ma związku między imigracją a terroryzmem. Nie ma żadnego. I to nie jest moja opinia. Dane mówią, że tak. Nie ma żadnego związku.

"Nasz kraj"wyjaśnia Morcone.do niedawna była miejscem przerzutu migrantów, ale teraz, po odrzuceniu przez Francję lub Niemcy, nie mają innego wyboru, jak tylko zostać tutaj. Obecnie mamy prawie 160 tys. osób w sytuacji przyjęcia, rozmieszczonych w całym kraju, wspieranych przez rodziny, stowarzyszenia i rady miast. Ale dziś nacisk kładzie się nie tyle na przyjmowanie, co raczej na włączanie i integrację.".

W tym celu państwo włoskie zaczęło szukać wsparcia ze strony społeczeństwa obywatelskiego. Jednym z przykładów są korytarze humanitarne utworzone przez Wspólnotę Sant'Egidio i Kościół Ewangelicki.

Liczby i dane dotyczące do przepływów migracyjnych

-Trzy setki tysięcy migrantów tylko w tym roku. Do tej pory w 2016 roku do Europy przez Morze Śródziemne przybyło ponad 300 tys. migrantów, prawie 170 tys. przez Grecję i 130 tys. przez Włochy, a ponad 3,5 tys. osób utonęło lub zaginęło. Grecja zaapelowała w tych dniach o pomoc w opiece nad 60 tys. uchodźców, uwięzionych w swoim kraju po zamknięciu granic na mocy porozumienia między Unią Europejską a Turcją. "Potrzebujemy koców teraz" - mówi grecki rząd.

-Nowe ogłoszenia ścienne. W celu powstrzymania napływu migrantów niektóre kraje zapowiedziały lub wprowadziły w życie ogrodzenia i mury graniczne, oprócz tych istniejących w takich krajach jak Izrael czy Hiszpania. Są to Francja i Wielka Brytania w Calais; Bułgaria, na granicy z Turcją; Węgry, na granicy z Serbią i Chorwacją; Słowenia, z Chorwacją; Macedonia, z Grecją; oraz Estonia na granicy z Rosją. W Stanach Zjednoczonych Trump zapowiedział budowę muru na granicy z Meksykiem, jeśli wygra wybory.

-Włochy, wysiłek solidarności. Włochy stały się największym na świecie krajem przyjmującym migrantów. Nie tylko ratuje przed utonięciem 160 tys. migrantów rocznie, ale wydaje się, że chce przyjąć tych, których Francja i Niemcy odrzucają. Obecnie ma ponad 160 tys. osób zakwaterowanych w całym kraju, wspieranych przez rodziny, stowarzyszenia i gminy.

Kultura

Hannah Arendt i nostalgia za Bogiem

Atrakcyjność postaci i myśli Hannah Arendt rośnie w siłę z każdym dniem. Nie mówi o Bogu, ale jej czytelnicy mogą być może rozpoznać nostalgię za Bogiem w jej odważnej obronie człowieka i jego rozumu.

Carmen Camey i Jaime Nubiola-27 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 5 minuty

Hannah Arendt to kobieta trudna do zaszufladkowania. Choć z pochodzenia Żydówka, nie była religijna i nie wierzyła w Boga w tradycyjny sposób. Kilkakrotnie nazywała siebie agnostyczką, a jednak Hannah Arendt była kobietą wiary. Większość życia poświęciła na to, by skłonić współczesnych do jej odzyskania: wiary w rozum, wiary w człowieczeństwo, wiary w świat. Dwa elementy utrzymują się w całym jej życiu i twórczości: zaufanie i myśl. Odżywiają się wzajemnie: Arendt ufała myśli, a im więcej myślała, tym bardziej rosło jej zaufanie do niej.

Osoba

Hannah Arendt urodziła się w październiku 1906 roku we wsi pod Hanowerem. Studiowała w Marburgu, gdzie poznała Martina Heideggera, przeniosła się do Fryburga, by studiować u Husserla, wreszcie doktoryzowała się w Heidelbergu w 1929 r. pracą nt. Pojęcie miłości u świętego Augustyna, w reżyserii Karla Jaspersa. W tych latach była bardzo aktywna politycznie, a wobec prześladowań Żydów zdecydowała się na emigrację do USA, gdzie od 1941 roku zamieszkała ze swoim drugim mężem Heinrichem Blücherem. W USA pracowała jako dziennikarka i wykładowca nauk politycznych na różnych uczelniach. Szeroko zastanawiała się nad swoimi doświadczeniami życiowymi w Niemczech i Stanach Zjednoczonych. W 1951 roku została obywatelką USA po latach bezpaństwowości spowodowanej odebraniem jej obywatelstwa w Niemczech.

W 1961 roku została wysłana jako reporterka przez The New Yorker do Jerozolimy, aby zrelacjonować proces Adolfa Eichmanna, nazistowskiego wysokiego dowódcy aresztowanego w Argentynie i przewiezionego do Izraela. Efektem tego doświadczenia była jego książka Eichmann w Jerozolimie która była i jest nadal tak kontrowersyjna. Arendt proponuje tezę, aby spróbować zrozumieć, jak pozornie normalni mężczyźni i kobiety mogli się poświęcić okrucieństwom popełnianym w czasach nazistowskich Niemiec. Przekonywała, że zło człowieka takiego jak Adolf Eichmann, przykład zwykłego człowieka, nie było złem wykalkulowanym, sadystycznym czy ideologicznym, ale przeciwnie - było złem banalnym, powierzchownym, wynikiem nie nadmiaru myśli, ale właśnie jej braku.

Zdaniem Arendt to właśnie osobista niezdolność do udzielenia przemyślanej odpowiedzi na konfliktową sytuację moralną doprowadziła tych ludzi do zostania mordercami i kolaborantami ze złem. Ta próba rzucenia światła na to, co działo się w latach 1940-1945, przyniosła jej ostrą krytykę za "obronę nazisty i zdradę własnego narodu". To, czego wielu nie rozumiało, to fakt, że podczas procesu Eichmanna niemiecki filozof nie próbował bronić demona, ale bronić człowieczeństwa.

Przyczyny zła

Sytuacja intelektualna i ogólna, w której Hannah Arendt rozwija swoją tezę o banalności zła, była sytuacją nieufności wobec świata i samego człowieka. Ludzie nie ufali rozumowi, ponieważ wierzyli, że doprowadził on do tak ogromnych katastrof: to rozum zbudował komory gazowe i broń atomową. To, co udaje się Arendt, to właśnie obalenie tej idei poprzez stwierdzenie, że zło nie ma głębi, że zło - z reguły - nie wynika z kalkulacji, ale właśnie z braku refleksji, z powierzchowności.

Arendt odzyskuje wiarę w człowieka jako istotę, która może czynić zło, nie będąc czystym złem; w jej rozumieniu człowieka jest miejsce na odkupienie, na nadzieję, że gdy człowiek zachowuje się tak, jak należy, nie staje się demonem. Jesteśmy zdolni do zła, ale to nie myśl prowadzi nas do zła, to nie nasze najbardziej ludzkie cechy, ale raczej nieumiejętność ich pełnego wykorzystania, może nas doprowadzić do popełnienia strasznych zbrodni.

Myślenie prowadzi nas do zadawania ostatecznych pytań. Na te same zasady powołujemy się, gdy mamy wątpliwości co do naszego postępowania, gdy jesteśmy na moralnym rozdrożu i potrzebujemy wskazówek. Problem pojawia się wtedy, gdy te zasady nie istnieją, gdy odmowa myślenia zamieniła je w puste frazesy, które załamują się przy najmniejszej presji i nie pozwalają nam być zdolnymi do udzielenia uzasadnionej i osobistej odpowiedzi na problemy.

Wiara w człowieka, wiara w Boga

To pragnienie świętości, większej wiary w człowieka i jego możliwości, jest przejrzyste we wszystkich pracach Hannah Arendt, w których czczone są wszystkie wielkie ludzkie ideały. Alfred Kazin tłumaczy, że lektura Arendt wywołuje w nim świat, któremu zawdzięczamy wszystkie nasze koncepcje ludzkiej wielkości. Bez Boga nie wiemy kim jesteśmy, nie wiemy kim jest człowiek. To jest to, co zdaje się podpowiadać filozofia Arendt: jej zaufanie i wdzięczność za dar bycia. Jej wiara w sprawiedliwość, w prawdę, w to wszystko, co czyni człowieka wielkim i dobrym, sprawiła, że stała się osobą niezrozumianą, która odwróciła się od konwenansów świata, który pomniejszał wielkość i tajemnicę człowieka. Arendt daleka jest od nihilizmu i frustracji, do których wielu dochodziło po byciu świadkiem wydarzeń ubiegłego wieku, nie traci bowiem nadziei, a jej poszukiwanie prawdy wywołuje pewne pęknięcia, przez które otwiera się na rzeczywistość transcendentną, na niezgłębioną tajemnicę, na Boga.

Arendt wykazuje otwartość na rzeczywistość transcendentną, ponieważ nie ma ślepej wiary w człowieka; doskonale zdaje sobie sprawę z tego, do czego człowiek jest zdolny, nie zamyka oczu na ludzkie zło. Nie jest to jednak powód do rozpaczy, ponieważ jego wiara nie jest tylko w samego człowieka, ale w to, co czyni człowieka wielkim. Ma świadomość, że gdy człowiek wierzy tylko w siebie jest sfrustrowany, nie jest w stanie być człowiekiem w pełni. Świadczy o tym na przykład rozmowa, jaką Hannah Arendt przeprowadziła pewnego wieczoru z Goldą Meir. Powiedziała do niej: "Sam będąc socjalistą, naturalnie nie wierzę w Boga. Wierzę w naród żydowski".. A Arendt wyjaśni: "Ale mogłem mu powiedzieć: wielkość tego ludu zabłysła w czasie, kiedy wierzył w Boga i wierzył w Niego w taki sposób, że jego miłość i zaufanie do Niego były większe niż strach. A teraz ten lud wierzy tylko w siebie? Co dobrego może z tego wyniknąć?".. Właśnie, wizja Arendt jest pełna nadziei, ponieważ nie ufa ona tylko we własne możliwości, ale w coś, co jest poza człowiekiem, pozostawia miejsce na tajemnicę, na nieprzewidywalność. (nieprzewidywalność), o których tak lubi mówić. Prawdziwe zło, dla człowieka, to wyrzeczenie się bycia człowiekiem, to stanie się zbędnym. jako człowiek a dzieje się tak, gdy człowiek ufa tylko sobie.

To, co Arendt robi w swoich pismach, to przygotowanie gruntu dla Boga. W świecie, w którym człowiek jest zły i jego rozum jest zły, Bóg nie może istnieć. Bóg istnieje wtedy, gdy człowiek rozumie siebie samego takim, jakim jest, gdy wie, że posiada wielkie zdolności i jednocześnie jest zdolny do największych okropności, gdy ma zaufanie do siebie i jednocześnie pozostawia miejsce na tajemnicę, która go przerasta. W filozofii Arendt możemy więc dostrzec tę otwartość i ufność, które są dalekie od nicości i bardzo bliskie Bogu.

AutorCarmen Camey i Jaime Nubiola

Kultura

Aleš Primc. To są dzieci

Aleš Primc przeforsował w Słowenii trzy prorodzinne referenda, wszystkie zwycięskie. Przyglądamy się bliżej tym inicjatywom i ich głównemu promotorowi, rozmawiając z nim w Lublanie, stolicy Słowenii.

Alfonso Riobó-21 Grudzień 21 Grudzień 2016 r.-Czas czytania: 4 minuty

Pierwsza okazja miała miejsce w 2001 roku, po uchwaleniu ustawy o sztucznym zapłodnieniu, która umożliwiła zapłodnienie także samotnym matkom. Z innymi przyjaciółmi i bez wsparcia partyzanckiego udało im się doprowadzić do odrzucenia go przez 72,4 % wyborców w czerwcu 2001 roku.

Potem przyszło drugie referendum. Tym razem utworzyli własną organizację, tj. Obywatelska Inicjatywa na rzecz Rodziny i Praw Dzieckaaby wysiłek był bardziej efektywny. Od momentu powstania platformy do czasu przeprowadzenia konsultacji w maju 2012 r, "to był prawdziwy maraton".wyjaśnia sam Aleš Primc. Chodziło o powstrzymanie "ustawy rodzinnej", która pozwalała parom tej samej płci adoptować dziecko partnera (nie była to adopcja wspólna), a więc "pomijał prawo dziecka do posiadania ojca i matki, znaczenie ojcostwa i macierzyństwa dla rozwoju i edukacji dziecka".. Po zebraniu ponad 60 tys. podpisów poparcia, w referendum wzięło udział ponad 52 % uczestników.

Primc podkreśla ten klucz do kampanii: "Używamy własnego języka, nie bawimy się w terminologię aktywistów homoseksualnych. To, co próbują zrobić, to nie promowanie małżeństw osób tej samej płci, ale zniesienie małżeństwa, tego samego małżeństwa, które zawarłem z moją żoną. Toczy się tu walka o język. Z przykrością stwierdzam, że w niektórych krajach ich terminologia została już przejęta i nawet przy tak wybitnych filozofach w tych krajach nie można ujawnić prawdziwego znaczenia słów". Na przykład, "Nie akceptujemy słowa 'gender', które jest ideologią. Nie ma na ten temat żadnej dyskusji".. W przeciwnym razie powodem zwycięstwa jest m.in. "Ludzie rozumieją, że dzieci potrzebują ojca i matki, i nie zgadzają się, że istnieją pary homoseksualne. Aktywiści bawią się z naszymi dziećmi; i podchodzimy do spraw z tej perspektywy: chodzi o zrozumienie relacji dziecka z rodzicami. Przedstawiamy i przypominamy podstawowe zależności przyrodnicze, a nie kwestie ideologiczne, których ludzie nie rozumieją..

Trzecie referendum, w grudniu 2015 roku, skierowane było przeciwko ustawie tworzącej "małżeństwo" homoseksualne na równi z małżeństwem naturalnym, z uwzględnieniem adopcji. Aby się jej przeciwstawić, Platforma "Chodzi o dzieci".a podejście było dobrze przemyślane: "Możemy się nie zgadzać z innymi w sprawie małżeństwa; ale możemy się zgodzić w sprawie dzieci. Jest to podejście realistyczne.. Wynik: 63,36 % głosujących odrzuciło ustawę: "To triumf wszystkich naszych dzieci.Primc powiedział wówczas. Słowenia była więc pierwszym krajem, który w referendum odwrócił taką ustawę.

Teraz mija rok, w trakcie którego, zgodnie z prawem, nie można uchwalić nowych przepisów na ten sam temat. Ale Primc tłumaczy, że więcej referendów nie będzie: stworzyli m.in. "Ruch na rzecz dzieci i rodzinktóre wykorzystają, by wziąć udział w wyborach na "zmobilizować wszystkich, którzy chcą promować rodzinę i wolność religijną".. Podkreśla, że "Nie będziemy wchodzić z mentalnością partyjną. Chcemy uprawiać politykę obywatelską, skupiając podobnie myślących ludzi wokół 38 punktów, które podsumowują nasz program".i nalega, by "Nie kierujemy się kalkulacjami wyborczymi. Chcemy, żeby było jasno, zrozumiale, uczciwie. Chcemy szukać tego, co słuszne, także z pomocą modlitwy"..

Zapytaliśmy go o siebie - kim jest Aleš Primc? Urodził się w Lublanie, ale jego rodzice pochodzą z południa kraju; oboje są katolikami, ale z powodu nacisków w czasach komunizmu, "Pokolenie moich rodziców nie było już tak religijne jak dziadkowie, a moje pokolenie nawet nie nosi we krwi tej katolickiej tradycji. Staram się na różne sposoby odżywiać swoją wiarę"..

Studiował filozofię państwa, filozofię społeczną i polityczną, a następnie nauki społeczne; natychmiast rozpoczął pracę w Ministerstwie Rolnictwa, aż do chwili obecnej. W rzeczywistości, gdy rozmawiamy, właśnie wrócił z dnia spędzonego w winnicy, wykonując zadania kontrolne, i jest ubrany w nieformalny sposób wymagany do tej pracy. W 1992 roku wszedł do polityki, aby ukierunkować swoją troskę o sprawiedliwość społeczną i promować politykę rodzinną, i zajmował różne odpowiedzialne stanowiska w Partii Ludowej.

Jest żonaty i ma trójkę dzieci (12-letniego chłopca i dwie dziewczynki w wieku 8 i 6 lat). Jego żona, urzędniczka, jest wielkim wsparciem i źródłem porad: "W takiej działalności jak ta ważne jest, by mieć za sobą rodzinę: móc organizować wyjazdy i spotkania, odbierać telefony. Moje dzieci mniej to rozumieją i pytają mnie: "Tato, dlaczego musisz jechać, co jest ważniejsze ode mnie?".. Dużo czyta i wydaje książki. Specjalizuje się w historii ruchów społecznych, w szczególności spółdzielczości. Poza tym, "Nie mam czasu na sport; moja praca jest blisko pola. Cały czas, jaki mi pozostał, jest przeznaczony dla mojej rodziny"..

Inicjatywy prorodzinne nie były propozycją religijną, "chociaż wszystkie trzy razy Kościół otwarcie nas wspierał, a w 2015 r. biskupi oświadczyli, że ideologia gender jest ateistyczna, sprzeczna z Bożym planem dla człowieka: to ich rola w społeczeństwie, a ludzie rozumieją, że zabierają głos.".

W końcu patrzy w tyłŻałuję tylko, że przez to, że jesteśmy małym krajem, świat nie usłyszał o tym, co się u nas stało"..

Świat

Rabin Yonatan Neril: "Kryzysy ekologiczny i duchowy są globalne".

Rabin Yonatan Neril założył w 2010 roku w Jerozolimie Interfaith Center for Sustainable Development (ICSD), największą międzywyznaniową organizację ekologiczną na Bliskim Wschodzie, która prowadzi liczne kanały działalności we współpracy z naukowcami i przywódcami religijnymi na całym świecie. Rabin Neril przeanalizował wraz z innymi uczonymi encyklikęLaudato Si' przez papieża Franciszka.

Rafał Górnik-13 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 5 minuty

Od ponad sześciu lat rabin Yonatan Neril promuje w Izraelu międzywyznaniowe centrum zajmujące się wyzwaniami środowiskowymi. Dlaczego międzywyznaniowe? W Ziemi Świętej chrześcijanie, żydzi i muzułmanie żyją na tej samej ziemi, oddychają tym samym powietrzem i piją tę samą wodę. "Wyzwania środowiskowe przekraczają granice i przynależność religijną, dlatego też istnieje wspólny przedmiot zainteresowania ludzi różnych narodowości i religii."Dlatego też "wymagają współpracy wszystkich wyznań".

Czy możesz wyjaśnić, czym jest Interfaith Center for Sustainable Development (ICSD), kiedy zostało założone i przez kogo oraz jakie cele realizuje?

-Interfaith Center for Sustainable Development (ICSD) działa na rzecz katalizowania przejścia do zrównoważonego, dostatniego i świadomego duchowo społeczeństwa poprzez przywództwo wspólnot wyznaniowych. ICSD łączy wspólnoty wyznaniowe, nauczycieli i liderów w celu promowania współistnienia, pokoju i zrównoważonego rozwoju poprzez rzecznictwo, edukację i projekty zorientowane na działanie. Organizację założyłem w 2010 roku.

Co skłoniło Cię do założenia Centrum i czy widzisz, że Ziemia stoi przed bezprecedensowymi wyzwaniami, do tego stopnia, że zagraża to jej przetrwaniu?

-To, co mnie zmotywowało do założenia ośrodka, to świadomość, że w Ziemi Świętej chrześcijanie, żydzi i muzułmanie żyją na tej samej ziemi, oddychają tym samym powietrzem i piją tę samą wodę. Wyzwania środowiskowe przekraczają granice i przynależność religijną, dlatego też istnieje wspólny przedmiot zainteresowania ludzi różnych narodowości i religii.

Jest to centrum międzywyznaniowe, czy możesz wyjaśnić, co skłoniło cię do zrobienia tego w taki sposób, nie tylko w kontekście religii żydowskiej?

-Wychodząc z założenia, że zarówno kryzys ekologiczny, jak i duchowy są globalne, sposób ich rozwiązania również musi być globalny. To właśnie tutaj współpraca międzyreligijna jest tak ważna. W lipcu ubiegłego roku uczestniczyłem i przemawiałem na konferencji prasowej w Hiszpanii, gdzie naukowcy i członkowie duchowieństwa połączyli się we wspólnej sprawie na rzecz zrównoważonego rozwoju. Konferencja zakończyła się opracowaniem Deklaracja Torreciudadco było szeroko komentowane w hiszpańskiej prasie.

Niniejsze oświadczenie jest wynikiem Międzynarodowego Seminarium na temat współpracy między nauką a religią w zakresie troski o środowisko naturalne, opartego na encyklice Laudato Si papieża Franciszka. W seminarium wzięli udział naukowcy, teologowie i przywódcy religijni zainteresowani problemami środowiska naturalnego z głównych tradycji duchowych świata. Deklaracja jest otwarta dla tych, którzy uznają znaczenie kwestii środowiskowych i potrzebę promowania większej współpracy między naukami ścisłymi a głównymi tradycjami religijnymi i duchowymi ludzkości, aby przyczynić się do ich rozwiązania.

Pierwsza część Deklaracji mówi: "Zdecydowana większość ludzi na naszej planecie wierzy w znaczenie tradycji duchowych i religijnych w ich codziennym życiu. Tradycje te stanowią ważne źródło inspiracji i podstawę ich wartości moralnych oraz światopoglądu na temat tego, kim jesteśmy w relacji do Boga, do Ziemi i do siebie nawzajem.

Jak wskazano w. Laudato SiPowinno to sprowokować religie do podjęcia dialogu ze sobą, aby dbać o przyrodę, bronić ubogich, budować sieci szacunku i braterstwa" (n. 201).

Jakie kanały działania realizujesz w tych latach, a dokładniej w 2016 roku?

-W tym roku realizujemy pięć kanałów działania. Pierwszym z nich jest Faith and Ecology Project, program promujący edukację chrześcijan, muzułmanów, Żydów w kwestiach wiary i ekologii. Skupiając się na formacji wartości i metodach nauczania dla duchownych i wschodzących liderów wiary, ICSD stara się stworzyć efekt wykładniczy. ICSD organizuje warsztaty dla dyrektorów seminariów, nauczycieli i studentów oraz wydało pierwszy raport na temat kursów wiary i ekologii w Ameryce Północnej.

Drugim jest Women's Interfaith Ecology Project. Skupia ona młode chrześcijanki, muzułmanki i żydówki w Jerozolimie na wspólnych działaniach mających na celu promowanie zrównoważonego rozwoju środowiska, wzmacnianie więzi między wspólnotami i przezwyciężanie konfliktów międzyreligijnych. Poprzez skupienie się w szczególności na kobietach, projekt ten ma na celu podkreślenie roli kobiet w działaniu jako agentów zmian, dostarczając konkretnych narzędzi i wzmacniając ich głosy w edukacji wiary i ruchu ekologicznym. Jednocześnie projekt pozytywnie zachęca do połączenia międzywyznaniowego i podejścia międzykulturowego w celu pracy na rzecz pokojowego pojednania i zajęcia się kwestiami będącymi przedmiotem wspólnego zainteresowania.

Faith and Earth Science Alliance to trzeci projekt, który wykorzystuje wideokonferencje i spotkania na żywo, aby połączyć czołowych przywódców religijnych, duchowych i naukowych na całym świecie i szerzyć wspólne przesłanie w kierunku ochrony środowiska. Materiały wideo z tych spotkań będą rozpowszechniane za pośrednictwem sieci społecznościowych i mediów w celu promowania świadomości publicznej, woli politycznej i działań.

Równocześnie mamy Międzywyznaniowe Konferencje Ekologiczne. Stanowią one forum dla przywódców religijnych i naukowców, na którym można porozmawiać o skrzyżowaniu wiary i kwestii środowiskowych. ICSD zorganizowało, wraz z naszymi partnerami, cztery międzywyznaniowe konferencje ekologiczne. Konferencje były relacjonowane w ponad 60 międzynarodowych mediach. Tworzą one również wspólną płaszczyznę i prowadzą do pozytywnych zmian między muzułmanami, Żydami i chrześcijanami, Palestyńczykami i Izraelczykami.

Na koniec wspominam o Eco Israel Tours, oddziale ICSD, który pracuje z grupami łączącymi ekologię, Izrael i nauki wiary. Wycieczka Yehuda Machane po Jerozolimie jest jednym z dwunastu oferowanych programów. W ciągu ostatnich pięciu i pół roku pracowaliśmy z ponad 3 tysiącami uczestników.

Czy ICSD jest skierowany bardziej konkretnie do duchownych, w tym seminarzystów, czy też do każdej osoby lub instytucji zainteresowanej wiarą i środowiskiem?

-Jeden z naszych projektów jest skierowany specjalnie do seminariów, a pozostałe do innych odbiorców.

Czy czują się wspomagani lub wspierani przez rządy, biznes i społeczeństwo obywatelskie, czy też mają trudności z przedstawieniem swoich pomysłów? Kto najlepiej reaguje na ich projekty i zadania?

-Większość wsparcia filantropijnego dla naszej pracy pochodzi od fundacji i osób prywatnych. Ambasada Niemiec w Tel Awiwie również wspierała nasze działania. Mamy też stowarzyszenia i inne organizacje pozarządowe, mające siedziby w kilku krajach. ICSD posiada unikalny zakres partnerstwa z instytucjami religijnymi w Izraelu, co umożliwi realizację naszych programów środowiskowych w różnych społecznościach.

Czy ICSD ma jakieś nowe projekty, które może przekazać?

-Projekt "zazielenienia" instytucji religijnych w Jerozolimie obejmie trzy instytucje religijne: kościół, meczet i synagogę lub seminarium. Jest to proces "zazieleniania" zarówno budynku i terenu, jak i treści edukacyjnych przekazywanych członkom kongregacji. Zaangażowana będzie co najmniej jedna instytucja muzułmańska, jedna żydowska i jedna chrześcijańska. Projekt stworzy modele ekologicznej transformacji jerozolimskich instytucji religijnych, poprzez zaangażowanie w edukację ich liderów i członków w zakresie działań na rzecz poprawy stanu środowiska.

Więcej
Aktualności

Matka Teresa z Kalkuty - święta na nasze czasy

4 września, w ramach Jubileuszu Miłosierdzia i 19 lat po narodzinach dla nieba, papież Franciszek kanonizował na Placu Świętego Piotra urodzoną w Albanii zakonnicę Matkę Teresę z Kalkuty, beatyfikowaną przez św. Jana Pawła II w 2003 r. Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, uczyniła miłość do najmniejszych i wydziedziczonych swoją główną ziemską misją.

Giovanni Tridente-12 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 5 minuty

Święty na nasze czasy. W niedzielę 4 września papież Franciszek kanonizuje na Placu Świętego Piotra bł. Matkę Teresę z Kalkuty, założycielkę Misjonarzy i Misjonarek Miłości, której ziemski apostolat w całości poświęcony był opiece nad najuboższymi i zepchniętymi na margines społeczeństwa.

Wynosząc ją do chwały ołtarzy w Jubileuszu Miłosierdzia, dziewiętnaście lat po jej narodzinach dla nieba, Ojciec Święty proponuje ją jako wzór i nadzieję dla naszej epoki oraz Kościoła, który troszczy się o tych, którzy na co dzień są pozostawieni, a nawet "odrzuceni". Matka Teresa poświęciła wszystkie swoje siły - od wigoru wczesnych lat życia do coraz większych problemów zdrowotnych w późniejszych latach - na leczenie cierpień najbiedniejszych z biednych, tak wielu biednych, tak wielu najbiedniejszych z biednych. "niechciane, niekochane, niepielęgnowane". spotkała na ulicy. A dziś jest wyróżniona jako "apostołka tych najmniejszych".

Jest tylko jeden Bóg i jest on jednym Bogiem dla wszystkich.

Kobieta, która potrafiła przekształcić koncepcję praktyk opiekuńczych, umieszczając w centrum model ewangeliczny, który jest wzajemną relacją między dawcą a odbiorcą, w zrozumieniu i szacunku, dzieląc się stylami i warunkami życia.

Uznała, że "Bycie odrzuconym to najgorsza choroba, na jaką może zapaść człowiek".Inicjatywy te były więc zawsze integracyjne i przyjazne, nawet w obliczu różnorodności kultur, języków i religii. "Jest tylko jeden Bóg i jest on jednym Bogiem dla wszystkich".napisał kiedyś, co jest powodem "ważne jest, aby wszyscy okazali się przed Nim równi".: "Musimy pomóc hindusowi, aby był lepszym hindusem, muzułmaninowi, aby był lepszym muzułmaninem, a katolikowi, aby był lepszym katolikiem..

Założone przez nią Zgromadzenie zostało oficjalnie uznane w 1950 r. w archidiecezji Kalkuty i stopniowo zaczęło się rozprzestrzeniać na różne części Indii; rozprzestrzenianie się na inne kraje świata, w tym na kraje komunistyczne byłego Związku Radzieckiego i Kubę, rozpoczęło się w 1965 r., kiedy Paweł VI przyznał Misjonarkom Miłości prawo pontyfikalne.

Później Matka Teresa założyła Bracia Misjonarze Miłości (1963),. kontemplacyjny sióstr (1979),. Bracia kontemplacyjni (1979), oraz. Księża Misjonarze Miłościad (1984), jeśli chodzi o powołania zakonne; ale założył też filię świecki Misjonarzy i tego Partnerzyróżnych wyznań i narodowości, a także Ruch Corpus Christi (1991) dla księży, którzy chcieli dzielić jej charyzmat. W chwili śmierci siostry Matki Teresy liczyły około 4.000 osób, obecnych w 610 domach misyjnych w 123 krajach; dziś liczba domów na świecie wynosi 758 (242 w Indiach), a sióstr 5.150.

W przedmowie do książki "Kochajmy niekochanych". -publikowane w ostatnich tygodniach i zawierające dwa niepublikowane przemówienia nowej świętej wygłoszone w 1973 r. w Mediolanie, na spotkaniu z młodzieżą i zakonnicami - na przykładzie Matki Teresy papież Franciszek zachęca młodych ludzi do bycia "budowniczowie mostów, aby przezwyciężyć logikę podziału, odrzucenia, strachu przed sobą nawzajem". i oddać się w służbę ubogim.

Pięć słów kluczowych

Następnie podkreśliła 5 słów kluczowych, które dobrze podsumowują egzystencjalną i misyjną trajektorię apostoła miłości. Przede wszystkim modlitwa, aby każdego dnia na nowo odkrywać "smak życia y "dając świeże spojrzenie na to, kogo spotykamy".. Charytatywnie, by stać się bliskim "na peryferie człowieka". y "świadkowie Bożej pieszczoty dla każdej rany ludzkości".. Miłosierdzie w działaniu, które dla Matki Teresy było "przewodnikiem jego życia, drogą do świętości, i może być również dla nas".. Rodzina, w której wyróżnia się postać matki: albańska zakonnica poprosiła matki o przywrócenie "modlitwa do waszych rodzinbycie "coraz bardziej radość i pociecha Boża". Wreszcie młodzież, do której Papież, za przykładem świętego, zwraca się z prośbą, aby. "nie traćcie nadziei, nie pozwólcie, by skradziono wam przyszłość".Powinny one wzlatywać wysoko, być karmione Słowem Bożym i w dialogu dawać świadectwo całemu światu.

Inicjatywy

Planowane są liczne inicjatywy związane z tym, co uważane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń Świętego Roku Miłosierdzia - wraz z przeniesieniem i adoracją szczątków św. Pio z Pietrelciny i św. Leopolda Mandicia w Bazylice Watykańskiej w lutym.

Po dużej wystawie tematycznej poświęconej Matce Teresie w tradycyjnym Spotkanie Rimini dla przyjaźni między narodami - spotkanie zorganizowane przez Komunia i wyzwolenie2 września w bazylice św. Jana na Lateranie odbędzie się czuwanie modlitewne z udziałem kardynała wikariusza Agostino Valliniego, a następnie uroczysta adoracja eucharystyczna, która jest powtarzana od 37 lat. Intencje modlitewne będą skierowane do świętości rodzin, osób zakonnych, a szczególnie kapłanów, szafarzy miłosierdzia. Podczas adoracji będzie można również podejść do sakramentu spowiedzi w różnych językach.

3 września na placu św. Piotra odbędzie się jubileuszowa katecheza papieża Franciszka, a po południu w bazylice Sant'Andrea della Valle zaplanowano czas modlitwy i medytacji ze sztuką i muzyką, a następnie Mszę św. i adorację relikwii świętego.

Drugim ważnym wydarzeniem, po kulminacyjnym momencie kanonizacji 4 września na placu św. Piotra pod przewodnictwem papieża Franciszka, będzie odprawienie Mszy św. dziękczynnej następnego dnia pod przewodnictwem kardynała sekretarza stanu Pietro Parolina, w pierwsze święto liturgiczne świętego.

Po południu 5 września w bazylice św. Jana na Lateranie będzie można oddać cześć relikwiom zakonnicy, które będą wystawione także następnego dnia. 7 i 8 września relikwie trafią do kościoła św. Grzegorza Wielkiego, gdzie będzie można również zwiedzić pokój Matki Teresy w sąsiednim klasztorze.

Cud

Cudem przypisywanym wstawiennictwu przyszłego świętego jest uzdrowienie, które miało miejsce w 2008 roku, Brazylijczyka z diecezji Santos, obecnie 42-letniego, który z powodu "...śmierci świętego" przebywał w śpiączce na sali operacyjnej.mnogie ropnie mózgu z wodogłowiem obturacyjnym"W momencie wejścia chirurga na salę operacyjną stwierdzono, że pacjent jest całkowicie przytomny, siedzi, jest wybudzony i pozbawiony objawów. Po półgodzinnym opóźnieniu spowodowanym problemami technicznymi, kiedy chirurg wszedł na salę operacyjną, zastał pacjenta całkowicie przytomnego, siedzącego, obudzonego i bez objawów; okazało się później, że jego żona poprosiła swoich znajomych o modlitwę do Błogosławionej z Kalkuty, której była oddana.

We wrześniu ubiegłego roku zniknięcie choroby zostało jednogłośnie uznane przez konsultację lekarską za niewytłumaczalne naukowo. Za tym poszła przychylna opinia konsultantów teologicznych, biskupów i kardynałów.

Ikona Dobrego Samarytanina

Matka Teresa została pochowana w Kalkucie, w siedzibie Misjonarek Miłości. Na jej prostym białym grobie wypisany jest werset z Ewangelii Jana: "Miłujcie się wzajemnie, jak ja was umiłowałem".na pamiątkę jego niezwykłego świadectwa operatywnego miłosierdzia.

Święty Jan Paweł II, ogłaszając ją błogosławioną w 2003 roku, powiedział o niej: "Ikona Dobrego Samarytanina, szła wszędzie, aby służyć Chrystusowi w najbiedniejszych z biednych. Nawet konflikty i wojny nie mogły jej powstrzymać".. dodał: "Świadectwem swojego życia Matka Teresa przypomina wszystkim, że ewangelizacyjna misja Kościoła przechodzi przez miłość, karmioną modlitwą i słuchaniem Słowa Bożego".. Jego wielkość - kontynuował w homilii polski papież, "leży w jego zdolności do dawania bez względu na koszty, do dawania 'aż do bólu'. Jego życie było radykalną miłością i odważnym głoszeniem Ewangelii"..

Chronologia

5.9.1997 Matka Teresa oddaje swoją duszę Bogu. Niespełna dwa lata po jej śmierci rozpoczyna się proces kanonizacyjny.

19.10.2003 Została beatyfikowana przez św. Jana Pawła II podczas Światowego Dnia Misyjnego, zaledwie sześć lat po śmierci.

4.9.2016 Papież ogłasza ją świętą. Cudem przypisywanym jej wstawiennictwu jest uzdrowienie ciężko chorego człowieka.

TribunePaweł Rytel-Andrianik

ŚDM przekroczyły wszelkie oczekiwania

W Krakowie miesiąc temu zakończyły się Światowe Dni Młodzieży (ŚDM). Rzesza młodych ludzi z niezliczonych krajów zgromadziła się wokół papieża Franciszka i odnowiła swoją wiarę. Wydarzenie to miało szczególne znaczenie dla Polski, nad czym zastanawia się w tym artykule rzecznik Konferencji Episkopatu.

12 grudnia 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

Dzięki bezpośredniemu stylowi papieża, entuzjazmowi młodych ludzi i dobrej organizacji, Światowe Dni Młodzieży (ŚDM) w diecezjach i w Krakowie przerosły wszelkie oczekiwania. Można powiedzieć, że to wydarzenie było jednym z najważniejszych w ponad 1000-letniej historii Polski. Po raz pierwszy w spotkaniu wzięli udział młodzi ludzie z ponad 180 krajów.

"Młodzi-sofa": te słowa, wypowiedziane przez papieża Franciszka po włosku i po polsku, wyrażają, że czasy, w których dziś żyjemy, potrzebują ludzi, którzy nie mylą szczęścia z wygodą kanapy i lenistwem. Niewątpliwie dla wielu łatwiej i korzystniej jest mieć złudną młodzież, która myli szczęście z kanapą czy sofą; jest to dla nich wygodniejsze niż mieć inteligentną młodzież, która chce odpowiedzieć na wszystkie dążenia serca. "Pytam was: czy chcecie być sennymi, oszołomionymi i odrętwiałymi młodymi ludźmi? Czy chcecie, aby inni decydowali za was o waszej przyszłości? Czy chcecie być wolni?".Papież Franciszek powiedział młodym ludziom, dwukrotnie zachęcając ich do wzięcia odpowiedzialności za własne życie i nie przechodzenia na emeryturę w wieku 20 lat.

Entuzjazm wiary to cecha charakterystyczna ŚDM. W Krakowie niełatwo było usłyszeć tych mówiących po polsku, bo ulice wypełniał śpiew ludzi z całego świata. Ich entuzjazm, uśmiech i radość udzieliły się mieszkańcom Krakowa, którzy okazali swoje poczucie gościnności, hojnie przyjmując pielgrzymów. W spotkaniach z papieżem dało się wyczuć rodzinną atmosferę, a Ojciec Święty sprawiał wrażenie dziadka zwracającego się do swoich wnuków.

Młodzi ludzie chwalili organizację ŚDM. Niektórzy uczestnicy stwierdzili, że Campus Misericordiae w Brzegach była największą i najlepiej przygotowaną infrastrukturą w historii ŚDM. Docenili wysiłki państwa i Kościoła, a także wolontariuszy, aby jak najlepiej przyjąć młodzież z całego świata.

Episkopat Polski, podobnie jak młodzież, jest bardzo wdzięczny Ojcu Świętemu Franciszkowi za to, że wybrał Polskę, a w szczególności Kraków na te ŚDM, które zbiegły się z obchodami 1050. rocznicy Chrztu Polski oraz z Jubileuszem Młodzieży, w Roku Miłosierdzia. Pożegnalna Msza Święta była jak wysłanie iskier miłosierdzia na cały świat. Młodzież przyjęła wyzwanie z entuzjazmem.

Coraz więcej jest relacji o nawróceniach młodych ludzi, którzy po ŚDM doświadczyli bliskości Boga i przemiany swojego życia. W wielu ludziach obudził się też głód wartości. Widać to nawet w sieci, gdzie młodzi ludzie chcą się dzielić treściami swojej wiary i duchowości. Zasługą Franciszka jest to, że po raz kolejny zaskoczył wielu. Następca św. Piotra, mając prawie 80 lat, mówił językiem nastolatków, używając porównań, które odciskały się na wyobraźni.

Być może po raz pierwszy w historii Kościoła w homilii papieża padło określenie "twardy dysk". Młodzi ludzie jednak dokładnie zrozumieli, co wyrażały słowa papieża: "Zaufaj pamięci Boga: Jego pamięć to nie "twardy dysk", który rejestruje i przechowuje wszystkie nasze dane, Jego pamięć to czułe serce współczujące, które raduje się z usunięcia raz na zawsze każdego śladu zła. (Campus Misericordiae31 lipca 2016 r.). W ten sam sposób słowa przemawiały do wyobraźni: "Przed Jezusem nie możemy siedzieć i czekać ze złożonymi rękami; nie możemy odpowiedzieć Mu, który daje nam życie, myślą lub prostym 'małym przesłaniem'".. Ale nie chodziło tylko o język, w którym papież przemawiał do młodych, ale także o jego znaczenie. Młodzi ludzie czuli, że rozmawiają z kimś bliskim. Wracając z Polski, Franciszek wyznał na pokładzie samolotu, że rozmawiał z młodymi ludźmi jak dziadek z wnukami.

Po ŚDM - podkreślił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski: "W ostatnich dniach wśród naszych rodaków ponownie pojawił się duch wspólnoty, którego nasza ojczyzna tak bardzo potrzebuje dla swojego rozwoju. Duch wspólnoty, sięgający korzeniami 1050 lat wstecz w naszej historii, dawał Polakom przez wieki silne poczucie tożsamości. Wspólnota wartości, która jest ponad wszelkimi podziałami, sprawia, że z nadzieją patrzymy w przyszłość naszego kraju".

Z nadzieją patrzymy na to, co wydarzy się po ŚDM w Polsce, mając pewność, że skarb - w biblijnym sensie - nie zostanie zakopany, ale pomnożony. Teraz jednak wiele zależy od każdego z nas.

Paweł Rytel-Andrianik

AutorPaweł Rytel-Andrianik

Dyrektor Biura Komunikacji Międzynarodowej, Sekretariat Konferencji Episkopatu Polski.

Kościół staje się młodszy

14 czerwca został upubliczniony List Kongregacji Nauki Wiary. Iuvenescit Ecclesia ("The Church Rejuvenates"), na temat relacji między darami hierarchicznymi i charyzmatycznymi dla życia i misji Kościoła.

3 września 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

Jest ona datowana na 15 maja, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, i ma wyraźną aprobatę Najwyższego Papieża Franciszka, w audiencji udzielonej Prefektowi Kongregacji 14 marca tego roku. Jest to zatem dokument, który uczestniczy w zwyczajnym magisterium następcy Piotra.

W tym przypadku jest też okoliczność, która zwiększa zainteresowanie Listem: jest to pierwszy dokument Kongregacji Nauki Wiary zatwierdzony przez Franciszka w jego pontyfikacie. Celem tekstu jest. "pamiętaj, w świetle relacji między prezentami jecharyzmatyczny i charyzmatyczny, elementy teologiczne i eklezjologiczne, których zrozumienie może być przychylność a udział płodny oraz uporządkowaną integrację nowych agregatów ze Wspólnotą.nion i do misji Kościoła".. Po dokonaniu przeglądu podstawowych elementów doktryny o charyzmatach w Piśmie Świętym i w Magisterium, proponuje elementy tożsamości darów hierarchicznych i charyzmatycznych oraz podaje pewne kryteria rozeznania nowych grup kościelnych. Chociaż w centrum uwagi znajdują się te nowe grupy, to jednak przypomniane w Liście podstawy doktrynalne mają ogromne znaczenie dla prawidłowego zrozumienia relacji między posługą apostolską a życiem konsekrowanym.

Wobec tych, którzy błędnie ustalili relację w Kościele między wymiarem instytucjonalnym a wymiarem charyzmatycznym w kategoriach kontrastu lub opozycji, Magisterium od czasów św. Jana Pawła II podkreśla, że oba wymiary są równie istotne (współistotne) dla boskiej konstytucji Kościoła założonego przez Jezusa. Współistotności nie należy rozumieć jako toru z dwoma równoległymi szynami, ale jako pojedynczą bruzdę, w której szerokość i głębokość - choć rozróżnialne - są nierozłączne, ponieważ, jak stwierdził Benedykt XVI, te dwa wymiary są równie istotne (współistotne) dla boskiej konstytucji Kościoła założonego przez Jezusa, "w the Kościół także istotne instytucje są charyzmatyczne, a charyzmaty muszą być zinstytucjonalizowane w taki czy inny sposób, aby mieć spójność i ciągłość"..

Najnowszy dokument Kongregacji Nauki Wiary jawi się więc - czasowo i treściowo - jako brama do spójnego odczytania niektórych ostatnich wystąpień papieża. List Apostolski Na stronie towary tymczasowyw sprawie niektórych kompetencji w sprawach gospodarczych i finansowych, zawiera nowe wytyczne dla większej przejrzystości w zarządzaniu patrymonium Stolicy Apostolskiej. Konstytucja Apostolska Vultum Dei quaerereList Papieża o życiu kontemplacyjnym kobiet, pragnąc wyrazić uznanie, pochwałę i dziękczynienie za życie konsekrowane i monastyczne życie kontemplacyjne, proponuje zapisy dotyczące dwunastu tematów, które mają być włączone do Konstytucji lub Reguł każdego z Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego: formacja, modlitwa, Słowo Boże, Eucharystia i Pojednanie, życie braterskie we wspólnocie, autonomia, federacje, klauzura, praca, milczenie, środki komunikacji i asceza. 4 sierpnia, określony przez Franciszka jako dzień "jezuity wśród braci", papież zwrócił się rano do dominikanów podczas spotkania z kapitułą generalną Zakonu Braci Kaznodziejów, a po południu do franciszkanów podczas wizyty w bazylice Matki Bożej Anielskiej w Asyżu z okazji 8. stulecia "Odpuszczenia Asyżu". Po lipcowej przerwie katechezy w środowych audiencjach ponownie skupiały się na Roku Miłosierdzia.

Kościół po raz kolejny pokazał swoje odmłodzone oblicze podczas Światowych Dni Młodzieży, pomyślanych przez Franciszka jako "sygnał proroczy dla Polska, dla Europa i dla świata".Znak nadziei zwany braterstwem, którego tak bardzo potrzebuje dziś nasz rozdarty wojną świat.

AutorRamiro Pellitero

Dyplom z medycyny i chirurgii uzyskany na Uniwersytecie w Santiago de Compostela. Profesor eklezjologii i teologii pastoralnej w Katedrze Teologii Systematycznej na Uniwersytecie w Nawarze.

Jedność, którą muszą uznać prawosławni

Przygotowywany od dawna sobór panprawosławny odbył się na Krecie przy nieobecności niektórych ważnych Kościołów, wśród nich Moskwy.Też znak, mimo wszystko?

31 września 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

To, co pierwotnie miało być pierwszym po ponad tysiącletniej historii pan-prawosławnym soborem, czyli spotkanie czternastu Kościołów prawosławnych uznających jakąś formę honorowego prymatu patriarchy Konstantynopola, odbyło się na wyspie Krecie. "Powinien był", bo ostatecznie w soborze nie wzięły udziału cztery z czternastu Kościołów prawosławnych, a wśród nich znalazła się Moskiewska Cerkiew Prawosławna, czyli najpotężniejszy i najliczniejszy Kościół prawosławny, skupiający ponad połowę wszystkich wiernych prawosławnych na świecie.

Można przeanalizować fakty: w styczniu 2016 r. wszyscy prawosławni prymasi zdecydowali, że sobór odbędzie się w czerwcu na Krecie, i podpisali tę decyzję. Choć porozumienie to zostało przyjęte na posiedzeniu synodalnym, w tygodniach poprzedzających to wydarzenie hierarchowie niektórych Kościołów zaczęli odrzucać tę decyzję, a dokumenty i kontrowersje znów stały się przedmiotem dyskusji. Istnieją problemy wewnątrz wspólnoty prawosławnej, które wymagają rozwiązania: brak zgody między patriarchami Antiochii i Jerozolimy co do tego, kto powinien sprawować władzę kanoniczną w prawosławnej wspólnocie w Katarze; żądanie części ukraińskich prawosławnych, aby założyć autokefaliczny Kościół oddzielony od patriarchatu moskiewskiego; różnice dotyczące interpretacji i podejścia do relacji z innymi chrześcijanami itd.

Wszystko to doprowadziło do decyzji Kościołów Moskwy, Bułgarii, Gruzji i Antiochii o odwołaniu swojego udziału w soborze. Jeśli spojrzymy na to wydarzenie - które w istocie ma stałe cechy w historii soborów - oczami "politycznymi", zobaczymy rzeczywistość zagmatwaną, sobór (ten na Krecie), który wygląda jak przykład tego, co może wytworzyć podział między Kościołami, które należą do tej samej komunii, ale są w pewnym stopniu "ofiarami" nacjonalizmu, ponieważ są Kościołami-państwami. Jeśli jednak spojrzymy na to innymi oczami (jak to uczynił w bardzo jasny sposób Patriarcha Bartłomiej z Konstantynopola), możemy uznać to, co się dzieje, za próbę, za pierwszy krok w kierunku jedności, która jest świadectwem dla świata, porzucając całkowicie "duchową światowość", która jest ogromną chorobą dla wszystkich Kościołów. To, co stało się na Krecie, jest interesujące przede wszystkim dla całego świata chrześcijańskiego, a rozpoczęty proces może być także znakiem pokoju na świecie.

AutorOmnes

Więcej

Jak kochająca matka

List Apostolski, w formie Motu proprio "Jak kochająca matka". jeszcze bardziej uwydatnia kanony Kodeksu Prawa Kanonicznego regulujące "poważne motywy", które mogą prowadzić do usunięcia biskupów diecezjalnych, eparchów i osób zrównanych z nimi na mocy prawa.

31 września 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

W ostatnim miesiącu otrzymaliśmy od papieża Franciszka nowy dokument, bardzo reprezentatywny dla jego sposobu odpowiedzi, jako Następcy Piotra, na wyzwania współczesności. Jest to list apostolski, w formie. Motu propriozatytułowany Jak kochająca matka"Kodeks Prawa Kanonicznego", niewielki tekst o charakterze normatywnym, doprecyzowuje kanony Kodeksu Prawa Kanonicznego, regulujące "poważne motywy", które mogą prowadzić do usunięcia biskupów diecezjalnych, eparchów i osób zrównanych z nimi na mocy prawa.

Dokumentem tym papież precyzuje, że wśród poważnych przyczyn jest zaniedbanie biskupów w wypełnianiu ich urzędu, zwłaszcza w odniesieniu do przypadków nadużyć wobec nieletnich. Miłość Kościoła do wszystkich swoich dzieci, jak miłość kochającej matki, przekłada się na szczególną troskę i opiekę nad najmniejszymi i najbardziej bezbronnymi. Zaniedbanie w obronie bezbronnych, np. dzieci, które doznały horroru znęcania się, śmiertelnie niszczy miłość matki i w wielu przypadkach powoduje nieuleczalne rany. Stanowczość w obliczu zaniedbania to wymóg matczynej miłości i skuteczna szkoła profilaktyki. W tym Nadzwyczajnym Roku Świętym, za pomocą tego listu apostolskiego, Papież pokazuje nam raz jeszcze, że miłosierdzie jest czułą miłością matki, która wzrusza się kruchością swojego nowo narodzonego dziecka i obejmuje je, uzupełniając wszystko, czego mu brakuje, aby mogło żyć i wzrastać. Z perspektywy miłości macierzyńskiej dobrze jest dokonać przeglądu innych interwencji papieża Franciszka w ostatnich tygodniach.

Jak kochająca matka, papież nadal komentuje fragmenty Ewangelii w katechezach środowych i sobotnich audiencji, aby wprowadzić nas w niezgłębioną tajemnicę Bożego miłosierdzia. Poprzez niektóre przypowieści o miłosierdziu uczyliśmy się właściwej postawy w modlitwie i przywoływania miłosierdzia Ojca. Również poprzez cuda, rozumiane jako znaki, Jezus Chrystus objawia nam miłość Boga, jak na weselu w Kanie Galilejskiej czy w uzdrowieniu niewidomego przy drodze lub trędowatego, który przyszedł do Niego z błaganiem. "Jezus nigdy nie pozostaje obojętny na modlitwę zanoszoną w pokorze i zaufaniu, odrzuca wszelkie ludzkie uprzedzenia i pokazuje się z bliska, ucząc nas, że i my nie musimy się bać zbliżać i dotykać ubogich i wykluczonych, bo w nich jest sam Chrystus"..

Z cierpliwą postawą kochającej matki Papież zasiadł przed kapłanami zgromadzonymi na obchodach ich jubileuszu w tym Roku Świętym i skierował do nich trzy medytacje podczas zorganizowanych z tej okazji rekolekcji duchowych. Ukazując drogę między dystansem a świętowaniem, Franciszek najpierw medytował nad "godność zawstydzona". i "wstyd godny".która jest owocem miłosierdzia. Następnie medytował nad "zbiornik miłosierdzia którym jest nasz grzech i przedstawił Maryję jako adresatkę i źródło miłosierdzia. W ostatniej medytacji zaproponował skupienie się na dziełach miłosierdzia, pod tytułem "Dobra woń Chrystusa i światło Jego miłosierdzia".. Rekolekcje kapłańskie, głoszone w wigilię uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa, były cenną okazją, aby poradzić nam ponowną lekturę encykliki Haurietis aquas Piusa XII i przypomnieć, że centrum miłosierdzia jest Serce Chrystusa i że "sercem, które Bóg jednoczy z tą naszą moralną nędzą, jest serce Chrystusa, Jego umiłowanego Syna, które bije jako jedno serce z sercem Ojca i Ducha"..

Wreszcie znaleźliśmy ćwiczenie kochającej matki w Jubileuszu chorych i niepełnosprawnych, w różnych audiencjach i w podróży apostolskiej do Armenii, ziemi Noego, gdzie mała wspólnota katolicka i Ormiański Kościół Apostolski, sto lat po ludobójstwie z 1915 r., otrzymują matczyne objęcia Papieża, który słowami i gestami chce okazać swoją szczególną troskę o najbardziej bezradnych.

AutorRamiro Pellitero

Dyplom z medycyny i chirurgii uzyskany na Uniwersytecie w Santiago de Compostela. Profesor eklezjologii i teologii pastoralnej w Katedrze Teologii Systematycznej na Uniwersytecie w Nawarze.

TribunePedro José Caballero

Wysokiej jakości edukacja wymaga wolności

Ogólnopolska Katolicka Konfederacja Rodziców i Wychowawców proponuje wysokiej jakości wychowanie, które kształtuje osobę w wolności, z poszanowaniem rodziców, głównych wychowawców swoich dzieci, i bez ideologicznej ingerencji z zewnątrz rodziny.

31 września 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

Edukacja, w szerokim rozumieniu, jest drogą do osiągnięcia pełni wartości i predyspozycji każdego człowieka, a nawet osobistej satysfakcji, która wynika z samorealizacji przez całe życie. Ma również wymiar solidarności, ponieważ umożliwia ludziom przyczynianie się do poprawy sytuacji społecznej, a tym samym pomaganie innym. Edukacja jest niezbędna w życiu człowieka, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że ci, którzy się jej wyrzekają, sami się ograniczają.

Prawo do edukacji jest prawem podstawowym, zawartym w prawie wszystkich traktatach, deklaracjach i konstytucjach ostatnich stuleci, zwłaszcza od czasów II wojny światowej; a w Hiszpanii jest zawarte w artykule 27 Konstytucji.

Prawdą jest, że w wielu krajach tak istotne zasady jak pełna edukacja szkolna nie zostały jeszcze osiągnięte - według danych organizacji pozarządowych ponad 124 miliony dzieci w wieku szkoły podstawowej nie uczęszczało do szkoły. Entreculturasprzedstawiona w 2015 roku - ale prawdą jest też, że się o nią walczy i że w ostatnich latach dokonano dużego postępu.

To prawo do nauki posiada dziecko, ale jest ono realizowane przez rodziców, którzy są przedstawicielami dziecka i pierwszymi wychowawcami. To oni są odpowiedzialni za ich edukację, to w rodzinie dzieci otrzymują pierwsze lekcje i to do niej będą się później zwracać jako do punktu odniesienia.

Rodzice mają prawo i obowiązek wychowywać swoje dzieci w dobru, prawdzie i wolności, zapewniając im wykształcenie zgodne z własnymi normami. Dlatego tak ważna jest edukacja rodziców.

Dzieci powinny być wychowywane zgodnie z zasadami i przekonaniami rodziców, którzy będą ich moralnym punktem odniesienia do końca życia, a nie zgodnie z interesownymi zasadami, które chce narzucić państwo lub partia polityczna.

Z drugiej strony rodzice nie są w stanie wykształcić swoich dzieci we wszystkich gałęziach wiedzy instrumentalnej i pedagogicznej, dlatego społeczeństwo musiało szukać szkół, które wypełnią tę rolę.

Nie możemy jednak zapominać, że szkoła wychowuje z delegacji rodziców, a zatem jej funkcja jest wtórna i uzupełniająca w stosunku do funkcji rodziny. Z tego powodu rodziny zwracają się do osób trzecich: szkół lub ośrodków wychowawczych.

Ta społeczna konieczność szkoły nie powinna oznaczać, że rodzice powinni odciąć się od edukacji swoich dzieci, przerzucając obowiązki wychowawcze na szkołę, ale raczej, że jedni i drudzy powinni współpracować i dzielić się swoją pracą i poświęceniem w celu osiągnięcia jak najlepszego wykształcenia ucznia, tak aby mógł się on maksymalnie rozwinąć.

Jest to jedno z zadań, które CONCAPA promuje i wspiera w obronie edukacji i rodziny w ramach wolności, ponieważ nie może być wysokiej jakości edukacji lub kształcenia osoby bez wolności.

Wolność edukacji - kształcenia naszych dzieci zgodnie z naszymi przekonaniami religijnymi, moralnymi lub pedagogicznymi - jest uznanym prawem w większości krajów, choć często nie jest skutecznie egzekwowana z powodu totalitarnej pokusy niektórych rządów, by narzucić swoje ideologie ponad ideologie rodziny.

Z CONCAPA nadal bronimy wysokiej jakości edukacji w wolności, gdzie rodzice są szanowani jako główni odpowiedzialni wychowawcy swoich dzieci, wolni od ideologicznej ingerencji spoza rodziny. W ten sposób skorzysta całe społeczeństwo, gdyż ukształtują się odpowiedzialni, pełni szacunku i wolni obywatele.

Rodzina jest punktem odniesienia dla dzieci, dorosłych i osób starszych. Konieczny punkt odniesienia, który - gdy go nie ma - wywołuje w człowieku konflikty.

To prawda, że dzisiejsza rodzina funkcjonuje inaczej niż trzydzieści lat temu, ale wynika to z dynamiki społecznej, co nie oznacza, że nie powinny istnieć pewne wspólne klucze, które stanowią podstawowy mechanizm instytucji rodziny, między innymi ten, który polega na wprowadzaniu dzieci w najcenniejsze aspekty życia: transcendencję, miłość, solidarność, szacunek...

Jeśli chodzi o edukację, musimy zacząć od mówienia o szkole rodzinnej, a następnie przejść do innych aspektów, takich jak: Kto uczy rodziców, jak mają kształcić swoje dzieci? Kto współpracuje z rodzicami w edukacji ich dzieci? Jakie prawo mają rodzice do wyboru tego, czego chcą dla swoich dzieci?

Oczywiste jest, że rodzice mają pełne prawo wybierać, co jest najlepsze dla ich dzieci, choć nie zawsze im się na to pozwala, ale prawdą jest też, że nikt nie uczy rodziców w ich rodzicielstwie, ale uczą się oni poprzez doświadczenie, zdrowy rozsądek, lekturę lub w najlepszym wypadku uczestnicząc w kursie.

Dlatego tak ważna jest współpraca z innym podmiotem - szkołą, której powierzają swoje dzieci i od której oczekują pomocy, dlatego płynne relacje w tym zakresie to podstawa.

Rodzice, dzieci, nauczyciele... to jest droga do osiągnięcia odpowiedniego klimatu, który pozwala na postęp w edukacji dzieci, ponieważ interesy każdego z nich są różnorodne, ale zbiegają się dla dobra dziecka.

Ponadto rodzice i nauczyciele znają inną stronę tego dziecka, z którą mogą się porozumieć, aby wzbogacić wzajemną percepcję, nie przeszkadzając sobie nawzajem.

AutorPedro José Caballero

Krajowy przewodniczący CONCAPA

Hiszpania

Bp Juan Carlos Elizalde: "Papież prosi nas o podniesienie na duchu wiernych".

Od objęcia 12 marca urzędu nowego biskupa Vitorii biskup Juan Carlos Elizalde zainicjował m.in. niedzielną wieczorną mszę dla młodzieży w katedrze, a diecezja, w zgodzie z papieżem, odprawiła niedawno znaczący gest solidarności z uchodźcami.

Rafael Hernández Urigüen-31 września 2016 r.-Czas czytania: 5 minuty

Wśród priorytetów duszpasterskich nowego biskupa Vitorii jest promowanie dobrej liczby projektów, które są realizowane w diecezji, aby lepiej zajmować się potrzebującymi, promować pokój, zajmować się rodzinami, promować ewangelizację i przekazywanie wiary oraz podnosić powołania.

Diecezja Vitoria należy do prowincji kościelnej Burgos, a jej patronami są święci Prudencjusz i Ignacy. Mając półtora wieku istnienia, posiada dwie katedry (starą Santa María i nową Inmaculada).

Służy swoim 330 tys. mieszkańcom dzięki 432 parafiom i 230 księżom. Ponadto na misjach w Vitorii jest 63 księży. Jest 72 księży zakonnych i 62 zakonników nie będących kapłanami. Jest dziewięć klasztorów kontemplacyjnych dla kobiet i jeden dla mężczyzn. Ogólna liczba profesów zakonnych wynosi 600. Są też dwa seminaria wyższe. Ostatnie święcenia kapłańskie miały miejsce w 2014 roku.

W ostatnim odnotowanym roku w diecezji było 1.406 chrztów, 1.358 pierwszych komunii, 228 bierzmowań i 343 małżeństwa kanoniczne. Diecezjalna Caritas zainwestowała w potrzebujących ponad 2,5 mln euro i posiada 26 ośrodków opiekuńczych, w których pomocą objęto 18 956 osób.

Przede wszystkim jesteśmy bardzo wdzięczni biskupowi Elialde za znalezienie czasu w swoim harmonogramie, aby wziąć udział w tym wywiadzie, na który czytelnicy Palabry, zarówno w Hiszpanii, jak i w Ameryce Łacińskiej, niewątpliwie czekają z niecierpliwością.

            Przybywa Ksiądz do Vitorii z bogatym doświadczeniem, które obejmuje duszpasterstwo uniwersyteckie, propagowanie Drogi Pielgrzyma do Santiago de Compostela z Kolegiaty w Roncesvalles (gdzie sprawował Ksiądz posługę jako przeor), a także w kurii diecezjalnej w Pampelunie. Czy sądzi Ksiądz, że to doświadczenie może być inspiracją dla nowej posługi biskupiej?

-Prawdą jest, że to, co robisz, czyni cię, kształtuje i formuje. Nuncjusz, aby dodać mi otuchy w moim nowym zadaniu, powiedział do mnie: "Nie martw się. Papież chce, abyście byli w Vitorii, tak jak byliście w Roncesvalles, w Pampelunie czy na uniwersytecie. A Droga św. Jakuba jest jakby przypowieścią o życiu, które jest podróżą, procesem, dojrzewaniem, wzrostem".

To pomaga mi towarzyszyć i wierzyć, wykorzystując zmiany, z którymi każdy człowiek musi się zmierzyć. Doświadczenie bycia wikariuszem biskupim w Pampelunie nauczyło mnie być blisko moich braci kapłanów, bezwarunkowo. A uniwersytet potwierdza dla mnie, że młodzi ludzie są radością i przyszłością Kościoła i że dlatego muszą być w centrum mojej posługi biskupiej.

Diecezja Vitoria ma tradycję ruchu kapłańskiego, który patrzył na wykonywanie posługi jako główne źródło duchowości. Jak można to przełożyć na współczesność, w taki sposób, aby przyczynić się do rewitalizacji seminarium diecezjalnego?

-Wierzę, że radość kapłańska jest pierwszym źródłem powołań. Rozumiem, że dzisiaj profil księdza, tożsamość kapłańska jest bardzo wyraźna. Kiedy czyta się na nowo teksty kapłańskie Magisterium Kościoła od Soboru Watykańskiego II do chwili obecnej i myśli o profilu kapłańskim ostatnich papieży, jest się poruszonym. Jaki kapłan się tam nie zmieści?

Jeśli wiesz, kim jesteś i dzielisz kapłaństwo z przyjaciółmi-kapłanami, to jest prawie nieuniknione, że będzie to zaraźliwe. Z tej kapłańskiej radości wyjdą twórcze inicjatywy promujące powołania: świadectwa, pielgrzymki, spotkania modlitewne, osobiste towarzyszenie i tysiąc innych działań.

Vitoria ma prestiżowe szkoły katolickie i młodych ludzi, którzy mają środki dostępu do kultury. W jaki sposób mogliby oni w szczególności wspierać animację zawodową? Z twojego doświadczenia wynika, w jaki sposób, twoim zdaniem, najlepiej wspierać troskę o powołanie w dziedzinie edukacji?

-Diecezja Vitoria to Kościół pielgrzymujący w Vitorii. Dotyczy to oczywiście dużych szkół i ich zakonników. Młodzi ludzie muszą uznać się za chrześcijan także poza klasą, a to oznacza sieć uroczystości, wydarzeń, spotkań i obszarów współpracy i służby. Wszyscy tam jesteśmy, a jeśli młodzi ludzie będą mieli u swego boku kapłanów, osoby zakonne i małżeństwa, które kochają i cenią, to na pewno poczują się powołani.

Vitoria jest również miastem uniwersyteckim. Ma kilka publicznych ośrodków uniwersyteckich, a także szkoły publiczne, a jeśli dobrze pamiętam, to między wydziałami i szkołami jest ich dziesięć. Jeśli dobrze pamiętam, między wydziałami i szkołami jest ich dziesięć. Jak zamierzasz przenieść swoje doświadczenie uniwersyteckie do stolicy Alavy? Co byś powiedział o tej specyficznej dziedzinie ewangelizacji?

-To dziedzina, która jest równie ekscytująca, co trudna. Wielu z tych, którzy studiują na kampusie w Vitorii, nie pochodzi z Álavy i jest tylko przejazdem. Najbardziej zaangażowani chrześcijanie w Alavie są już zaangażowani w swoich parafiach i wspólnotach, z których pochodzą, i to jest jeden z powodów, dla których nie jest łatwo pracować na uniwersytecie.

Aktualną propozycją dla duszpasterstwa uniwersyteckiego jest tworzenie forów pracy, w których jest miejsce na spotkanie wiara-kultura, intelektualny wzrost działaczy chrześcijańskich i sposób ewangelizacji młodzieży. Jest to peryferia, do których trzeba podejść z kreatywnością i dostojnością. Wierzę, że Vitoria dobrze sobie radzi. Być może należałoby bardziej promować wzajemne powiązanie duszpasterstwa akademickiego z pracą z całą młodzieżą oraz z pracą zawodową.

Kiedy ogłoszono pańską nominację, podkreślano również pańskie bogate doświadczenie w świecie mediów. Papież Franciszek nalega swoim nieustannym magisterium i świadectwem na znaczenie ewangelizacji z różnych platform, które kształtują opinię publiczną. Jakie praktyczne pomysły mógłbyś zaproponować w tej dziedzinie?

-Na pewno nie jestem ekspertem. Wierzę, że przejrzysta i głęboka komunikacja czyni wiele dobrego i tworzy dynamikę zaufania, zainteresowania i bliskości do Kościoła i orędzia Jezusa. Podziwiam ludzi, którzy wspaniale radzą sobie z sieciami i przekazują rzeczy, które są warte uwagi. Trzeba "wskoczyć na ten wózek", bo robi on wiele dobrego, a my chrześcijanie mamy coś wspaniałego do przekazania. Powinniśmy iść ramię w ramię ze specjalistami od komunikacji i ze świeżością młodych ludzi, którzy są tak kreatywni, jeśli chodzi o przekazywanie wnętrza.

Vitoria jest stolicą Baskijskiej Wspólnoty Autonomicznej. Czy nawiązaliście już kontakt z władzami cywilnymi? Jak widzicie współpracę Kościoła z instytucjami politycznymi w konkretnej i mnogiej sferze Kraju Basków?

-Tak, spotkałem się spokojnie z władzami lokalnymi i regionalnymi. Większość z nich obejmuje urząd po raz pierwszy i dlatego widziałem, że są bardzo entuzjastyczni i że istnieje wiele punktów wspólnych, choć są też kwestie nie do pogodzenia. Później zbiegliśmy się w wielu wydarzeniach.

Zarówno podczas formalnych, jak i bardziej okazjonalnych spotkań twierdziłem, że religia jest częścią życia, inspirującą najszlachetniejsze zachowania i w konsekwencji dobrem społecznym, a nie czymś marginalnym, sprowadzonym do sfery prywatnej i pozbawionym jakiejkolwiek widoczności, uznania czy wsparcia społecznego. Uważam, że my, chrześcijanie, musimy pomóc rządzącym odkryć wkład Kościoła w społeczeństwo i stąd poprosić ich o współpracę, ponieważ jest to coś, co dotyczy dobra wspólnego.

Coś jeszcze chciałbyś dodać?

-Jestem jeszcze pod wpływem emocji związanych ze święceniami biskupimi, ale muszę przyznać, że nigdy tak bardzo się nie modliłem, ani tak bardzo nie odczuwałem modlitwy braci. Kiedy misja Pana się przelewa, trzeba przejść do podstaw i oprzeć się na tym, co nie może nas zawieść. O dziwo, jestem pogodny i szczęśliwy, ufny w Pana, w Jego pośrednictwo i w modlitwy cierpliwych czytelników. Papież Franciszek, kiedy witałem się z nim na placu św. Piotra z okazji mojej nominacji, powiedział mi, że my, duszpasterze, musimy podnosić na duchu nasze wspólnoty, bo czasami są one trochę niskie. I jest to spostrzeżenie, które bardzo mocno trzymam w pamięci.

AutorRafael Hernández Urigüen

Kultura

Hilary Putnam (1926-2016): amerykański filozof

Hilary Putnam jest jednym z najważniejszych filozofów XX wieku. Jego myśl ewoluowała od surowego scjentyzmu Koła Wiedeńskiego do otwartego pragmatyzmu, w którym jest dużo miejsca na wiedzę pozanaukową, nauki humanistyczne, etykę, estetykę i religię.

Jaime Nubiola-31 września 2016 r.-Czas czytania: 4 minuty

W dniu 13 marca zmarł w swoim domu w ArlingtonAmerykański filozof Hilary Putnam zmarł w wieku 89 lat niedaleko Bostonu. Jak napisała Martha Nussbaum w emocjonalnym nekrologu w czasopiśmie Huffington Post, "Stany Zjednoczone straciły jednego z największych filozofów, jakich ten naród kiedykolwiek wyprodukował. Ci, którzy mieli szczęście znać go jako studentów, kolegów i przyjaciół, wspominają jego życie z głęboką wdzięcznością i miłością, bo Hilary był nie tylko wielkim filozofem, ale przede wszystkim człowiekiem o niezwykłej hojności".. Putnam był gigantem amerykańskiej filozofii, który na Harvardzie uczył pokolenia studentów, a poprzez swoje liczne publikacje zaprosił do myślenia bardzo wielu ludzi. Bardzo uderzającą cechą jego osobowości była łagodna serdeczność i niezwykła intelektualna pokora, która stanowczo odrzucała wszelki kult osobowości. W moim przypadku mój dług wobec niego jest ogromny, zarówno pod względem osobistym, jak i intelektualnym, i tymi wierszami chciałbym złożyć wzruszający hołd człowiekowi, który przez ostatnie 25 lat był moim "amerykańskim nauczycielem".

Urodzony w Chicago w 1926 roku, studiował matematykę i filozofię w Pensylwanii. Doktorat uzyskał w 1951 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, z rozprawą na temat uzasadnienia indukcji i znaczenia prawdopodobieństwa. Były to centralne tematy w pracach jego promotora Hansa Reichenbacha, czołowego członka Koła Wiedeńskiego, który po II wojnie światowej wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Wśród uczniów Reichenbacha była Ruth Anna, również filozofka, którą Hilary Putnam poślubi w 1962 roku. W 1965 roku Putnam dołączył do prestiżowego Wydziału Filozofii Uniwersytetu Harvarda, gdzie do przejścia na emeryturę w maju 2000 roku pełnił funkcję Walter Beverly Pearson Chair of Modern Mathematics and Mathematical Logic. Zanim dołączył do Harvardu, wykładał na Northwestern, Princeton i MIT.

Osoba myśląca przyszłościowo

Bez wątpienia można jednoznacznie stwierdzić, że Putnam był myślicielem awangardowym. Jak napisał Stegmüller, można powiedzieć, że w swojej ewolucji intelektualnej obudował większość filozofii drugiej połowy XX wieku.

Przez dziesiątki lat jego produkcja filozoficzna koncentrowała się na wielkich zagadnieniach współczesnej dyskusji w filozofii nauki i filozofii języka. Jego artykuły są napisane z niezwykłym rygorem, w rozmowie - a raczej w dyskusji - z Rudolfem Carnapem, Willardem Quine'em i jego kolegami z angloamerykańskiej filozofii akademickiej. Oprócz jakości jego pisarstwa, imponuje delikatną dyskryminacją, której poddaje najtrudniejsze problemy, aby je zrozumieć. Swoim sposobem pracy Putnam uczy, że filozofia jest trudna, to znaczy, że refleksja filozoficzna - podobnie jak w innych dziedzinach wiedzy, gdy chodzi o najbardziej podstawowe pytania - ma znaczną złożoność techniczną. Oczywiście Putnam wiedział, że wiele problemów filozoficznych jest ostatecznie nierozwiązywalnych, ale lubił powtarzać słowa swojego przyjaciela Stanleya Cavella: "Są lepsze i gorsze sposoby myślenia o nich"..

Wśród jego bardzo obszernej produkcji filozoficznej lubię wyróżniać jego książkę Filozofia odnowyw którym łączy ze sobą Wykłady Gifforda nauczany w Uniwersytet w St. Andrews w 1990 roku, być może dlatego, że byłem z nim na Harvardzie latem 1992 roku i pozwolił mi przeczytać galley proofs. Jak sugeruje tytuł, strony te pisane są z przekonaniem, że smutny stan dzisiejszej filozofii wymaga rewitalizacji, odnowy tematycznej. Putnam pomyślał tę książkę jako diagnozę stanu filozofii i zasugerował kierunki, w jakich taka odnowa mogłaby się odbywać. Putnam nie pisał manifestu, ale raczej styl uprawiania filozofii, łączenia rygoru i ludzkiej trafności, które to właściwości były postrzegane jako wyróżniające dwa radykalnie przeciwstawne sposoby uprawiania filozofii, anglo-amerykańską filozofię analityczną i filozofię europejską.

Hilary Putnam nigdy nie poddawał się wiatrom intelektualnych mód i - co nie jest częste wśród filozofów - raz po raz korygował swoje poglądy, w miarę jak doskonalił swoje rozumienie problemów, którymi się zajmował. To sprawiło, że niektórzy zarzucali mu filozoficzną kapryśność, ale wydaje mi się, że zdolność do sprostowania jest naprawdę znakiem rozpoznawczym miłości prawdy. "Kiedyś myślałem to..., ale teraz myślę tamto". Tak jak wszyscy to robimy w naszym zwykłym życiu, zmieniając zdanie, gdy otrzymujemy nowe dane i lepiej rozumiemy przesłanki, dlaczego miałoby być inaczej przy uprawianiu filozofii?

W tym kontekście warto przepisać to, co napisał w przedmowie do swojego ostatniego Filozofia w dobie nauki (2012): "Dawno temu porzuciłem (różne) wersje logicznego empiryzmu Carnapa i Reichenbacha, ale nadal czerpię inspirację z przekonania Reichenbacha, że filozoficzne badanie najlepszych współczesnych i przeszłych nauk ma wielkie znaczenie filozoficzne, oraz z przykładu Carnapa w jego ciągłym ponownym badaniu i krytyce własnych wcześniejszych poglądów, a także z politycznego i moralnego zaangażowania zarówno Carnapa, jak i Reichenbacha..

To, czego jednak niektórzy mogli mu nie wybaczyć, to jego konwersja na religię dziadków, czyli judaizm. W ostatnich dekadach życia zaczął poświęcać dwadzieścia minut dziennie na tradycyjne żydowskie modlitwy, a stopniowo w jego tekstach coraz częściej pojawiały się refleksje na temat etyki i religii: "Jako praktykujący Żyd". -wyjaśnił w Jak odnowić filozofię-, "Jestem kimś, dla kogo religijny wymiar życia jest coraz ważniejszy, nawet jeśli jest to wymiar, o którym nie umiem filozofować, chyba że pośrednio. Kiedy na początku lat 50. zacząłem wykładać filozofię, uważałem się za filozofa nauki (choć w wielkodusznej interpretacji terminu "filozofia nauki" uwzględniałem filozofię języka i filozofię umysłu). Ci, którzy znają moje pisma z tamtego etapu, mogą się zastanawiać, jak pogodziłem moje religijne ciągotki, które nawet wtedy w pewnym stopniu pozostawały w tyle, z moim ogólnym materialistyczno-naukowym światopoglądem w tamtym czasie. Odpowiedź brzmi: nie pogodziłem ich: byłem sumiennym ateistą i byłem wierzący; po prostu trzymałem te dwie części siebie oddzielnie"..

To "podwójne życie", te dwie podzielone części siebie, było dla niego niesatysfakcjonujące w ostatnim etapie: "Jestem osobą religijną i jednocześnie filozofem przyrody, ale nie redukcjonistą".Pisał o tym w swojej bardzo aktualnej autobiografii, która otwiera duży tom poświęcony mu w Biblioteka Żywych Filozofów. Pamiętam teraz, że Putnam dzwonił do mnie czasem "katolicki pragmatykDzięki niemu odkryłem filozofię pragmatyczną i myśl Charlesa S. Peirce'a, której poświęciłem się od 1992 roku. Modlę się teraz o jego wieczny odpoczynek i mam nadzieję, że kiedyś będę mógł kontynuować życzliwe rozmowy z tym gigantem filozofii, który nie bał się otwarcie przyznać do swojej religijności w pogrążonym w pogaństwie świecie akademickim.

Inicjatywy

Badanie tajemnic sukcesu w małżeństwie

Omnes-31 września 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Kiedy dwoje młodych ludzi zawiera małżeństwo, robią to ze złudzeniem, że kochają się i jednoczą swoje życie na zawsze. Oficjalne dane pokazują jednak w alarmujący sposób, że wiele par rezygnuje z tego marzenia gdzieś po drodze: liczba rozpadów małżeństw z roku na rok stale rośnie.

- Jokin de Irala, Profesor medycyny prewencyjnej i zdrowia publicznego. Główny badacz projektu "Edukacja w zakresie afektywności i ludzkiej seksualności" (EASH) Instytutu Kultury i Społeczeństwa (ICS) Uniwersytetu Nawarry.

-Alfonso Osorio, Badacz projektu EASH i profesor psychologii na Uniwersytecie Navarry.

Według Narodowego Instytutu Statystyki w 2014 roku w Hiszpanii zawarto 162 554 małżeństwa. W tym samym roku miało miejsce 105 893 unieważnień, separacji i rozwodów, co oznaczało wskaźnik 2,3 na 1000 mieszkańców. Jest to wynik o 5,4 % wyższy od odnotowanego w 2013 r.

Dane te są niepokojące, ponieważ rozwód ma negatywny wpływ nie tylko na parę - badania pokazują, że osoby rozwiedzione mają więcej problemów zdrowotnych - ale także na ich dzieci i całe społeczeństwo.

 

Kultura

Martín Ibarra Benlloch. Pamięć o męczennikach

Martín Ibarra Benlloch ma 54 lata, jest żonaty i jest ojcem licznej rodziny. Posiada doktorat z historii i jest wykładowcą na Uniwersytecie Nawarry i Uniwersytecie w Saragossie. Pracę uniwersytecką łączy z przewodniczeniem Komisji Historycznej Męczenników diecezji Barbastro Monzón.

Omnes-31 września 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

Martín Ibarra jest szczególnie oddany pamięci hiszpańskich męczenników XX wieku. Historyk specjalizujący się w historii starożytnej, a konkretnie w kobietach w starożytności, w 1998 roku rozpoczął pracę jako dyrektor archiwum sanktuarium w Torreciudad i Instytutu Mariologicznego. W 2004 roku biskup Barbastro-Monzón poprosił go o pomoc w sprawie męczenników w Komisji Historycznej diecezji.

"W wyniku tych badań poznałem wielu ludzi. Zgromadziłem wiele dokumentacji, którą opublikowałem w dwutomowej książce o prześladowaniach religijnych w diecezji Barbastro-Monzón. Jest to książka, która zaczyna się w 1931 roku, a kończy w 1941. Studiuje prześladowania religijne w Hiszpanii, wyjaśniając ich przyczyny i konsekwencje jako zjawisko wyjątkowe".zaznacza. W wyniku tej publikacji doszedł do wniosku, że na pozór wiemy dużo o męczennikach, ale w rzeczywistości wiemy bardzo mało. "Zadają mi pięć lub sześć pytań o każdego z męczenników, a ja nawet nie wiem, jak na nie odpowiedzieć. Do wielu z nich nie mam nawet zdjęcia. W starożytności było wielu męczenników, ale nikt nie zbierał o nich należycie informacji. W efekcie, na przestrzeni lat i wieków, ludzie zaczęli wymyślać historie".wyjaśnia.

Aby uniknąć podobnych sytuacji z męczennikami XX i XXI wieku, postanowił zebrać o nich jak najwięcej informacji. "Zebrałem się z kilkoma osobami, które są przyjaciółmi męczenników, i uruchomiliśmy Dni Męczenników w Barbastro. Miałem wsparcie Klaryski, która ma w Barbastro Muzeum Męczenników Klaretyńskich, wyjątkowe muzeum. Mają wiele relikwii, przedmiotów, które należały do męczenników. Liczyłem na to wsparcie, a potem zbierałem wsparcie od innych ludzi, głównie świeckich, ale także od księży i instytucji religijnych"..

W wyniku tego wsparcia narodziły się Jornadas Martiriales de Barbastro, których pierwsza edycja odbyła się w 2013 roku. W konferencji uczestniczą zwykle profesorowie uniwersyteccy, księża, zakonnicy, krewni męczenników i osoby świeckie zainteresowane męczennikami. Oprócz okrągłych stołów organizują koncerty muzyki martyrologicznej, prezentacje książek, projekcje filmów i konkursy krótkich filmów.

"Z jednej strony udało nam się uczynić z tej konferencji punkt odniesienia w całej Hiszpanii, mimo że są to skromne konferencje. Z drugiej strony po raz pierwszy udało nam się uzyskać wyraźne upowszechnienie tej problematyki poza procesami beatyfikacji męczenników".podkreśla. Martin ubolewa, że po beatyfikacji męczenników nigdy więcej o nich nie mówiono, "a to nie ma sensu. Musimy dużo rozmawiać przed, a przede wszystkim po ich beatyfikacji. Musimy przekazać wiele informacji na ich temat"..

W ten sposób wraz z innymi członkami Komisji Historycznej diecezji wpadł na pomysł, aby w ramach konferencji ogłosić konkurs na krótki film o męczennikach. "Pomysł jest bardzo prosty. Jeśli jest grupa młodych ludzi z parafii, szkół, instytutów, uniwersytetów..., którzy postanawiają nakręcić krótki film o męczenniku, to w końcu zainteresują się tym, kim była ta osoba. Będą prosić o dokumentację, będą badać ..... W przypadku wsi, jeśli zrobią to w miejscu, z którego pochodził męczennik, to w końcu zbiorą dużo dokumentacji, której my w biskupstwach nie mamy. Jest to sposób na uratowanie wielu informacji, które w przeciwnym razie mogłyby zostać utracone. Ponadto w ten sposób młodzi ludzie, którzy biorą udział w krótkim filmie, napełniają się dobrymi wartościami, które mieli męczennicy"..

Hiszpania

Chrześcijaństwo a emocjonalność

Omnes-30 czerwca 2016 r.-Czas czytania: 7 minuty

"Dlaczego nie zatrzymać się i nie porozmawiać o uczuciach i seksualności w małżeństwie?".pyta papież Franciszek w adhortacji Amoris Laetitia (n. 142). Pytanie to nurtuje antropologów i historyków od czasu, gdy Roland Barthes potępił odkładanie uczuć w historii: "Kto stworzy historię łez? W jakich społeczeństwach, w jakich czasach był płacz?".

Álvaro Fernández de Córdova Miralles, Uniwersytet Nawarry

Ostatnie badania ujawniły wpływ chrześcijaństwa na zachodnią emocjonalność. Jej historia, zapomniana i labiryntowa, musi zostać uratowana.

Niewiele zdań miało większą siłę oddziaływania niż napomnienie św. Pawła do Filipian "Miejcie między sobą te same uczucia, które miał Jezus". (Fl 2, 5) Czy jest miejsce na historyczną analizę tej jedynej propozycji? Siedemdziesiąt lat temu Lucien Febvre określił historię uczuć jako "ten wielki niemowa".a dekady później Roland Barthes zastanawiał się: "Kto stworzy historię łez? W jakich społeczeństwach, w jakich czasach ludzie płakali? Od kiedy mężczyźni (a nie kobiety) przestali płakać? Dlaczego "wrażliwość" w pewnym momencie stała się "sentymentalnością"?

Po zwrocie kulturowym, którego doświadczyła historiografia w ostatnich dekadach, przed badaczami otworzyła się nowa granica, którą nazwano zwrotem emocjonalnym (zwrot emocjonalny). Choć jej kontury są jeszcze zatarte, to historia bólu, śmiechu, strachu czy namiętności pozwoliłaby nam poznać korzenie naszej wrażliwości i dostrzec odcisk chrześcijaństwa na krajobrazie ludzkich uczuć. W tym sensie średniowiecze okazało się uprzywilejowanym miejscem do badania przejścia od struktur psychicznych świata starożytnego do form nowoczesnej wrażliwości. Aby tego dokonać, konieczne było zastąpienie przypisywanych człowiekowi średniowiecznemu kategorii "infantylizmu" czy "zaburzenia sentymentalnego" (M. Bloch i J. Huizinga) bardziej racjonalnym odczytaniem kodu emocjonalnego, który ukształtował wartości Zachodu (D. Boquet i P. Nagy).

Z. apatheia Greka do ewangelickich nowinek (I-V w.)

Historia średniowiecznych sentymentów zaczyna się od "chrystianizacji afektów" w pogańskich społeczeństwach późnego antyku. Nie mogło być bardziej drastycznego zderzenia między stoickim ideałem apatheia (wyzwolenie od wszelkiej namiętności pojmowanej w kategoriach negatywnych) i nowego Boga, którego chrześcijanie określali jednym uczuciem: Miłością. Miłość, którą Ojciec objawił ludzkości, dając własnego Syna, Jezusa Chrystusa, który nie ukrywał swoich łez, czułości ani pasji dla swoich bliźnich. Świadomi tego intelektualiści chrześcijańscy promowali afektywny wymiar człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, uważając, że tłumienie afektów to "kastracja człowieka" (castrare hominem), jak stwierdza Laktancjusz w wyrazistej metaforze.

To właśnie św. Augustyn - ojciec średniowiecznej afektywności - najlepiej zintegrował chrześcijańską nowość i myśl klasyczną swoją teorią "rządu" uczuć: uczucia miały podporządkować się duszy rozumnej, aby oczyścić nieporządek wprowadzony przez grzech pierworodny i odróżnić pragnienia prowadzące do cnoty od tych, które prowadzą do wady. Jej konsekwencją w instytucji małżeństwa było włączenie cielesnego pożądania - potępionego przez Ebionitów - do miłości małżeńskiej (Klemens Aleksandryjski) oraz obrona więzi przed tendencjami dezintegrującymi ją (cudzołóstwo, rozwód, ponowne małżeństwo).

Nie była to surowość moralna mniej lub bardziej podziwiana przez pogan. Była to droga do "czystości serca", która wyniosła dziewice i celibatariuszy na najwyższe szczyty chrześcijańskiego przywództwa poprzez związane z nią opanowanie siebie i reorientację woli.

Eros niszczący i Eros unitarny (V-VII w.)

Nowa równowaga psychologiczna ukształtowała się dzięki pierwszym regułom, które promowały ćwiczenia ascetyczne i praktykę miłosierdzia w tych "żywych utopiach braterskich", jakimi były pierwsze klasztory. Klerycy i mnisi dążyli do odwzorowania procesu przemiany emocji, a także do odtworzenia struktury ludzkiej osobowości poprzez działanie na ciało: ciało nie było wrogiem, którego należy pokonać, ale pojazdem do zjednoczenia stworzenia ze Stwórcą (P. Brown).

Ideał dziewictwa, oparty na zjednoczeniu z Bogiem, nie był tak odległy od ideału chrześcijańskiego małżeństwa, opartego na wierności i odpornego na praktyki rozwodowe i poliandryczne rozpowszechnione w germańskich społeczeństwach Zachodu. Ujawnia to sojusz irlandzkich klasztorów z arystokracją Merowingów, którzy na swoich nagrobkach wyryli słowa carissimus (-a) o dulcissimus (-a) odnoszące się do męża, żony lub dziecka; znak chrześcijańskiej impregnacji tych "wspólnot emocjonalnych", które szukały ucieczki od gniewu i prawa do zemsty (phaide) (B. H. Rosenwein).

Powszechna mentalność nie ewoluowała tak szybko. Kościelne zakazy uprowadzenia, kazirodztwa, czyli tego, co dziś nazwalibyśmy "przemocą domową", podjęto dopiero w X wieku. W żadnym tekście, ani świeckim, ani duchownym, nie pada słowo "przemoc domowa". miłość w pozytywnym sensie. Jego treść semantyczna była obciążona zaborczą i destrukcyjną namiętnością, która prowadziła do zbrodni opisanych przez Grzegorza z Tours.

Niewiele wiedziano wtedy o dziwnym wyrazie charitas coniugalisużyty przez papieża Innocentego I (411-417) na określenie czułości i przyjaźni, które charakteryzowały łaskę małżeńską. Dychotomia dwóch "miłości" znajduje odzwierciedlenie w zapiskach tego jedenastowiecznego uczonego: "miłośćPragnienie, które próbuje zmonopolizować wszystko; organizacja charytatywnatender unity". (M. Roche). Idea ta pojawia się ponownie w Amoris laetitia: "Miłość małżeńska prowadzi do tego, aby całe życie uczuciowe stawało się dobrem dla rodziny i było na służbie wspólnego życia". (n. 146).

Łzy karolińskie (VIII-IX w.)

Poleganie na optymizmie antropologicznym  Chrześcijańscy, karolińscy reformatorzy z niemal rewolucyjnym uporem domagali się równości płci, uznając małżeństwo za jedyne dobro, jakie Adam i Ewa zachowali z czasów pobytu w raju (P. Toubert).

W tym kontekście pojawiła się nowa religijność świecka, która zapraszała do mniej "rytualnej" i bardziej intymnej relacji z Bogiem, łącząc się z najlepszą modlitwą augustiańską. Żal lub skrucha za popełnione grzechy zaczęły być cenione, prowadząc do tak pompatycznych gestów, jak publiczna pokuta Ludwika Pobożnego za zabójstwo swojego bratanka Bernarda (822). Doprowadziło to do pojawienia się mszy "z prośbą o łzy" (Pro petitione lacrimarum): łzy Bożej miłości, które poruszają serce grzesznika i oczyszczają jego przeszłe grzechy.

Ten sentyment, żądany jako łaska, leży u podstaw dar łezuważany za znak naśladowania Chrystusa, który w Piśmie Świętym płakał trzy razy: po śmierci Łazarza, przed Jerozolimą i w Ogrodzie Oliwnym. Zasługa lub dar, cnota lub łaska, habitus ("przepis zwyczajowy". Tomasza z Akwinu) lub charyzmatu, pobożni ludzie udają się na poszukiwanie łez, które od XI wieku stają się kryterium świętości (ks. Nagy).

Rewolucja miłość (XII w.)

Najbardziej śmiałe odkrycia psychologiczne miały miejsce w dwóch pozornie antytetycznych dziedzinach. Podczas gdy kanoniści bronili wolnej wymiany zgody dla ważności małżeństwa, sądy prowansalskie wymyśliły fin d'amors ("miłość dworska") - często cudzołożna - która wykorzystywała uczucia radości, wolności lub udręki, w przeciwieństwie do małżeństw narzuconych przez ród. Klerycy i arystokraci drugiej kategorii odkryli wtedy miłość do wyboru (dylekcja), gdzie drugi jest kochany w swojej inności za to, jaki jest, a nie za to, co wnosi do współmałżonka czy klanu. Miłość wolna i wyłączna, która ułatwiała oddanie ciał i dusz, wyrażona przez Andrea Capellanusa i doświadczona przez tych trubadurów okcytańskich, którzy przeszli od miłości ludzkiej do boskiej, składając profesję w klasztorze (J. Leclercq).

Nowe odkrycia długo nie przenikały do instytucji małżeństwa, która była nagięta do politycznych i ekonomicznych interesów rodu. Między XI a XIV wiekiem rodzina rozszerzona (pokrewieństwo różnych pokoleń) została stopniowo zastąpiona przez komórkę małżeńską (małżonkowie z dziećmi), w dużej mierze dzięki triumfowi chrześcijańskiego małżeństwa podniesionego teraz do rangi sakramentu. Bardziej śmiali kanoniści rozwinęli pojęcie "uczucia małżeńskiego" (affectio maritalis), która rozważała wierność i wzajemne zobowiązania związku małżeńskiego, wykraczające poza przypisaną mu funkcję społeczną.

Droga do świętości była wolniejsza. Jego impulsem stała się w XIII w. kanonizacja czterech żonatych świeckich (św. Homobona z Cremony, św. Elżbiety Węgierskiej, św. Jadwigi Śląskiej i św. Ludwika Francuskiego), którzy podjęli świecką świętość starożytnego chrześcijaństwa, choć ideał oblubieńczy nie znalazł odzwierciedlenia w procesach zachowanych jako specyficzna droga do doskonałości (A. Vauchez).

Od emocji mistycznych do debat nowoczesności (XIV-XX w.)

Kryzys społeczno-gospodarczy XIV wieku zmienił kartografię sentymentalną Europy Zachodniej. Pobożność religijna zaczęła utożsamiać się z emocjami, które uosabiała. To było mistyczne podbicie emocji. Świeckie kobiety, takie jak Maria d'Oignies († 1213), Angela da Foligno († 1309) czy Klara z Rimini († 1324-29), rozwijały demonstracyjną i zmysłową religijność, naładowaną pełnym zachwytu mistycyzmem. Starali się widzieć, wyobrażać sobie i wcielać w życie cierpienia Chrystusa, gdyż Jego Męka stała się centralnym punktem ich nabożeństw. Nigdy wcześniej łzy nie były tak plastyczne, nie były też przedstawiane z siłą Giotta czy Van der Weydena.

Średniowieczne emocje pozostawiły głęboką bruzdę na twarzy współczesnego człowieka. Protestantyzm zradykalizował bardziej pesymistyczne nuty augustiańskie, a kalwinizm stłumił ich przejawy surową moralnością skupioną na pracy i bogactwie (M. Weber). Na tym antropologicznym skrzyżowaniu uczucia oscylowały między racjonalistyczną pogardą a romantyczną egzaltacją, a edukacja była rozdarta między Rousseauowskim naturalizmem a rygoryzmem, który wprowadził do bajek dla dzieci hasło "dzieci nie płaczą".

Nie trwało to długo. Miłosny romantyzm zmiótł mieszczański purytanizm z instytucji małżeństwa, tak że do 1880 roku narzucone związki - tak bardzo przeciwstawiane przez średniowiecznych teologów - stały się reliktem przeszłości. Sentyment stał się gwarantem związku małżeńskiego stopniowo łamanego przez mentalność rozwodową i uczuciowość skażoną hedonizmem, który zatriumfował w maju '68. Zagubienie emocjonalne nastolatków, włóczęgostwo seksualne i wzrost liczby aborcji są konsekwencją tego idealistycznego systemu i naif co ustąpiło miejsca kolejnemu realistycznemu i nikczemnemu wezwaniu do przemyślenia sensu swoich podbojów.

Na stronie Amoris laetitia jest zaproszeniem, by uczynić to poprzez wsłuchiwanie się w głos tych uczuć, które chrześcijaństwo uratowało z klasycznej atonii, ukierunkowało na zjednoczenie rodziny i rzutowało na wyżyny mistycznego wzruszenia. Paradoksalnie, wielkość jej historii odbija się w powierzchni jej cieni: łez wody i soli, odkrytych przez tych samych Karolingów, którzy podbudowali związek małżeński. Papież Franciszek chciał ich ratować, być może świadomy tych słów, które Tolkien włożył w usta Gandalfa: "Nie powiem wam: 'Nie płaczcie, bo nie wszystkie łzy są gorzkie'.

Watykan

Pilna potrzeba misji bliskości

Giovanni Tridente-17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Przy kilku okazjach w ostatnich tygodniach Ojciec Święty powtórzył, jak ważna jest troska o każde stworzenie, zwłaszcza to, które jest w potrzebie lub cierpi.

Giovanni Tridente, Roma

@gnntrident 

Dialog, pokój i solidarność, zdrowie, cierpienie i pocieszenie, ale także ubóstwo i imigracja, bliskość w misji, gospodarka inkluzywna i troska o stworzenie. To główne tematy większości wystąpień papieża Franciszka podczas audiencji z różnymi rozmówcami w ostatnich tygodniach. Wspólny wątek jest zawsze ten sam: troska o każdą jednostkę zamieszkującą ziemię, w szczególności o tych, którzy znajdują się w sytuacji potrzeby lub w stanie ofiar najbardziej absurdalnych skorumpowanych "systemów"...

Artykuł niepełny. Jeśli chcesz czytać najnowsze treści Palabry, możesz zaprenumerować cyfrowe lub papierowe wydanie magazynu.

Doświadczenia

Bp Juan del Río: "Wojsko ma wrodzoną, naturalną religijność".

Omnes-17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

Służba Pomocy Religijnej dla Hiszpańskich Sił Zbrojnych (SARFAS) obchodziła swoje 25-lecie. Również Seminarium Wojskowe obchodziło 18 kwietnia piątą rocznicę istnienia. Arcybiskup wojskowy, monsignor Juan del Río, wyjaśnia, że szczególnym zadaniem jego arcybiskupstwa jest zagwarantowanie pomocy religijnej dla żołnierzy, policjantów i ich rodzin.

Henry Carlier

W związku z 25-leciem SARFAS-u i Wojskowego Seminarium Duchownego 16 kwietnia w Arcybiskupstwie Wojskowym odbyło się pełne emocji spotkanie, w którym uczestniczyli rektorzy, formatorzy i kapłani, którzy przewinęli się przez Wojskowe Seminarium Duchowne w ciągu dwudziestu pięciu lat jego istnienia. Podczas spotkania oddano hołd kardynałowi José Manuelowi Estepa Llaurensowi, który założył seminarium wojskowe, a także był jednym z projektodawców Konstytucji Apostolskiej Arcybiskupstwa Archidiecezji Kordoby. Spirituali militum curae.

Konstytucja ta, regulująca opiekę duchową nad wojskiem poprzez ordynariaty wojskowe, została podpisana przez św. Jana Pawła II 21 kwietnia 1986 roku.

17 kwietnia, zbiegając się ze Światowym Dniem Modlitw o Powołania, biskup del Río przewodniczył święceniom nowego księdza wojskowego.

Rozmawialiśmy z szefem tego okręgu kościelnego, arcybiskupem Juanem del Río, na temat SARFAS, seminarium wojskowego i swoistej pracy duszpasterskiej prowadzonej przez arcybiskupstwo wojskowe. Przyjmuje nas w swoim gabinecie na Calle del Nuncio, gdzie znajduje się duży obraz Macareny, który wskazuje na sewilską przeszłość arcybiskupa, potwierdzoną jego wyraźnym andaluzyjskim akcentem.

Czym dokładnie jest SARFAS?
Jest to Służba Pomocy Religijnej dla Sił Zbrojnych. Została ona ustanowiona dekretem królewskim 1145 z 7 września 1990 r. i realizuje umowę między Stolicą Apostolską a państwem hiszpańskim o pomocy religijnej dla sił zbrojnych z 3 stycznia 1979 r.

Arcybiskupstwo wojskowe zapewnia tę część tej służby, która religijnie i duchowo wspomaga katolickich członków sił zbrojnych i policji.

Co jest nowego w SARFASIE w porównaniu z konfiguracją korpusu kościelnego dawnej armii?
-SARFAS jest owocem ważnego kroku, który został wykonany w 1990 roku, kiedy to dawni kapelani korpusu kościelnego, będący wówczas wojskowymi, przeszli do nowej konfiguracji. Bardziej podkreśla aspekty duszpasterskie kapelana wojskowego i obecność Kościoła katolickiego w siłach zbrojnych.

Aktualności

Opieka paliatywna: holistyczna opieka, gdy ważne jest dobre samopoczucie

Niewiele sytuacji jest tak delikatnych jak ostatni etap życia i niewiele jest tak pozbawionych jasności. Obok opieki paliatywnej ("uprzywilejowana forma bezinteresownego miłosierdzia", mówi Katechizm), pojawiają się takie pojęcia jak śmierć z godnością i eutanazja, albo nieznany jest cel sedacji.

Omnes-17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

Traktowanie każdej osoby w sposób jak najlepszy, gdy zbliża się ona do końca życia, jest rzeczywiście dużym wyzwaniem. Pewien pacjent skomentował kiedyś swojemu lekarzowi: "Masz trochę specjalności niewdzięcznyMy, pacjenci i ich rodziny, oczekujemy od lekarzy, że będą leczyć; tymczasem wy nie leczycie, wy kontrolujecie ich ból i cierpienie!.

Ten dający do myślenia komentarz pozwala nam rozpoznać część prawdy. W zakresie opieki paliatywnej lekarze leczą u pacjenta choroby wspólne, te, które można wyleczyć. Ale gdy koniec jest bliski z powodu nieuleczalnej choroby, pacjent musi mieć zapewnioną opiekę i towarzystwo podczas tego procesu, aby on i jego rodzina przeżyli każdą chwilę jak najlepiej.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) definiuje opiekę paliatywną jako. "podejście, które poprawia jakość życia pacjentów i rodzin radzących sobie z problemami związanymi z chorobą zagrażającą życiu, poprzez zapobieganie i ulgę w cierpieniu dzięki wczesnej identyfikacji oraz nienagannej ocenie i leczeniu bólu oraz innych problemów fizycznych, psychospołecznych i duchowych"..

Definicja ta wskazuje, że w centrum zainteresowania opieki u kresu życia znajduje się zarówno pacjent, jak i jego rodzina. Rodzina jest jednostką opiekuńczą. Ponadto, aby odpowiednio leczyć różne rodzaje cierpienia, konieczna jest kompleksowa opieka, w której udział biorą najlepiej wyszkoleni specjaliści w każdej dziedzinie. Lekarze, pielęgniarki, asystentki pielęgniarskie, psycholodzy, pracownicy opieki religijnej lub kapelani, pracownicy socjalni, fizjoterapeuci, itp. muszą wnieść najlepszą wiedzę i pracować jako zespół, aby poradzić sobie z cierpieniem pacjenta.

Xavier Sobrevia jest lekarzem i delegatem Pastoral de la Salud w biskupstwie Sant Feliu de Llobregat.

Christian Villavicencio-Chávez jest geriatrą. Studia magisterskie z zakresu opieki paliatywnej. Profesor nadzwyczajny bioetyki i medycyny paliatywnej. Międzynarodowy Uniwersytet w Katalonii.

Więcej

Historyczny zbieg okoliczności

17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Osiemset lat temu św. Franciszek z Asyżu poprosił o odpust dla tych, którzy udali się do Porcjunkuli: to wyraźny precedens tego, czego pragnie papież Franciszek w ramach Jubileuszu Miłosierdzia.

Właśnie 2 sierpnia 2016 r., w środku Świętego Roku Miłosierdzia, minie 800 lat od Porcjunkuli, miejsca, o które św. Franciszek z Asyżu poprosił papieża Honoriusza III, przebywającego wówczas w Perugii, o udzielenie odpustu zupełnego wszystkim, którzy będą odwiedzać to miejsce i przystępować do spowiedzi. Byłby to pierwszy przypadek udzielenia odpustu poza Rzymem, św. Jakubem, św. Michałem z Gargano i Jerozolimą. Przede wszystkim przebaczenie wszystkich grzechów byłoby udzielane bezpłatnie. Jako że Dyplom Po pewnym wahaniu papież zgodził się, ale natychmiast został nakłoniony przez kardynała ze swojej świty do ograniczenia warunków odpustu: "Proszę mieć świadomość, że gdyby pan udzielił temu człowiekowi takiego odpustu, to zniszczyłby pan te zamorskie".

Być może, gdyby prośba św. Franciszka z Asyżu została przyjęta, nie byłoby okazji do reformy, którą wywołał Luter, nadużywając kwestii jałmużny i odpustów. Choć ograniczony, św. Franciszek coś uzyskał i potrafił to ogłosić: "Moi bracia i siostry, chcę was wszystkich zabrać do raju! Osiemset lat wcześniej uzyskał to, co teraz jest normą, czyli uzyskanie całkowitego odpuszczenia winy poprzez zwykłą pokutę, pójście do spowiedzi i do kościoła.

AutorOmnes

Świat

Wielki zaszczyt dla pierwszego narodu chrześcijańskiego

Omnes-17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

Z okazji wizyty papieża w Armenii ambasador w Hiszpanii pisze dla PALABRA analizę znaczenia podróży Franciszka do swojego kraju.

Avet Adonts

Na stronie Wizyta papieża do jakiegokolwiek kraju, jak w tym przypadku do Armenii, to wielki zaszczyt i bardzo ważne wydarzenie. Pomimo tego, że Ormiański Kościół Apostolski jest Kościołem niezależnym, historycznie nawiązano bardzo ciepłe stosunki z Kościołem katolickim, a w szczególności ze Stolicą Apostolską, które nadal są zachowywane i rozwijane.

Nawet dziś te relacje aktywnie się rozwijają. Jako fundamentalne dzieła będące przykładem wzajemnego szacunku warto wspomnieć umieszczenie w 2005 roku figury św. Grzegorza Iluminatora (lub Ormianina), apostoła Armenii i założyciela Kościoła ormiańskiego, w jednej z zewnętrznych nisz Bazyliki św. Piotra w Watykanie, co było pierwszym przypadkiem umieszczenia figury świętego obrządku wschodniego wśród świętych założycieli, którzy otaczają zewnętrzną część Bazyliki św. Piotra; oraz oficjalne uznanie ormiańskiego duchownego i filozofa św. Grzegorza z Nareku za Doktora Kościoła przez papieża Franciszka podczas mszy z okazji stulecia ludobójstwa Ormian.

Dosłownie dwa lub trzy dni temu ogłoszono hasło wizyty papieża Franciszka w Armenii, które brzmi następująco Wizyta w pierwszym państwie chrześcijańskim. W ten sposób papież Franciszek przejmuje pałeczkę od Jana Pawła II, który odwiedził Armenię w 2001 roku w ramach wydarzeń upamiętniających 1700-lecie przyjęcia chrześcijaństwa w Armenii. Jak wskazał Jego Świątobliwość Papież Franciszek w. Przesłanie do Ormianpodczas Mszy św. odprawionej 12 kwietnia 2015 r., Armenia została "pierwsi wśród narodów, którzy w ciągu wieków przyjęli Ewangelię Chrystusa"..

W 301 roku Armenia stała się pierwszym chrześcijańskim krajem na świecie, przyjmując chrześcijaństwo jako oficjalną religię państwową. Przez wieki, otoczeni przez niechrześcijańskie państwa i imperia, naród ormiański był poddawany wielu trudom i wojnom, ale pozostał niezłomny w swoim postanowieniu. Nigdy nie kwestionowali swojej chrześcijańskiej wiary. Wizyta papieża w Armenii jest hołdem dla narodu ormiańskiego i jego tysiącletniej historii, a także wezwaniem do pokoju dla regionu i świata.

Ta wizyta jest również priorytetowa dla Watykanu. Wynika to z programu wizyty. Papież spędzi w Armenii trzy dni: od 24 do 26 czerwca. Oprócz stolicy Erewania i Stolicy Apostolskiej Armenii, Eczmiaksyna, odwiedzi także Gyumri, drugie co do wielkości miasto Republiki, a także miejsca pielgrzymkowe o dużym znaczeniu religijnym na terytorium Armenii. Jego Świątobliwość Papież zostanie przyjęty przez najwyższe władze polityczne i religijne Armenii.

Avet Adonts jest ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnym Republiki Armenii w Królestwie Hiszpanii.

Świat

Papież nie zapomina o Ormianach

Omnes-17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

W dniach 24-26 czerwca papież Franciszek odbędzie podróż apostolską do Armenii, która ma być nowym kamieniem milowym w stosunkach ekumenicznych. Podróż zakończy się podpisaniem wspólnej deklaracji z Katolikosem Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego.

- Miguel Pérez Pichel

Przyjazd papieża Franciszka do Armenii 24 czerwca jest częścią jego wizyty w tym kraju. wezwanie do ewangelizacji zarówno na geograficznych, jak i egzystencjalnych peryferiach. Wpisuje się także w potrzebę wspierania dialogu ekumenicznego i zacieśniania więzi między Kościołem katolickim a Ormiańskim Kościołem Apostolskim. W tym sensie papież Franciszek ogłosił. Ormiański święty zakonnik Grzegorz Narek jako Doktor Kościoła 12 kwietnia 2015 r. podczas Mszy św. odprawionej z okazji setnej rocznicy ludobójstwa Ormian w St.

Armenia to kraj liczący 3 060 631 mieszkańców i zajmujący powierzchnię 29 800 km2, graniczący z Turcją, Gruzją, Azerbejdżanem i Iranem. Ludność ormiańska jest w większości prawosławna. 94,7 % ludności należy do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego (o tradycji prawosławnej). 4 % to katolicy lub protestanci, 1,3 % to Jazydzi, jest też niewielka społeczność muzułmańska.

Ormiański Kościół Apostolski wywodzi się z ewangelizacji prowadzonej przez apostołów Bartłomieja i Tadeusza. Armenia przyjęła chrześcijaństwo jako oficjalną religię w 301 roku za panowania Tiridatesa III dzięki pracy św. Grzegorza Iluminatora. Tym samym było to pierwsze państwo na świecie, które ogłosiło się chrześcijaninem. W 428 r. imperium perskie Sassanidów podbiło królestwo, choć Ormianie zdołali zapewnić sobie wolność religijną i pewną autonomię. W 506 roku chrześcijanie ormiańscy przyjęli monofizytyzm. W VII wieku kalifat islamski, który powstał na Półwyspie Arabskim, wchłonął Armenię. Po buncie w 780 r. Armenia zdołała ustanowić szeroką autonomię od władzy arabskiej. Odzyskała niepodległość w 885 r. Od tego czasu Ormianie musieli zmagać się z bizantyjskimi i arabskimi pretensjami ekspansjonistycznymi, a także z najazdami Turków, Mongołów i innych ludów azjatyckich. Sytuacja ta pozostawiła królestwo ormiańskie wyczerpane w obliczu rosnącej potęgi osmańskiej w późnym średniowieczu.

Hiszpania

Sewilla gospodarzem wystawy Expovida

Omnes-17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

W stolicy Sewilli prezentowana jest obecnie wystawa, która za pomocą obrazów rozbraja główne argumenty osób usprawiedliwiających aborcję.

Rafael Ruiz Morales

13 maja, w święto Matki Bożej Fatimskiej, Fundacja Valentína de Madariaga w Sewilli była gospodarzem inauguracji Expovidawystawa objazdowa promowana i wspierana przez organizację Prawo do życia , która będzie dostępna dla zwiedzających do 13 czerwca.

W obecności sporej liczby uczestników, dr Gador Joya rozpoczął refleksję nad obecną sytuacją prawa do życia w Hiszpanii, subtelnie osadzoną w obecnym okresie przedwyborczym.

Wystawa została zaaranżowana w uprzywilejowanym otoczeniu głównego dziedzińca pawilonu Stanów Zjednoczonych podczas Targów Światowych w 1929 roku, wokół którego rozmieszczone są elementy składające się na ekspozycję.

Osiem naturalnej wielkości reprodukcji różnych faz ewolucji płodu w łonie matki robi piorunujące wrażenie, czyniąc widzialną i namacalną rzeczywistość, która poza opiniami i wykraczając poza jakiekolwiek stanowisko ideologiczne, ma swój własny byt. Obok nich pojawia się ciekawy, głównie graficzny dyskurs, który otwiera zestawienie danych naukowych dotyczących ciąży człowieka, po czym pod epigonem "Drugi holokaust", ujawnia drastyczne techniki stosowane w eliminacji życia ludzkiego poprzez praktykę aborcji.

Dalej pokazuje przemilczane konsekwencje fizyczne i psychopatologiczne, jakich doznają kobiety poddane tej interwencji.

Z wystawy płynie mocny przekaz: kobieta, matka, musi być strefą wolną od kary śmierci.

Hiszpania

Jedna trzecia klasztorów na świecie znajduje się w Hiszpanii

Omnes-17 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

22 maja odbył się doroczny dzień modlitwy o powołania do kontemplacyjnego życia konsekrowanego. W Hiszpanii jest 9 153 zakonnic i mnichów.  

Henry Carlier

W niedzielę 22 maja, w uroczystość Trójcy Przenajświętszej,. Pro orantibus DayW tym dniu cały Kościół modli się do Pana o powołania do konsekrowanego życia kontemplacyjnego.

Zgodnie z Rokiem Świętym papieża Franciszka, tegoroczne hasło brzmiało. "Oto oblicze miłosierdzia", i jego cele: modlitwa za konsekrowanych mężczyzn i kobiety w życiu kontemplacyjnym, jako wyraz uznania, szacunku i wdzięczności za to, co reprezentują; uświadomienie tego specyficznego powołania, tak aktualnego i potrzebnego Kościołowi; promowanie inicjatyw sprzyjających życiu modlitwy i wymiarowi kontemplacyjnemu w Kościołach partykularnych poprzez udział wiernych w uroczystości klasztornej.

819 klasztorów
Z okazji Pro orantibus DaySekretariat Komisji Episkopatu ds. Życia Konsekrowanego opublikował kilka odkrywczych danych na temat dużej reprezentacji życia kontemplacyjnego w Hiszpanii, do tego stopnia, że nasz kraj "jedna trzecia ogólnej liczby klasztorów na świecie".

Sekretariat zauważa również, że "najliczniejszą obecność ma żeńskie życie kontemplacyjne, z łączną liczbą 784 klasztorów żeńskich i 8.672 zakonnic". (dane te dotyczą grudnia 2015 roku). Klaryski i karmelitanki bose to zgromadzenia o największej liczbie mniszek kontemplacyjnych w Hiszpanii i w całym Kościele.

Mamy tu na myśli klasztory autonomiczne, mające bezpośrednie połączenie z biskupem diecezji, w której się znajdują.

Klasztory męskie rządzą się podobnymi zasadami jak życie zakonne, co znajduje również odzwierciedlenie w specyficznej misji apostolskiej, którą realizują.

W grudniu 2015 roku Hiszpania miała 35 klasztorów męskich i łącznie 481 mnichów. Klasztory z największą ilością mnichów to klasztory benedyktyńskie i cysterskie.

W tym Pro orantibus Day  Modlitwy odmawia się także za pustelników i pustelnice, którzy przeżywają swoją kontemplacyjną duchowość w jeszcze większej samotności. Są tacy, którzy prowadzą to życie pustelnicze ukryte przed oczami ludzi, zamieszkując w odległych miejscach w różnych diecezjach Hiszpanii.

Według diecezji
Toledo jest diecezją, w której znajduje się najwięcej klasztorów żeńskich - 39, tuż za nim jest Sewilla - 37, Madryt - 32, Valladolid - 27, Burgos - 26, Walencja - 25, Pampeluna i Tudela, Granada i Kordoba - 22, Malaga - 19.

Burgos to diecezja z największą liczbą klasztorów męskich: 4, następnie Madryt z 3 oraz Wyspy Kanaryjskie, Orihuela-Alicante oraz Pampeluna i Tudela z 2.

Z okazji tego dnia abp Vicente Jiménez Zamora, arcybiskup Saragossy i przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Życia Konsekrowanego, zwrócił uwagę, że. "W Kościele życie konsekrowane, a w sposób szczególny kontemplacyjne życie konsekrowane, jest powołane do tego, by być żywą przejrzystością miłosiernego Oblicza Chrystusa".

Hiszpania

Przedmiot religia: liczba uczniów na maturze podwaja się

Omnes-16 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Z najnowszego raportu Konferencji Episkopatu na temat wyboru przez uczniów katolickiej edukacji religijnej pozytywnie zaskakuje zauważalny wzrost liczby uczniów z maturą.

Javier Hernández Varas y Diego Pacheco

W związku z przygotowywaniem projektu paktu edukacyjnego, który ma zostać wprowadzony w życie po wyborach powszechnych, oto kilka uwag dotyczących nauczania religii, o których należy pamiętać przy tworzeniu tak ważnego dokumentu o ogromnym znaczeniu dla przyszłości naszych uczniów.

W pierwszym argumencie o charakterze statystycznym należy wziąć pod uwagę, że mimo obecnej sytuacji, która powoduje obiektywne trudności mające reperkusje w pogorszeniu jakości lekcji religii, 63 % uczniów nadal chce korzystać z katolickiej edukacji religijnej. W roku akademickim 2015-16 na ogólną liczbę 5 811 643 zapisanych uczniów, zapisało się do niego 3 666 816 uczniów.

Przemyślenie wiary na nowo w epoce cyfrowej

16 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

W epoce cyfrowej, w której żyjemy, nie możemy zaprzeczać ryzyku, na które się narażamy, ale nie możemy też nie dostrzegać wielkich możliwości, które przed nami stoją.

Temat nieodwracalny: sieci społeczne. Politycy, telewizja, radio, firmy, przedsiębiorstwa itd. wszyscy tak je przyjęli, że bez nich te realia są już nie do pomyślenia. Są one również wyzwaniem i szansą dla organizacji katolickich.

Wyzwanie, bo mają wpływ (na lepsze i gorsze) na nasze życie. Szansa, ponieważ oferują nam niewyobrażalne wcześniej korzyści w odniesieniu do ewangelizacji.

AutorOmnes

Hiszpania

Wpływ gospodarczy działalności kulturalnej Kościoła: 32 mld euro

Omnes-16 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Misja Kościoła ma niewątpliwie charakter duchowy, ale jego działalność ma korzystny wpływ na gospodarkę. Świadczą o tym najnowsze badania opublikowane przez EWG.

Henry Carlier

W ostatnich tygodniach i w kontekście kampanii składania deklaracji podatkowych Konferencja Episkopatu Hiszpanii (CEE) realizuje godne pochwały zadanie przejrzystości, dostarczając opinii publicznej obfitych informacji nie tylko na temat działalności Kościoła i sposobu, w jaki wykorzystuje on 250 mln euro, które otrzymuje co roku od podatników, ale także na temat wpływu ekonomicznego wszystkich swoich działań kulturalnych, charytatywnych, liturgicznych i edukacyjnych.

Z pewnością można powiedzieć, że społeczeństwo hiszpańskie trafiło w dziesiątkę z Kościołem, z jego bogatym dziedzictwem kulturowym i z całą tą kumulacją działań, inicjatyw i wysiłków ludzi i instytucji kościelnych, które później wracają - bezpośrednio lub pośrednio - z korzyścią dla wszystkich. Nikt z odrobiną obiektywizmu nie wątpi w tę rzeczywistość. Trudną rzeczą jest jej skwantyfikowanie. I nad tym właśnie pracuje obecnie EWG, a w szczególności jej wicekretariat ds. gospodarczych.

Kultura

Zielone Świątki w sztuce

Omnes-16 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 1 minuta

20 maja 1985 r. Jan Paweł II wygłosił homilię podczas mszy z udziałem artystów w Brukseli: "Kościół od dawna zawarł z wami przymierze [...] Nie przerywajcie tego niezwykle owocnego kontaktu! Nie zamykajcie swego ducha na tchnienie Bożego Ducha!".. Ten dialog między sztuką a Kościołem był niewątpliwie ważną troską Jana Pawła II. W Brukseli zajął się problemem artystycznego przedstawienia Boga.

Przedstawienie boskiej tajemnicy jest podstawowym problemem sztuki chrześcijańskiej. Dotyczy to również sposobu przedstawiania Ducha Świętego. Artyści muszą zdecydować, w jakim symbolicznym języku można najbardziej adekwatnie wyrazić rzeczywistość kryjącą się za rzeczami widzialnymi. Przedstawienie Ducha Świętego nie jest też oczywiste w historii sztuki.

Pierwsze ikonograficzne przedstawienia Pięćdziesiątnicy pojawiły się w V wieku jako konsekwencja dogmatycznych decyzji soborów w Nicei (325) i Konstantynopolu (381). W każdym razie najważniejszą formułą dotyczącą Ducha Świętego w obrazach późnego antyku była. gołąb (Mt 3,16), zgodnie z wielkim znaczeniem świadectwa biblijnego w wierze wczesnego Kościoła. Również w sztuce współczesnej najczęstszym wizerunkiem Ducha Świętego jest gołębica.

W III i IV wieku pisarze kościelni odnosili alegorycznie gołębia do Chrystusa lub do duszy ludzkiej i takie samo znaczenie miał on w reliefach i malowidłach ówczesnej sztuki sepulkralnej. Ponieważ jednak biblijna prawda o Bogu Trójjedynym została podniesiona do rangi dogmatu Kościoła (381), gołębica w obrazach została zarezerwowana dla Osoby Ducha Świętego. Na obrazach promienie, które ją otaczają lub z niej emanują, wskazują na jej status jako boskiego daru.

Inicjatywy

Nadzieja dla bliskowschodnich chrześcijan w Austrii

Omnes-16 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Austria ma 8,7 mln mieszkańców, a w zeszłym roku przyjęła 90 tys. uchodźców: z wyjątkiem Szwecji żaden inny kraj w Unii Europejskiej nie przyjął tylu. AMAL jest jednym z inspirowanych przez chrześcijan stowarzyszeń, w którym współpracują ludzie chcący pomagać i wspierać uchodźców.

AMAL to arabskie słowo oznaczające nadzieję. Stowarzyszenie towarzyszy głównie rodzinom chrześcijańskich migrantów, głównie z Syrii i Iraku, którzy otrzymali już azyl od państwa i pozostaną w kraju.

Imad, jego żona Ghadir i trójka ich dzieci w wieku od 4 do 8 lat są bardzo wdzięczni za pracę AMAL. Są katolicką rodziną z Damaszku, gdzie Imad miał dobrą pracę jako kierownik firmy. Ale potem przyszła wojna i prześladowanie chrześcijan. Rodzina uciekła do Austrii w pełną wrażeń podróż. "Kiedy przybyliśmy do Austrii, wyjaśniliśmy wszystkim, że jesteśmy chrześcijanami. Byli bardzo zaskoczeni: nie wiedzieli, że w Syrii są chrześcijanie. Musieliśmy im najpierw wyjaśnić, że tak, w Syrii są chrześcijanie!mówi Imad.

Więcej
Ameryka Łacińska

Populizmy w Ameryce, więcej bólu niż chwały

Omnes-16 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Boliwariańska lewica jest w Ameryce Łacińskiej w odwrocie, zdławiona przez własne ekscesy: złe zarządzanie państwem, korupcję, nadużywanie władzy, personalizm i kryzys gospodarczy. 

Juan Ignacio Brito

Polityczna gwiazda populistycznej lewicy Ameryki Łacińskiej gaśnie. Dekadę temu świeciła jasno, dziś została odsunięta od władzy, jej godziny są policzone lub jest poważnie zagrożona w krajach, w których do niedawna dominowała bez przeciwwagi. Pogorszenie sytuacji gospodarczej, zmęczenie ludności polaryzującym dyskursem, szalejąca korupcja i wyczerpanie personalizmu sprawiły, że tendencja polityczna, która obiecywała uwolnienie Ameryki Łacińskiej z jej łańcuchów, w końcu doprowadziła do powstania nienawiści i jeszcze większej biedy. Nie dziwi fakt, że boliwariańska lewica skrytykowała decyzję brazylijskiego Senatu o wszczęciu procedury impeachmentu i zawieszeniu prezydent Dilmy Rousseff na 180 dni, potępiając ją jako "zamach stanu". To częsty zarzut w politycznym słowniku postępowego populizmu. Nie idąc dalej, Nicolás Maduro, prezydent Wenezueli, uciekł się do niej, aby uzasadnić swoją decyzję o ogłoszeniu stanu wyjątkowego w gospodarce i wezwaniu do "zamachu stanu". "odzyskanie aparatu produkcyjnego, który został sparaliżowany przez burżuazję".poprzez przejęcia firm. Celem, według Maduro, jest. "pokonać zamach stanu"..

Juan Ignacio Brito jest Dziekan Wydziału Komunikacji, Universidad de los Andes, Santiago de Chile.

Ameryka Łacińska

Udaj się na peryferie kanadyjskiej dalekiej północy

Kanada: dziesięć milionów kilometrów kwadratowych, drugi co do wielkości kraj na świecie, trzydzieści sześć milionów mieszkańców, 40 % katolików... Dziesięć prowincji na południu i trzy terytoria narodowe na. Grand NordPeryferia z jednymi z największych i najbardziej wyludnionych diecezji na świecie. Jej biskupi mówią do nas.

Fernando Mignone-16 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 5 minuty

W Kanadzie są 62 diecezje obrządku łacińskiego i dziesięć diecezji obrządku wschodniego. 25 stycznia papież Franciszek przeniósł sześć diecezji na kanadyjskiej północy na zwykłe prawo kanoniczne. Innymi słowy, nie będą już otrzymywać wsparcia finansowego z Rzymu jako misje. Ale ponieważ najwyraźniej tego potrzebują (tylko dwie z 32 wspólnot na Terytoriach Północno-Zachodnich są samowystarczalne), Kanadyjska Konferencja Biskupów Katolickich (CCCB) zastanawia się nad rozwiązaniami. 25 stycznia przewodniczący CCCB, bp Douglas Crosby, OMI z Hamilton (Ontario), przypomniał, że Kościół pielgrzymujący jest z natury misyjny. "Jako katolicy weszliśmy w nowy etap naszej historii. Teraz, wszyscy razem, musimy kontynuować nasz wspólny wysiłek, aby znaleźć nowe sposoby utrzymania i rozszerzenia naszej obecności i usług w Północnej Kanadzie"..

Terytorium Jukonu

Bp Hector Vila urodził się w Limie w 1962 roku. 7 lutego br. objął w posiadanie 725 tys. km2 diecezji Whitehorse, w której mieszka 42 tys. osób, z czego 8 tys. to katolicy. "Odległości są wyzwaniem. Najdalsza misja jest oddalona o tysiąc kilometrów. Zimą, przy temperaturze minus 40 czy 50 stopni Celsjusza, są obszary całkowicie odcięte od świata.. Pewnego razu poprzedni biskup udał się w Wielki Czwartek do bardzo odległego miasta. Problem polegał na tym, że zbiegło się to z finałem hokejowym, więc tylko jedna osoba poszła na Msza w Cena Domini. "Chodzenie do kościoła w niedzielę jest tu względne: ksiądz może przyjechać po długiej podróży, ale może jest gra w bingo, która jest dla ludzi większym priorytetem niż msza".

"Kolejnym wyzwaniem jest to, że na 23 parafie i misje przypada pięciu księży i ja. Trudno je objąć, poza Whitehorse, gdzie mieszkam. W zależności od bliskości Whitehorse, jeździ się w te miejsca raz lub dwa razy w miesiącu. Otwiera to dystans między Kościołem a ludźmi. Czasami wysyłamy księży, którzy przyjeżdżają z zewnątrz i zostają na rok lub dwa, ale potem wracają do swoich diecezji. Nie można tworzyć wspólnoty".ubolewa. Potrzeba pasterzy jest ogromna. "W sezonie letnim, w niektórych miejscach, jak Dawson City, jest więcej ludzi. Turyści przyjeżdżają popatrzeć na przyrodę, a liczba czcicieli wzrasta. Ale kiedy ludzie opuszczają miasto, wyjeżdżają na ryby lub polowania w głąb lasu..., liczba osób uczestniczących we Mszy św. bardzo maleje.. Dlatego, "Brakuje obecności duszpasterskiej, a każda wspólnota ma swoje trudności. W niektórych miejscach zdarzają się samobójstwa, przypadki zażywania narkotyków, alkoholu..."..

Jednak, "W gminie Teslin jest inaczej. Mają one starsi [starsi, liderzy], którzy cały czas przychodzą na Mszę św. Ta wspólnota opiera się na pracy siostry Trudy z kanadyjskiego publicznego stowarzyszenia wiernych. Dom Madonnyktóry w diecezji jest od 62 lat. lat. Od 20 czy 30 lat Trudy odwiedza społeczność, osoby starsze, w każdej potrzebie. Ta obecność duszpasterska sprawiła, że kiedy ich odwiedzałem, zastałem dobrze uformowaną wspólnotę"..

Terytoria Północno-Zachodnie

Biskup Mark Hagemoen, którego diecezja Mackenzie-Fort Smith obejmuje 1 500 000 kilometrów kwadratowych, opowiada, jak w niedzielę 1 maja przybył do pewnej wioski, gdzie ochrzcił dziesięciu wiernych i potwierdził 65 innych. Niedługo wcześniej był w innej wsi, której mieszkańcy wyremontowali kaplicę po zniszczeniu jej przez powódź. Biskup Hagemoen mógł udzielić 17 pierwszych komunii. Od 20 lat nie było tam żadnego. "To był świetny sposób na ponowne otwarcie tej kaplicy, która była przepełniona. Nasi mieszkańcy uwielbiają sprawować sakramenty i pogrzeby. Mam 8 księży, 5 sióstr zakonnych i młodego człowieka, pochodzenia wietnamskiego, który we wrześniu rozpocznie pierwszy rok w seminarium Chrystusa Króla koło Vancouver".. To duszpasterstwo służy 50 tys. mieszkańców, z których połowa to katolicy. Mówi się pół tuzina rdzennych języków i dialektów (niektóre zagrożone), a także po angielsku i francusku.

Bp Hagemoen urodził się w Vancouver w 1961 r., a święcenia kapłańskie przyjął 12 maja 1990 r. Był rektorem małej katolickiej uczelni i zapalonym alpinistą, gdy w październiku 2013 r. został mianowany biskupem. "Laudato si' przemawia w szczególny sposób do tego ludu".mówi, "Ale karibu znikają z powodu zmian klimatycznych, a górnictwo musi się poddać wymaganiom Stwórcy, według kilku starsi"

Kilka dni temu połączyłem się przez telefon komórkowy z biskupem Hagemoenem, gdy był w trasie w Arktyce Zachodniej. "Często odwiedzam nasze 32 wspólnoty, z których tylko 5 to parafie. Kiedy przyjechałem, niecałe trzy lata temu, 7 nie miało żadnych wież telefonii komórkowej; dziś wszystkie są...".Jest to zarówno błogosławieństwo, bo oznacza lepszą komunikację, jak i nieszczęście, bo sprzyja homogenizacji kulturowej, materializmowi i hedonizmowi. "Mamy, w mieście Yellowknife, dwie katolickie szkoły podstawowe i katolickie liceum, dotowane przez państwo".. Są jedynymi w diecezji. Yellowknife jest stolicą terytorium, odwiedził ją św. Jan Paweł II. Tenże papież próbował spotkać się z rdzenną ludnością w Fort Simpson, liczącym 1300 mieszkańców, podczas swojej podróży po Kanadzie we wrześniu 1984 roku, ale mgła uniemożliwiła mu lądowanie. Skierował się do Yellowknife, skąd przez radio obiecał czekającym na niego, że wróci. Uczynił to w dniach 19 i 20 września 1987 r.

Terytorium Nunavut

Diecezja Churchill-Hudson Bay, o powierzchni prawie 2 000 000 kilometrów kwadratowych, obejmuje północną część prowincji Manitoba i znaczną część Terytorium Nunavut, którego pokrywa lodowa sięga bieguna północnego. Nunavut zamieszkuje 35 000 osób; 85 % to. inuici (Eskimo). W diecezji jest około 10 tys. katolików. Posługują się językiem Inuktikut, w którym wydawane są liczne czasopisma religijne.

Bp Antoni (Tony) Krotki, Misjonarz Oblat Maryi Niepokalanej, urodził się w 1964 r., a wyświęcony został w 1990 r. w Polsce. Następnie udał się do Nunavut, gdzie trzy lata temu otrzymał święcenia biskupie. Niełatwo było się z nim skontaktować telefonicznie, ponieważ burza śnieżna uniemożliwiła mu podróż do celu po podaniu potwierdzeń w Whale Cove. Ma 17 parafii, 8 księży (4 to polscy oblaci) plus biskupa emeryta Reynalda Rouleau OMI, dwie siostry zakonne (w Whale Cove) i seminarzystę polskiego pochodzenia, który w 2017 roku otrzyma święcenia diecezjalne. Będzie miał wtedy dwóch księży inkardynowanych do diecezji. Z pasją mówi o wychodzeniu na peryferia. "Jeśli cię przyjmują, sami zabierają cię na peryferie. Może to być sytuacja w domu, jak strata bliskiej osoby, kiedy rodzinie jest tak źle, że potrzebują Twojej obecności, abyś był i szedł z nimi"..

Ta wieś jest w bardzo trudnej sytuacji. "Nasz lud był koczowniczy, podróżował. Dziś w wioskach, które mamy, nie mogą już jeździć, bo mają wybudowany dom. Młodym ludziom trudno jest poradzić sobie z sytuacją; co robisz; nie masz pracy, nie masz dużych szans na zatrudnienie. Będziesz musiał iść gdzieś indziej na studia, ale kiedy skończysz i będziesz miał dyplom, to gdzie będziesz pracował, jeśli twoja społeczność liczy 300 czy 600 osób? Nie ma miejsc pracy dla nikogo. A potem pojawia się frustracja. Życie jest więc bardzo trudne. Oni zawsze szukają"..

Bp Krotki wzywa misjonarzy do. "Chcemy, aby byli obecni w każdej chwili życia rodzin. Rodziny są dla nas najważniejsze. Widzimy, że wszystko zaczyna się w rodzinie. Rodziny są tu bardzo duże i są połączone ze społecznościami oddalonymi o tysiąc czy dwa tysiące kilometrów. Muszą być silni, aby utrzymać więź z krewnymi, których nie mogą odwiedzić"..

Dlatego Kościół musi dostosować się do tej specyfiki. "My misjonarze musimy przyjąć ich sposób życia, ich zwyczaje, ich historię, a to nie jest łatwe, gdy mamy inną kulturę. Musimy stworzyć przestrzeń dla tego, co nowe, co widzimy w Arktyce. A nasi ludzie, którzy tu mieszkają realizują się, którzy potrafią przyjąć swoją kulturę, zwyczaje, tradycje, sposób życia i przeżycia. Czy wszyscy misjonarze potrafią to zrobić? Poznałem kilku, którzy nie potrafili. Z peryferiami spotykamy się na co dzień. A szczególnie wtedy, gdy młodym ludziom jest ciężko, przeżyć, żyć, gdy ich życie wisi na cienkiej nitce". (nawiązując do faktu, że jest wiele samobójstw, zwłaszcza wśród młodych ludzi).

"Z mojego doświadczenia wynika, że to ludzie mówią mi, gdzie mam iść, gdzie są peryferia, co mam robić. Sólo necMuszę słuchać. Myślę, że dzisiejsi misjonarze muszą być uważni. W przeciwnym razie nie będziemy w stanie uczynić całego dobra, które jest od nas wymagane"..

AutorFernando Mignone

Montreal

Ameryka Łacińska

"Papież Franciszek jest człowiekiem Kościoła na ten moment".

Omnes-13 de czerwiec de 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

Na niektóre ważne momenty w najnowszej historii Kościoła spoglądamy z bpem Szymańskim, który mając 94 lata był świadkiem z pierwszej ręki niektórych kamieni milowych, jak choćby Soboru Watykańskiego II, w którym uczestniczył. 

Lourdes Angélica Ramírez, San Luis Potosí

Dnia 8 października 1965 r. papież Paweł VI zamknął Sobór Watykański IIw którym uczestniczyło 2540 biskupów z całego świata. Wśród tych, którzy jeszcze przeżyli jest bp Arturo Antonio Szymanski Ramírez, lat 94, arcybiskup emerytowany San Luis Potosí (Meksyk). Kulturalny i prosty człowiek, jego inteligentna narracja przeplata się z jowialnym humorem, który jest zaraźliwy. Z sympatią przegląda osobiste wspomnienia z tamtych lat.

Byłeś Ojcem Soboru i poznałeś Benedykta XVI i Jana Pawła II. Co możesz nam o nich powiedzieć?
-Benedykt XVI to mądry człowiek, który posunął się tak daleko, że próbował uporządkować doktryny. Był papieżem, który wiele zrobił dla Kościoła. Byłem nim zdumiony. Tylko, że on jest Niemcem i był nauczycielem. Poznałem go na Soborze Watykańskim II. W pierwszej sesji soboru Ratzinger był doradcą kardynała Josefa Fringsa, arcybiskupa Kolonii. Ale już na drugiej sesji został mianowany teologiem soboru, bo widziano, że ma duże zdolności. Na soborze walczyli ze sobą kardynał Alfredo Ottaviani, który był z nurtu rzymskiego, i kardynał Frings, który był z nurtu odnowy Kościoła. To było bardzo ciekawe, bo obaj byli półślepi i na Soborze można było zobaczyć, jak walczyli ze sobą w sali soborowej, a po kłótniach obaj półślepi szli ramię w ramię do kawiarni, gdzie wszyscy przechodziliśmy obok Bazyliki św. Piotra.

Na Sobór pojechałem, aby dowiedzieć się, co myśli episkopat całego świata. Poznałam Afrykanów, Chińczyków... Rozmowy podczas posiłków były bardzo wzbogacające.

Kardynał Wyszyński, który był prymasem polskich biskupów, zapraszał na obiad wszystkich z polskim nazwiskiem i mnie zaprosił, ze względu na nazwisko, ale ja nie byłem Polakiem [śmiech]. I poszedłem na obiad, w uliczkę koło sądu, niedaleko Watykanu. Przyjechałem i kiedy nadszedł czas, aby podejść do stołu, Wyszyński, który był dla Polaków jak książę, usiadł u wezgłowia stołu i mnie posadził po swojej prawej stronie, a po drugiej stronie młody biskup zwany "Lolek". I jedliśmy, rozmawialiśmy..., krótko mówiąc, bardzo się zaprzyjaźniliśmy i kiedy skończyliśmy jeść, kardynał zapytał mnie, czy przywiozłem samochód. Powiedziałam mu: "Przyjechałem taksówką. Następnie powiedział do "Lolka", "Zabierzcie go". "Lolek" to oczywiście Karol Wojtyła. Podwiózł mnie więc małym Fiatem i zaprzyjaźniliśmy się. I próbowaliśmy, szukaliśmy się nawzajem i wszystko. Był mniej więcej w moim wieku, trochę starszy ode mnie. Lubiłem go, bo był bardzo przystępny. Potem pisaliśmy do siebie i nagle, kiedy zaczęło się konklawe mające wybrać następcę Jana Pawła I, pewnego dnia kardynał Corripio, który nie był jeszcze wtedy kardynałem, odezwał się do mnie i powiedział: "Hej, nie słyszałaś w radiu, że Papa wyszedł z bardzo dziwnym nazwiskiem 'Woj-cośtam'? Myślę, że musi być Afrykańczykiem".. Włączyłem radio i usłyszałem, że mój przyjaciel został wybrany na papieża. Wysłałem mu kilka listów, w których pisałem, że jestem szczęśliwy, że papież jest moim przyjacielem. A kiedy jechał do Rzymu, pisałem do niego, że jadę, a on zawsze zapraszał mnie do koncelebry, na obiad czy śniadanie. Ilekroć szłam, zawsze mnie zapraszał. Papież był moim przyjacielem i był moim kierowcą.

Od podróży apostolskiej papieża Franciszka do Meksyku minęło kilka miesięcy. Jaka jest Twoja ocena?
-Papież jest człowiekiem Kościoła na tę chwilę, a wizyta jest, co wszyscy sobie uświadomiliśmy, wizytą Pasterza. Przyszedł jako Pasterz, nie obchodziło go, czy są to owce, czy kozy, czy Bóg wie co. Mówił do wszystkich jako do członków rodziny ludzkiej i przyszedł, aby zrobić to, o czym często mówił: żyć liturgią spotkania. Aby żyć liturgią spotkania, każdy z nas musi poznać swoją osobowość, swój temperament. Z temperamentem, który dał nam Bóg, powinniśmy być ludźmi o dobrym charakterze, więc nie powinniśmy się kłócić. Znając charakter każdego z nas, musimy zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy tacy sami, że jesteśmy różni. Dlatego musimy żyć różnorodnością, a w różnorodności musimy mieć do czynienia z tymi, którzy wierzą i tymi, którzy nie wierzą. Jesteśmy zróżnicowani. Jesteśmy różnorodni. Co mamy zrobić? Szukajcie wspólnego dobra, i to jest teologia spotkania, którą papież uświadomił sobie teraz, gdy jest w Meksyku.

Argumenty

Pytaj z sercem

Liturgia proponuje trzy święta o "syntetycznym" charakterze: Trójcy Przenajświętszej, Bożego Ciała i Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Juan José Silvestre-1 czerwca 2016 r.-Czas czytania: 6 minuty

Po głównym okresie roku liturgicznego, który koncentruje się na Wielkanocy, trwa trzy miesiące - najpierw czterdzieści dni Okresu Wielkanocnego, potem czterdzieści dni Okresu Wielkanocnego, a następnie czterdzieści dni Okresu Wielkanocnego. Post a następnie pięćdziesiąt dni Okresu Wielkanocnego - liturgia proponuje trzy święta, które mają "syntetyczny" charakter: Trójcy Przenajświętszej, Trójcy Przenajświętszej, Trójcy Przenajświętszej i Trójcy Przenajświętszej. Korpus Chrystusa i wreszcie Najświętsze Serce Jezusa. Ta ostatnia uroczystość każe nam rozważać Serce Jezusa, a wraz z nim całą Jego osobę, gdyż serce jest streszczeniem i źródłem, wyrazem i ostatecznym tłem myśli, słów i czynów: "Bóg jest miłością". (1 J 4:8). Kiedy podczas antyfony komunijnej tej uroczystości kierujemy nasz wzrok na przebity bok Chrystusa, o którym mówi św. Jan (por. 19, 37), rozumiemy bardzo mocne stwierdzenie Ewangelisty w jego pierwszym liście: "Bóg jest miłością".. "To właśnie tam, na krzyżu, można dostrzec tę prawdę. I to właśnie na tej podstawie musimy teraz określić, czym jest miłość. I z tego spojrzenia chrześcijanin odnajduje orientację swojego życia i swojej miłości". (Deus caritas est, 12).

Święte Serce

Uroczystość Najświętszego Serca ułatwia nam otwarcie serca, pomaga nam widzieć sercem. Dobrze jest pamiętać, że Ojcowie Kościoła za największy grzech świata pogańskiego uważali jego nieczułość, twardość serca i często cytowali proroctwo proroka Ezechiela: "Zabiorę ci serce kamienne i dam ci serce z ciała". (por. Ez 36, 26). Nawrócić się do Chrystusa, stać się chrześcijaninem, oznaczało otrzymać serce z ciała, serce wrażliwe na mękę i cierpienie innych. To także papież Franciszek, który w naszych czasach z mocą przypomina nam, że globalizacja obojętności rozprzestrzenia się coraz bardziej: "...globalizacja obojętności jest globalizacją obojętności".W tym świecie globalizacji wpadliśmy w globalizację obojętności: przyzwyczailiśmy się do cierpienia innych, nie ma ono nic wspólnego z nami, nie obchodzi nas, nie dotyczy nas"! i dlatego intensywnie pytał: "Bóg miłosierdzia i Ojciec wszystkich, obudzić nas ze snu obojętności, otwiera nasze oczy na ich cierpienie i uwolnij nas od nieczułości, będącej owocem światowego dobrobytu i od zamknięcia się w sobie". (Franciszek, Modlitwa ku pamięci ofiar migracji, Lesbos, 16 kwietnia 2016).

Musimy być przesiąknięci rzeczywistością, że nasz Bóg nie jest Bogiem odległym, nietykalnym w swojej błogości. Nasz Bóg ma serce; rzeczywiście, ma serce z ciała. Stał się ciałem właśnie po to, aby mógł z nami cierpieć i być z nami w naszych cierpieniach. Stał się człowiekiem, aby dać nam serce z ciała i wzbudzić w nas miłość do tych, którzy cierpią, do tych, którzy są w potrzebie. Jak obrazowo mówił św. Josemaría: "Zauważmy, że Bóg nie oświadcza nam: 'Zamiast serca dam wam wolę czystego ducha. Nie: On daje nam serce, i to serce z ciała, na wzór serca Chrystusa. Nie mam jednego serca, by kochać Boga, a drugiego, by kochać ludzi na ziemi. Tym samym sercem, którym kochałem moich rodziców i kocham moich przyjaciół, tym samym sercem kocham Chrystusa, i Ojca, i Ducha Świętego, i Maryję Świętą. Nigdy nie zmęczę się powtarzaniem tego: musimy być bardzo ludzcy; inaczej nie możemy być też boscy". (To Chrystus, który przechodzi obok, 166).

Łzy Jezusa

Godnym podziwu przejawem tego serca cielesnego Chrystusa jest to, że nasz Bóg umie płakać. Jest to jedna z najbardziej poruszających stron Ewangelii: kiedy Jezus zobaczył Marię płaczącą nad śmiercią swojego brata Łazarza, nawet On nie mógł powstrzymać łez. Był głęboko poruszony i wybuchnął łzami (por. J 11,33-35). "Ewangelista Jan za pomocą tego opisu pokazuje, jak Jezus jednoczy się z żalem swoich przyjaciół, dzieląc ich smutek. Łzy Jezusa w ciągu wieków zastanawiały wielu teologów, ale przede wszystkim obmyły wiele dusz, ukoiły wiele ran" (Franciszek, Czuwanie łez, 5 maja 2016). Wobec oszołomienia, przerażenia i łez modlitwa do Ojca wypływa ze współrozumu Chrystusa. "Modlitwa jest prawdziwym lekarstwem na nasze cierpienie" (idem).

Prośba o przebaczenie grzechów

W czasie Mszy Świętej jest wiele momentów, w których znajdujemy się na modlitwie do Ojca w obliczu cierpienia i bólu za popełnione grzechy, prawdziwe źródło wszelkiego zła. Jedną z nich jest modlitwa, którą kapłan kieruje do Boga na zakończenie aktu pokutnego Mszy Świętej: "Niech wszechmogący Bóg zmiłuje się nad nami, przebaczy nam nasze grzechy i doprowadzi nas do życia wiecznego". Formuła ta znajduje się już w XIII-wiecznym rękopisie z Archiwum Santa Maria Maggiore, a znajdujemy ją także, w podobnej formie, w X-wiecznym Pontyfikule rzymsko-germańskim, wśród modlitw, które w obrzędach pokuty publicznej lub prywatnej towarzyszyły spowiedzi penitenta.

Te słowa błagania skierowane przez kapłana do Boga, w których prosi on w sposób ogólny o przebaczenie grzechów ("dimissis peccatis nostris"), manifestują jego funkcję pośrednika, która odpowiada mu w takim stopniu, w jakim sakramentalnie reprezentuje Chrystusa, który zawsze wstawia się za nami przed Ojcem.

Rozważając rolę kapłana jako pośrednika, jako orędownika, możemy wziąć pod uwagę niektóre słowa papieża Franciszka, w których przypomina on kapłanom o potrzebie daru łez. "W jaki sposób kapłan towarzyszy i pomaga nam wzrastać na drodze świętości? Poprzez cierpienie duszpasterskie, które jest formą miłosierdzia.Co oznacza cierpienie duszpasterskie? Oznacza to cierpienie dla ludzi i z ludźmi. A to nie jest łatwe. Cierpieć jak ojciec i matka cierpią za swoje dzieci; powiedziałbym nawet, z niepokojem....

Aby się wytłumaczyć, zadaję kilka pytań, które pomagają mi, gdy przychodzi do mnie ksiądz. Pomagają mi również, gdy jestem sam przed Panem. Powiedz mi: płaczesz, czy zgubiliśmy łzy? Pamiętam, że w starych Mszalikach, tych z innej epoki, jest piękna modlitwa z prośbą o dar łez. Modlitwa zaczynała się tak: "Panie, Ty, który dałeś Mojżeszowi polecenie uderzenia w kamień, aby popłynęła woda, uderz w kamień mojego serca, aby łzy...": tak mniej więcej wyglądała modlitwa. To było piękne. Ale ilu z nas płacze przed cierpieniem dziecka, przed zniszczeniem rodziny, przed tyloma ludźmi, którzy nie mogą znaleźć swojej drogi... Płacz kapłana... Czy płaczesz? Czy może w tym prezbiterium zgubiliśmy nasze łzy? Czy płaczesz za swoim ludem? Powiedz mi, czy odmawiasz modlitwę wstawienniczą przed tabernakulum? Czy walczysz z Panem o swój lud, jak walczył Abraham: "A gdyby było ich mniej? A gdyby było ich 25? A gdyby było ich 20?..." (por. Rdz 18, 22-33). Ta odważna modlitwa wstawiennicza... Mówimy o parresia, o odwadze apostolskiej, myślimy o projektach duszpasterskich, to dobrze, ale sama parresia jest potrzebna także w modlitwie. Czy walczysz z Panem, czy spierasz się z Panem jak Mojżesz? Kiedy Pan miał dość, zmęczony swoim ludem i powiedział do niego: "Ty bądź spokojny... zniszczę ich wszystkich, a ciebie uczynię przywódcą innego ludu", "Nie, nie! Nie, nie! Jeśli zniszczycie ludzi, zniszczycie też mnie". Mieli spodnie! I stawiam pytanie: Czy mamy spodnie, aby walczyć z Bogiem o nasz lud?" (Franciszek, Przemówienie do duchowieństwa diecezji rzymskiej, 6.III.2014) Jak wiele dobrego zrobiłoby nam odmawianie tej krótkiej modlitwy w duchu wstawiennictwa, o którym mówi do nas Ojciec Święty, z prawdziwym sercem z ciała!

Nasze grzechy

Wracając do modlitwy, z jej czasownikiem w subjunctive, wyraża ona życzenie lub obietnicę, tak że formuła jest przedstawiona jako błaganie skierowane do Boga. W tym kontekście Mszał wyraźnie przypomina, że rozgrzeszenie to pozbawione jest skuteczności właściwej dla sakramentu pokuty (por. Mszał Rzymski, GIRM, n. 51). Ostatnim szczegółem tej formuły rozgrzeszenia jest użycie pierwszej osoby liczby mnogiej ("my... nasze grzechy... bierzemy nas"), co wskazuje, że kapłan, który przyłączył się do zgromadzenia w spowiedzi generalnej, teraz również czuje się w potrzebie przebłagalnej wartości Eucharystii i stara się przez odpowiedniego ducha pokuty przygotować się do owocnego uczestnictwa we Mszy świętej. Kapłan wstawia się przed Ojcem, ale jest też członkiem Ludu Bożego. Podobnie jak wszyscy wierni uczestniczący w celebracji, celebrans uznaje, że jest grzesznikiem, potrzebującym owocnego usposobienia do celebracji, wyznając, że jest grzesznikiem i wzywając oczyszczenia, które pochodzi od Boga. Jak wspominał św. Augustyn: "Ja, bracia, ponieważ Bóg tak zechciał, jestem z pewnością Jego kapłanem, ale jestem grzesznikiem i z wami biję się w pierś i z wami proszę o przebaczenie" (św. Augustyn, Kazanie 135, 7). Dlatego cały Kościół "jest jednocześnie święty i zawsze potrzebuje oczyszczenia, nieustannie szuka nawrócenia i odnowy" (Lumen gentium, n. 8).

Ta krótka modlitwa przypomina nam, że proszę Boga o przebaczenie, bo tylko On może mi go udzielić, a jednocześnie proszę o przebaczenie z całym Kościołem i za cały Kościół. W ten sposób świętowanie jest naprawdę świętowaniem "z" Kościołem: serce jest powiększone i nie robi się czegoś, ale jest się z Kościołem w dialogu z Bogiem.

Watykan

Nagroda Karola Wielkiego, marzenie o nowym humanizmie europejskim

Giovanni Tridente-1 czerwca 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

W obecności przywódców politycznych, królów, ambasadorów i przedstawicieli międzynarodowych papież Franciszek odebrał w Watykanie Międzynarodową Nagrodę Karola Wielkiego 2016.

Giovanni Tridente

nowy humanizm europejski". Z tym marzeniem, wyrażonym "z umysłem i sercem, z nadzieją i bez próżnej nostalgii, jak syn, który w Matce Europie odnajduje swoje korzenie życia i wiary".Papież Franciszek zakończył swoje beznamiętne przemówienie z okazji wręczenia Nagrody Karola Wielkiego, którą otrzymał 6 maja w Sala Regia w Watykanie.

W obecności przywódców politycznych, królów, ambasadorów i przedstawicieli międzynarodowych Papież przywołał pamięć ojców założycieli Europy, przypominając, jak sami wiedzieli, jak "poszukiwanie alternatywnych i innowacyjnych sposobów w kontekście naznaczonym ranami wojny"..

Aby zrealizować to marzenie o nowym humanizmie, trzeba - zdaniem Papieża - odkryć na nowo trzy zdolności. Pierwszym z nich jest umiejętność "integrować"ponieważ "zamiast przynieść wielkość, bogactwo i piękno, wykluczenie przynosi niskość, ubóstwo i brzydotę".Nie bez powodu "Tożsamość europejska jest i zawsze była tożsamością dynamiczną i wielokulturową"..

Trzeba też wiedzieć, jak ponownie znaleźć "zdolność do dialogu".rozpoznanie "drugi jako ważny rozmówca". i patrząc "cudzoziemiec, migrant, ten, który należy do innej kultury jako podmiot godny wysłuchania, rozważenia i docenienia".. Na koniec należy wrócić do "generować"być może poprzez uciekanie się do "nowe, bardziej integracyjne i sprawiedliwe modele gospodarcze, zorientowane nie na korzyść nielicznych, ale na korzyść ludzi i społeczeństwa"..


Pozostali laureaci nagród: 

2016: Francisco
2009: Andrea Riccardi
2008Angela Merkel
2004Jan Paweł II
1999: Tony Blair
1988Helmut Kohl

Patriarcha i papież: ekumenizm solidarności

13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

Niedawna wizyta papieża Franciszka i patriarchy ekumenicznego Bartłomieja na wyspie Lesbos podkreśliła, jak otwarte relacje ekumeniczne przyczyniają się do postępu praw człowieka. Oto ocena ze strony Patriarchatu Konstantynopola.

- John Chryssavgis 

Nie można umniejszać znaczenia wspólnej wizyty najwyższych przedstawicieli Kościołów chrześcijańskich Wschodu i Zachodu na Lesbos, która odbyła się w sobotę 16 kwietnia. I nie należy umniejszać jego wpływu na kryzys uchodźczy, pomimo jego duchowego i symbolicznego wymiaru, a także apolityczności i odświeżającej spontaniczności.

Było to piąte spotkanie obu przywódców i druga wspólna pielgrzymka od czasu wyboru papieża Franciszka w 2013 roku. Przy każdej okazji wyrażali solidarność z ludźmi cierpiącymi z powodu wojny, prześladowań, ubóstwa i głodu, a także ekologicznych skutków niesprawiedliwości społecznej. Franciszek i patriarcha Bartłomiej wielokrotnie i od samego początku ich relacji dali jasno do zrozumienia, że dobrze rozumieją rolę Kościoła w świecie. Wiedzą, co jest ważne, a przynajmniej co powinno być ważne dla Kościoła; i rozumieją, że odpowiedzialność i posługa Kościoła muszą być obecne w świecie.

Wiele spotkań tych dwóch niezwykłych mężczyzn miało charakter spontaniczny. Na przykład, gdy w marcu 2013 roku patriarcha uczestniczył w mszy inaugurującej pontyfikat papieża, było to pierwsze takie wydarzenie w historii: nie od XX wieku ani od Soboru Florenckiego w XV wieku, nie od schizmy (czyli rozłamu) między Kościołem rzymskim a prawosławnym; nigdy wcześniej nie miało miejsca.

Zaledwie rok później, gdy w czerwcu 2014 roku Franciszek zaprosił do Watykanu prezydentów Peresa i Abbasa, spontanicznie poprosił Bartłomieja, aby wraz z nim rozszerzył zaproszenie na tych dwóch przywódców politycznych. Był to również sposób na przypomnienie im, że to, co religijne, musi wykraczać poza to, co polityczne, i że nie można podtrzymywać przemocy w imię religii.

John Chryssavgis Archidiakon patriarchatu ekumenicznego; doradca teologiczny ekumenicznego patriarchy Konstantynopola Bartłomieja.

AutorOmnes

Ekumenizm nadzwyczajny

13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Niezwykła nowość wizyty papieża Franciszka u uchodźców na greckiej wyspie Lesbos tkwi nie tylko w jego przesłaniu o miłosierdziu. Jest to również podróż prawdziwie ekumeniczna.

W samym szybka podróż na Lesbos -Papież Franciszek dał nam ważne świadectwo humanitarnego zagrożenia, jakim są uchodźcy. Ówczesny kardynał Joseph Ratzinger kilkakrotnie pisał, że w Europie cofamy się do formy "neopogaństwa", tłumacząc, że jedną z cech starożytnego pogaństwa była "niewrażliwość". To chrześcijaństwo uczyło litować się i uważać cierpiącego drugiego za naszego "bliźniego". Teraz na naszym starym kontynencie, który staje się coraz mniej chrześcijański, widzimy i czytamy reakcje tzw. przywódców chrześcijańskich, a także innych ludzi, charakteryzujące się ową "nieczułością".

AutorOmnes

Świat

Lesbos: Wizyta wśród "ostatnich", aby podnieść świadomość wśród możnych

Giovanni Tridente-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

Franciszek wyjaśnił cel podróży na grecką wyspę: zwrócenie uwagi świata na ten poważny kryzys humanitarny.

Giovanni Tridente, Roma

Bardzo zmęczony Papież rozmawia z dziennikarzami podczas lotu powrotnego z Lesbos, greckiej wyspy, która stała się bramą do Europy dla tak wielu migrantów i uchodźców uciekających przed głodem i wojną w krajach leżących na przeciwległych brzegach Morza Śródziemnego. Tam, w obozie dla uchodźców w Morii, gdzie przebywa ich kilkaset, Franciszek - wraz z Jego Wszechświętością Bartłomiejem, ekumenicznym patriarchą Konstantynopola, i Jego Błogosławieństwem Ieronymosem, arcybiskupem Aten i całej Grecji - mógł spotkać się z uchodźcami i ich rodzinami, podał rękęW imprezie wzięło udział, jedna po drugiej, ponad dwieście osób, głównie dzieci. Dzień, który został "dla mnie za silny, za silny...". W końcu papież zapowiedział przy wyjeździe, że będzie "Podróż naznaczona smutkiem: "Czeka nas największa katastrofa humanitarna od czasów II wojny światowej".Powiedział towarzyszącym mu dziennikarzom.

Cel podróży, która trwała kilka godzin i została zorganizowana w ciągu kilku dni, został przekazany uchodźcom przez samego papieża: być z wami i powiedzieć wam, że nie jesteście sami, jak również "aby zwrócić uwagę świata na ten poważny kryzys humanitarny". e "błagać o rozwiązanie tego samego".: "Mamy nadzieję, że świat zwróci uwagę na te tragiczne i naprawdę rozpaczliwe sytuacje potrzeby i odpowie w sposób godny naszego wspólnego człowieczeństwa".. Zachęca ich, by nie tracili nadziei: "Największym darem, jaki możemy sobie nawzajem ofiarować, jest miłość: miłosierne spojrzenie, gotowość do wysłuchania i zrozumienia drugiej osoby, słowo zachęty, modlitwa".. Wizyta wśród "ostatnich", by uświadomić potężnych, w znaku ekumenizmu.

Po uściśnięciu dłoni, uściskaniu ludzi i ucałowaniu dzieci, papież Franciszek, patriarcha Bartłomiej i arcybiskup Ieronymos podpisali wspólne oświadczenie, wzywając do zwrócenia uwagi opinii publicznej na tę kwestię. "kolosalny kryzys humanitarny spowodowany rozprzestrzenianiem się przemocy i konfliktów zbrojnych, prześladowaniem i wysiedlaniem mniejszości religijnych i etnicznych, a także wywłaszczaniem rodzin z ich domów, naruszaniem ich godności ludzkiej, wolności i podstawowych praw człowieka".. Jeżeli z jednej strony konieczne jest przywrócenie tym ludziom poziomu bezpieczeństwa oraz powrót do ich domów i społeczności, to należy nadal dokładać wszelkich starań, aby "pomoc i ochrona uchodźców wszystkich wyznań religijnych".. Innymi słowy, priorytetem społeczności międzynarodowej musi być ochrona życia ludzkiego i przyjęcie polityki integracyjnej dla wszystkich.

Watykan

Pomnik miłosierdzia w każdej diecezji jako pamiątka Jubileuszu

Giovanni Tridente-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

"Pomnik" miłosierdzia w każdej diecezji, jako żywa pamiątka Jubileuszu: Papież Franciszek powierzył to życzenie wiernym na zakończenie czuwania modlitewnego z wyznawcami duchowości Bożego Miłosierdzia, odprawionego 2 kwietnia na sagrato Bazyliki św. Piotra. 

- Giovanni Tridente, Roma

Ideą, która wymaga doprecyzowania z biskupami, jest budowanie, tam gdzie to możliwe, dzieł strukturalnych, w których żyje się miłosierdziem, takich jak szpital, dom dla osób starszych, dom rodzinny dla opuszczonych dzieci, szkoła, tam gdzie jest to konieczne, wspólnota na rzecz uzdrowienia narkomanów... jako konkretna inicjatywa i znak Roku Świętego.

Sam Ojciec Święty w przemówieniu na Czuwanie mówił o tym, że Bóg nigdy nie męczy się w wyrażaniu swojego miłosierdzia, "i nigdy nie powinniśmy wejść w nawyk przyjmowania go, szukania i pragnienia".. Bardzo owocną okolicznością były tegoroczne obchody, gdyż zbiegły się z jedenastą rocznicą narodzin dla nieba św. Jana Pawła II, który jako papież ustanowił "Niedzielę Miłosierdzia Bożego", spełniając prośbę św. Faustyny Kowalskiej.

Nawiązując do "Tak wiele twarzy że Bóg zakłada przez swoje miłosierdzie, papież mówił o tym, że. "zawsze jest to coś nowego, co wywołuje zachwyt i zdumienie".. Miłosierdzie, dodał, wyraża "przede wszystkim bliskość Boga ze swoim ludem".który "przejawia się przede wszystkim jako pomoc i ochrona". a więc jako postawa "czułość".: "słowo prawie zapomniane, a którego dziś świat - my wszyscy - potrzebujemy".. Z pewnością łatwość, z jaką można mówić o miłosierdziu, odpowiada bardziej zaangażowanemu zapotrzebowaniu na "być świadkami tego miłosierdzia w konkrecie"..

Wśród innych twarzy miłosierdzia Ojciec Święty podkreślił także współczucie i dzielenie się. "jako współczucie i komunikacja": "Ten, kto ją najbardziej otrzymuje, jest najbardziej powołany do jej ofiarowania, do jej przekazania; nie może być ona ukryta ani zachowana tylko dla siebie".. Z drugiej strony, "wie, jak spojrzeć w oczy każdej osobie".która jest dla niego cenna, bo jest wyjątkowa. Ten miłosierny dynamizm jest również czymś, co "nigdy nie może zostawić nas w spokoju".ale nie należy się go bać.

Podczas mszy świętej odprawionej następnego dnia nad sagrato Bazyliki św. Piotra, papież Franciszek zaprosił wiernych do "czytać i jeszcze raz czytać". Ewangelia, "księga miłosierdzia Bożego".która pozostaje otwarta i w której każdy będzie musiał kontynuować pisanie "znaki uczniów Chrystusa, konkretne gesty miłości, które są najlepszym świadectwem miłosierdzia".. Papież zaprosił nas do zachowania ostrożności w codziennym życiu. "wewnętrzna walka między zamkniętym sercem a wezwaniem miłości do otwarcia zamkniętych drzwi i wyjścia z siebie".. W tym względzie warto spojrzeć na przykład Chrystusa, który po przejściu przez "W zamknięte drzwi grzechu, śmierci i piekła, chce wejść także do każdego z nas, aby otworzyć szeroko zamknięte drzwi serca"..

"Wielu ludzi prosi o wysłuchanie i zrozumienie".dodał Ojciec Święty. Z tego powodu "Ewangelia miłosierdzia, by ją głosić i wpisać w życie". potrzebuje "ludzie o cierpliwych i otwartych sercach, tak wiele "dobrych Samarytan", którzy znają współczucie i milczenie w obliczu tajemnicy brata i siostry; wzywa wspaniałomyślnych i radosnych sług, którzy kochają w sposób wolny, nie oczekując niczego w zamian"..

Kultura

Człowieku, kim ty jesteś? Intelektualna spuścizna świętego Jana Pawła II

Omnes-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

Minęło trzydzieści lat od momentu, gdy papież św. Jan Paweł II zainicjował Światowe Dni Młodzieży. Karol Wojtyła zmarł w kwietniu 2005 roku, a jedenaście lat później wielu młodych ludzi uczestniczących w lipcowych 31. ŚDM w Krakowie może już nie znać jego niezwykłej postaci. Te strony dają wgląd w jego spuściznę intelektualną, skoncentrowaną na wartości osoby, miłości i ciała.   

Juan Manuel Burgos

Myśl Karola Wojtyły/Jana Pawła II jako filozofa, teologa i poety jest zarówno obszerna, jak i głęboka. Proponuje wypowiedzi dotyczące szerokiego spektrum zagadnień: od kobiet (Mulieris dignitatem y List do kobiet) do swojego narodu, Polski, czy ojczyzny. Rozumiał na przykład, że społeczeństwo powinno opierać się na uczestnictwie, a nie alienacji, i że system-prójimo powinien mieć pierwszeństwo przed systemem-wspólnotą; bronił w ONZ swojej wizji praw człowieka i stosunków międzynarodowych; uważał rodzinę za "communio personarum".

Tutaj, ze względu na ilość miejsca, zajmiemy się tylko jego najbardziej fundamentalnymi wkładami i tymi, którym poświęcił najwięcej miejsca w swoich pismach.

Od poezji do filozofii
Aby jednak móc zinterpretować i docenić jego myśl, trzeba najpierw poznać jego ciekawą historię intelektualną. A ta historia zaczyna się od poezji. W rzeczywistości jego pierwszym opublikowanym tekstem, pod pseudonimem, jest wiersz Na twoim białym grobie: "Nad Twoim białym grobem/ matko, moja miłości zgasła, / modlitwa od mojej synowskiej miłości: / daj jej wieczny odpoczynek".

Młody Wojtyła opłakuje zmarłą matkę, gdy rozpoczyna studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jego powołanie literackie i artystyczne było tak silne, że aż do śmierci kontynuował pisanie wierszy (tryptyk rzymski), ale przede wszystkim powołanie do kapłaństwa przeważyło w kontekście Polski okupowanej przez wojska hitlerowskie. W ten sposób zetknął się z filozofią, a dokładniej z tomizmem. "Na początku to była wielka przeszkoda. Moje wykształcenie literackie, skupione na naukach humanistycznych, w ogóle nie przygotowało mnie na tezy i scholastyczne formuły, które proponował mi podręcznik, od pierwszej do ostatniej strony. Musiałem przebijać się przez gęstą dżunglę pojęć, analiz i aksjomatów, nie mogąc nawet zidentyfikować gruntu, po którym stąpam. Po dwóch miesiącach oczyszczania roślinności nadeszło światło i odkrycie głębokich przyczyn tego, czego jeszcze nie doświadczyłem lub nie przeczuwałem, było na wyciągnięcie ręki. Kiedy zdałem egzamin, powiedziałem egzaminatorowi, że moim zdaniem nowa wizja świata, którą zdobyłem w tej potyczce z moim podręcznikiem metafizyki, jest cenniejsza niż uzyskana ocena. I nie przesadzałem. To, czego do tej pory intuicja i wrażliwość nauczyły mnie o świecie, zostało solidnie potwierdzone" (Nie bój się, André Frossard, s. 15-16).

Wojtyła ugruntował swoje wykształcenie filozofa (i teologa) tomistycznego w Angelicum Został zaproszony do napisania pracy o św. Janie od Krzyża, kolejnym z jego wielkich źródeł inspiracji. Ale po powrocie do Krakowa wydarzyło się coś ważnego: poproszono go o napisanie pracy habilitacyjnej o bardzo modnym wówczas fenomenologu Maxie Schelerze. Tak się złożyło, że Scheler, choć uczeń Husserla - a więc przedstawiciel filozofii nowożytnej (dalekiej od tomizmu) - zaproponował etykę, która zdawała się mieć wiele punktów stycznych z chrześcijaństwem. Wojtyła postanowił przeanalizować to pytanie, co okazało się decydujące w jego ewolucji intelektualnej. "Naprawdę wiele zawdzięczam tej pracy badawczej [rozprawa o Schelerze].. Metoda fenomenologiczna została więc zaszczepiona na moim wcześniejszym arystotelesowsko-tomistycznym wykształceniu, co pozwoliło mi podjąć liczne twórcze eseje w tym zakresie. Myślę w szczególności o książce Osoba i działanie. W ten sposób zostałem wprowadzony we współczesny nurt personalizmu filozoficznego, którego studiowanie miało reperkusje dla owoców duszpasterskich" (Dar i tajemnica, p. 110). Studia nad Schelerem zetknęły go zresztą z filozofią współczesną, pokazując mu, że posiada cenne elementy, które trzeba z nią zintegrować, a najlepszą drogą do tego jest personalizm filozoficzny.

Kiedy Karol Wojtyła sformułował to przekonanie, jego droga formacji intelektualnej dobiegła końca. Stąd rozpocząłby swoją własną podróż z bardzo precyzyjnym punktem wyjścia: osobą.

Juan Manuel Burgos jest wykładowcą na CEU - Uniwersytecie San Pablo.

Doświadczenia

Misjonarki Miłosierdzia, nie ma żadnego usprawiedliwienia, by nie dać się przyjąć.

Omnes-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 3 minuty

Misjonarze Miłosierdzia, powołani przez papieża Franciszka w kontekście tego Roku Jubileuszowego, są kolejnym narzędziem, by przybliżać grzeszników do Bożego przebaczenia, przyjmować skruszonych i zapraszać ich do nawrócenia. Jesús Higueras, proboszcz parafii Santa María de Caná (Pozuelo) i Misjonarz Miłosierdzia, wyjaśnia ich funkcje.

Jesús Higueras Esteban

Dla dzieci przygotowujących się do pierwszej komunii świętej, a także dla wielu młodych ludzi uczestniczących w katechezie bierzmowania, papież św. Jan Paweł II jest postacią historyczną, niedawną, owszem, ale nie związaną z żadnym ich doświadczeniem życiowym. Dla poprzednich pokoleń ten święty papież jest papieżem naszej młodości, papieżem naszego powołania, papieżem, który wyznaczył główne kamienie milowe pierwszej części naszego życia. Z racji polskiego pochodzenia był głęboko uwrażliwiony na objawienia św. Faustyny Kowalskiej, do tego stopnia, że można powiedzieć, że jest papieżem Bożego Miłosierdzia.

Kontemplacja miłosierdzia
Dlatego jako kontynuację z pontyfikatem Jana Pawła II możemy widzieć wyrażone przez papieża Franciszka na początku Wielkiego Postu 2015 roku pragnienie zwołania Roku Jubileuszowego poświęconego kontemplacji Bożego Miłosierdzia. Jest to idea, którą powtarza nam od początku swojego pontyfikatu. Już w swoim pierwszym Anioł Pański 17 marca 2013 r. powiedział nam: "Nie zapominajmy o tym słowie: Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem. Nigdy. I, proszę księdza, w czym problem? Problem w tym, że męczymy się, nie chcemy, męczymy się prosząc o przebaczenie. On nigdy nie męczy się przebaczaniem, ale my czasami męczymy się proszeniem o przebaczenie. Nie męczmy się nigdy, nie męczmy się nigdy. Jest kochającym Ojcem, który zawsze przebacza, który ma miłosierne serce dla każdego z nas. Nauczmy się też być miłosierni dla wszystkich. Przywołajmy wstawiennictwo Matki Bożej, która trzymała w ramionach Miłosierdzie Boga uczynionego człowiekiem".. Przez lata powtarzał to przesłanie na różne sposoby.

Ale wszystkich nas zaskoczyła zapowiedź papieża w numerze 18 bulli Misericordiae Vultus w którym powiedział, że "W okresie Wielkiego Postu tego Roku Świętego zamierzam rozesłać Misjonarzy Miłosierdzia. Będą one znakiem matczynej troski Kościoła o Lud Boży, aby mógł on głęboko wejść w bogactwo tej tajemnicy tak fundamentalnej dla wiary. Będą to kapłani, którym dam władzę odpuszczania nawet tych grzechów, które są zarezerwowane Stolicy Apostolskiej, tak aby szerokość ich mandatu była jasna. Będą one przede wszystkim żywym znakiem tego, jak Ojciec przyjmuje tych, którzy szukają Jego przebaczenia. Będą oni Misjonarzami Miłosierdzia, ponieważ będą architektami przed wszystkimi spotkania naładowanego człowieczeństwem, źródłem wyzwolenia, bogatego w odpowiedzialność, aby pokonać przeszkody i podjąć na nowo nowe życie chrztu. Pozwolą się prowadzić w swojej misji słowom Apostoła: "Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby się nad wszystkimi zmiłować" (Rz 11, 32). Wszyscy więc, nie wykluczając nikogo, są wezwani do odbioru wezwania do miłosierdzia. Niech misjonarze żyją tym powołaniem ze świadomością, że mogą utkwić wzrok w Jezusa, 'miłosiernego arcykapłana i godnego wiary'" (Rz 11, 32). (Hb 2, 17). W tych słowach zawiera się wszystko, czego oczekuje od nas Papież, aby Boże Miłosierdzie było odczuwalne wszędzie w tym Roku. Ta nowa postać "Misjonarzy Miłosierdzia" przybliża Wieczne Miasto do Jubileuszu i łask, które mu towarzyszą.

Przede wszystkim mówi, że to doświadczenie jest eklezjalne, to Kościół nas posyła, nie idziemy sami, ale tak jak Apostołowie, my również jesteśmy posłani do "ogłaszając rok łaski Pana. Kościół jako Matka chce czuwać nad wszystkimi swoimi dziećmi, zarówno tymi, które mieszkają w domu Ojca, jak i tymi, które z różnych powodów i w różnych okolicznościach oddaliły się od niego. Jest to Rok, w którym wszyscy, czy to z bliska, czy z daleka, mogą wysłuchać orędzia zbawienia Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, orędzia miłosierdzia i zrozumienia.

Jesús Higueras Estebanjest proboszcza parafii Santa María de Caná.

Świat

Jednoznaczne potępienie ludobójstwa Daesh w Wielkiej Brytanii

Omnes-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Nikt nie ma wątpliwości, że zbrodnie Daesh stanowią pełnoprawne ludobójstwo. Zabrakło jednak wyraźnego potępienia ze strony społeczności międzynarodowej. 

Miguel Pérez Pichel

Trudno zliczyć liczby dotyczące barbarzyństwa Daesh (znanego również jako Państwo Islamskie) wobec mniejszości religijnych w Iraku i Syrii (chrześcijan, jazydów, szyitów i innych mniejszości) lub po prostu wobec tych, którzy sprzeciwiają się ich ekstremalnym praktykom, niezależnie od wyznania. Świadectwa z pierwszej ręki, które docierają do nas za pośrednictwem świadków, którym udaje się uciec z terytorium znajdującego się pod kontrolą Daesh, są bardzo odkrywcze: masowe zabójstwa, okaleczenia, zniewolenia, gwałty...

W lutym Parlament Europejski wezwał do zakończenia ludobójstwa spowodowanego przez Daesh. Posłowie potępili poważne naruszenia praw człowieka popełniane przez grupę terrorystyczną i jej techniki eksterminacji, szczególnie wobec członków mniejszości religijnych i etnicznych. W marcu to sekretarz stanu USA John Kerry stwierdził, że zbrodnie Daesh wobec ludności Iraku i Syrii, w szczególności wobec członków tamtejszych mniejszości religijnych, stanowią brutalne ludobójstwo. Wreszcie w kwietniu Izba Gmin brytyjskiego parlamentu 278 głosami za zatwierdziła deklarację i potwierdzenie, że w Syrii i Iraku ma miejsce prawdziwe ludobójstwo chrześcijan, Jazydów i innych mniejszości religijnych.

Europa, latarnia człowieczeństwa

13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: < 1 minuta

Kryzys uchodźczy dotyczy bezpośrednio Europy. Papież Franciszek, który przebywał z uchodźcami na wyspie Lesbos, poruszył ten problem w ważnym przemówieniu do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej.

Masowa migracja do Europy to nowe zjawisko spowodowane wojną, ubóstwem i zagrożeniem terroryzmem na obszarach o dużej wrażliwości geostrategicznej, takich jak Bliski Wschód.

AutorOmnes

Świat

Fatima przygotowuje stulecie objawień modlitwą, pokutą i nawróceniem

Kościół w Portugalii przygotowuje się do obchodzenia za rok objawień Matki Bożej w Fatimie. Co orędzie z Fatimy oznacza dla dzisiejszych chrześcijan?

Ricardo Cardoso-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 5 minuty

Następstwo czasów przybliża nas do setnej rocznicy objawień Najświętszej Maryi Panny w Fatimie. Przygotowanie obchodów stulecia nie jest łatwym zadaniem, ale trudniejsze jest poznanie, zrozumienie, uznanie i przeżycie decydujących wydarzeń, które czynią Fatimę ołtarzem świata, jak powiedział św. Jan Paweł II. Stulecie nabiera głębszego znaczenia, ponieważ nie chodzi o celebrowanie przeszłości czy tego, co historyczne, ale o ponowne odkrycie projektów, których Boża wieczność pragnie dla doczesności człowieka.

Doświadczenie Fatimy

Jesteśmy przyzwyczajeni do patrzenia na Fatimę z punktu widzenia rzeczywistości fragmentarycznej, cząstkowej lub wodoszczelnej. Dla niektórych podkreśla się wymiar historyczny i socjologiczny, uznając pluralizm i wielką liczbę tysięcy osób, które w ciągu ostatniego stulecia często przybywały do Fatimy. Dla innych socjologia specjalizuje się w danych dotyczących uczestnictwa w mszach, spowiedziach, pielgrzymkach i innych aktywnościach religijnych. W sferze wiary są tacy, którzy nie wierzą w ten "fenomen religijny"; inni dystansują się od wielorakich form manifestacji pobożności ludowej lub prostoty, z jaką wielu pielgrzymów umie zamanifestować swoją najszczerszą i naturalną miłość do Najświętszej Dziewicy. Inna grupa, nie mniej liczna, podsumowuje doświadczenie Fatimy jako praktykę pobożnych czynów i masową religijność, zapominając, że Fatima nie znajduje się poza dynamizmem teologicznym, a w konsekwencji poza zbawczym planem Boga wobec ludzkości i wobec konkretnego życia każdego mężczyzny i każdej kobiety wszystkich czasów.

Konkretnie rzecz ujmując, staje się jasne i oczywiste, że stulecie objawień Matki Bożej w Fatimie należy analizować z szerokiego, całościowego i przekrojowego punktu widzenia. Ściśle rzecz biorąc, trzeba jasno powiedzieć, że objawienia fatimskie są prawdziwą i głęboką lekcją teologii, w której spotkanie Boga z człowiekiem pozostaje koniecznością dla objawienia się Jego Miłości i Miłosierdzia, stwarzając człowiekowi warunki do przyjęcia zbawienia dokonanego już w Chrystusie. W ten sposób objawienia fatimskie są gwarancją i zaproszeniem do pełniejszego przeżywania daru wiary w konkretnych okolicznościach, w konkretnych dynamizmach i w konkretnym życiu.

Kontekst historyczny

Tak zwanych "objawień prywatnych" nie można rozumieć po prostu jako odpowiedzi na ludzkie problemy. Trzeba je rozumieć jako apel Boga w czasie, aby radykalny charakter Ewangelii i głoszenie Dobrej Nowiny nie zostały zagłuszone przez okoliczności, w które zostały wstawione. W ten sposób można zrozumieć historyczny kontekst objawień fatimskich. 

Mali pasterze urodzili się na początku XX wieku, w ostatnich latach istnienia monarchii portugalskiej. Republika została agresywnie zaszczepiona w Portugalii przez rewolucyjne, zbrojne i antyklerykalne elity, które dążyły do zmiany społeczno-kulturowej tkanki narodu portugalskiego. Pierwsze ustawy republikańskie zdezawuowały wszystkie dobra kościelne, prześladowano duchownych, wygaszono zakony i bractwa religijne, które przetrwały liberalizm, zakazano publicznych imprez religijnych. Z drugiej strony Europa stała się polem bitwy; świat toczył I wojnę światową, a Rosja carów dawała początek rewolucji bolszewickiej.

W obliczu tego, co Matka Boża określa jako "zło świata", orędzie fatimskie przychodzi jako odpowiedź Boga na zagrożenia, które groziły upadkiem Ludzkości. Jednocześnie należy zwrócić uwagę na niektóre cechy adresatów orędzia (trójki dzieci): należeli do ubogich rodzin, byli niewinni, prawdomówni i pobożni. W obliczu objawień ujawnią zdziwienie, zaufanie, ciekawość, pewną ignorancję kulturową, a w chwili, gdy władze republikańskie biorą ich do niewoli i grożą im, pozostają wierni prawdzie, której byli świadkami.

Co to jest Fatima?

Łatwiej byłoby powiedzieć, czym Fatima nie jest już od 13 maja 1917 r. W tym dniu przestała być wioską odizolowaną od reszty świata i zamieszkałą przez dobrych i prostych ludzi. Wraz z objawieniami Najświętszej Dziewicy wszystko się zmieniło: Fatima stała się punktem odniesienia w oczach zarówno wierzących, jak i niewierzących.

Fatima jest jednym z najlepszych miejsc spotkania ludzi i ludzi z Bogiem. Dawniej mówiono, że orędzie fatimskie jest lekcją głębokiej teologii spotkania Boga z człowiekiem, a co za tym idzie, sanktuarium fatimskie manifestuje to spotkanie pluralizmem osób i wrażliwości, które tam przybywają. W ten sposób sanktuarium w Fatimie stało się Atrium gdzie poruszają się tysiące ludzi, kierowanych najróżniejszymi motywacjami czy intencjami. 

Sanktuarium fatimskie jest doświadczane nie tylko w swojej różnorodności społecznej, przestrzennej, architektonicznej i kulturowej. To także prawdziwe płuca duchowości. Katolicy wszystkich narodów, dowody miłości wszystkich możliwych płci, wrażliwości wszelkiego rodzaju mieszają się tam z początkiem i końcem ich spojrzenia na Matkę Boską. Nawet jeśli orędzie fatimskie nie jest dobrze znane, co wyjaśniłoby przyczynę, należy dobrze zrozumieć, że tysiące pielgrzymów, którzy przybywają do Fatimy, są prowadzeni przez serce, w spotkaniu z sercem. Pewność obecności Matki Bożej w tamtym miejscu jest tym, czego ludzie szukają, wraz z pewnością, że wszystko jest tam inne, bo wszystko jest świadectwem obecności Matki Bożej.

Wychodząc z rozważania, że Fatima jest miejscem szczególnego spotkania z naszą Matką, można zaświadczyć o planie Bożej Miłości, która nie przestaje na wszelkie sposoby zwracać naszych serc ku Jego Miłości. Przez kontakt z orędziem Matki Bożej w Fatimie, zwłaszcza z Wspomnienia Łucjo, poruszamy się w dialektyce nieba i ziemi, świata Boga i świata człowieka, dialogu i objawienia, pewności i wątpliwości. Oddalenie, w którym znalazła się ludzkość, zostaje rozwiązane przez bliskość Boga, który posyła aniołów, aby przygotowali spotkania Dziewicy z małymi pasterzami, i zastępuje twardość dorosłych uległością dzieci wobec głosu Dziewicy.

Punkt początkowy i końcowy

W naszych czasach, gdy wszystko znów zanurzone jest w oddalaniu się człowieka od Boga, orędzie fatimskie może paść ofiarą różnych interpretacji. Dlatego zamiast patrzeć na interpretacje, musimy przyjąć postawę i dynamizm Miłości.

Do podsumowania orędzia Matki Bożej w Fatimie wystarczą trzy słowa: modlitwa, pokuta i nawrócenie. Tam Matka Boża zaprasza nas do życia w bliskości z Panem i przeżytego całkowicie w Nim; skłania nas do aktów pokuty, które ukazują naszą miłość do Niego w zadośćuczynieniu za grzechy ludzi; i zaprasza nas do zmiany, do przeżywania ciągłego nawrócenia, w którym Miłość jest naszą jedyną pewnością.

Z tych wszystkich powodów setna rocznica objawień Matki Bożej w Fatimie skłania nas do pragnienia, aby nasze życie było przeżywane w całkowitym zawierzeniu Bogu i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej. Serce Matki staje się wtedy punktem wyjścia i punktem dojścia naszych serc, gdzie Matka Boża daje nam gwarancję, że "Moje serce będzie twoim schronieniem (objawienie czerwcowe), aby nie zabrakło nam pewności objawionej w objawieniu lipcowym: "¡Pt ostatni, Moje Niepokalane Serce zatriumfuje"!.

AutorRicardo Cardoso

Vila Viçosa (Evora, Portugalia)

Kultura

Van Gogh, szukając kolorów Boga

Vincent Van Gogh to niewątpliwie jeden z istotnych artystów XIX wieku. Jego obrazy - i jego listy - robią dziś wrażenie na nas i tysiącach współczesnych, ponieważ mówią bardzo dużo, do tego stopnia, że mogą nawet mówić do nas o Bogu. Dlatego jest malarzem pogranicza, dziś bardziej aktualnym niż kiedykolwiek.

Jaime Nubiola-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 5 minuty

W zaskakującej powieści autorstwa Markus Zusak, Złodziejka książek (2005), mała Liesel próbuje opisać młodemu Maxowi, który jest uwięziony w piwnicy, jak wygląda niebo tego dnia: "Dziś niebo jest niebieskie, Max, a na nim ogromna, wydłużona chmura, rozwinięta jak lina. Na końcu chmury słońce wygląda jak żółta dziura". Po wysłuchaniu opowieści młody człowiek wzdycha ze wzruszeniem. Słowa Liesel były w stanie przedstawić niebo.

Być może to właśnie nas porusza i wzrusza, gdy kontemplujemy obrazy Vincent van Gogh (1853-1890), który umiał uchwycić duszę prostych, codziennych rzeczy, by móc je wyrazić w swojej twórczości: "Sztuka jest wzniosła, gdy jest prosta".pisze do swojego brata Théo. Czytając jego listy - które są najlepszym autoportretem jego duszy - odkrywamy historię pasji, nieuchronne wezwanie do miejsca, gdzie piękno nie pozwala na żadne rozproszenia: "Ile razy w Londynie, wracając wieczorem do domu z Southampton Street".pisze do niego 12 października 1883 r, "Zatrzymałem się, by rysować w dokach Tamizy".Albo pola pszenicy pod niebem Arles, które porwały jego serce: "...".Są to rozległe połacie pszenicy pod pochmurnym niebem, a ja nie miałem trudności z wyrażeniem smutku, skrajnej samotności". (10-VII-1890).

Gdybyśmy próbowali rozszyfrować historię życia Vincenta van Gogha, jego materialne ograniczenia i nieszczęścia niewątpliwie przytłoczyłyby nas swoim wyraźnym smutkiem: "Było to zbyt długie i zbyt wielkie nieszczęście, które zniechęciło mnie do tego stopnia, że nie mogłem już nic z tym zrobić". (24 WRZEŚNIA 1880). Niemniej jednak jego dusza była karmiona szczęściem niepojętym dla większości, przywilejem wykwintnych i jasnych duchów; w tym samym liście doda: "Nie potrafię powiedzieć, jak bardzo jestem szczęśliwa, że znów zajęłam się rysowaniem". (24-IX-1880). Jego pasja do sztuki pozwoliła mu kontynuować tworzenie piękna, nawet z otchłani wyniszczającej choroby: "Zachorowałem" -pisał 29 kwietnia 1890 r. "w czasie, kiedy robiłam kwiaty migdałowe. Gdybym miał możliwość dalszej pracy, zrobiłbym inne kwitnące drzewa, jak można sobie wyobrazić. Teraz kwitnące drzewa są już prawie gotowe".. Przywilej, jakim teraźniejszość cieszy się nad przeszłością, pozwala nam wiedzieć, że drzewa, które namalował, te kwiaty migdałowca, weszły już do historii dzieł pełnych piękna; ale przygnębienie dopadło również jego serce, świat akademicki odwrócił się od niego, a samotność go oderwała.

Van Gogh miał głębokie pragnienie poznania siebie, wyjaśnienia spraw, które nurtowały jego duszę, niekontrolowanych namiętności, które go nękały: "Jestem człowiekiem z pasją, zdolnym i podlegającym do robienia mniej lub bardziej głupich rzeczy, których czasem żałuję". (VII-1880); tłumaczyłoby to, dlaczego napisał około 650 listów do brata Théo i dlaczego namalował 27 autoportretów: "Mówi się, i ja chętnie w to wierzę, że trudno jest poznać siebie; ale też niełatwo jest siebie namalować. Dlatego w tej chwili pracuję nad dwoma autoportretami, również z braku innego modela". (5 lub 6 października 1889). W listach szkicował autoportret równie wymowny w opisach jak jego obrazy: "Chcę powiedzieć, że nawet jeśli napotkam stosunkowo duże trudności, nawet jeśli będą dla mnie ciemne dni, nie chciałbym, nie wydawałoby mi się to sprawiedliwe, gdyby ktoś zaliczył mnie do grona nieszczęśliwych"..

Van Gogh był wielkim czytelnikiem, zakochanym w książkach i wiedzy."Mam nieodpartą pasję do książek. Muszę się kształcić, tak jak muszę jeść chleb". (VII-1880)-, z pragnieniem doskonałości, które nigdy go nie opuszczało: "Wydałam więcej na kolory i tkaniny niż na siebie". (5-IV-1888). Był zachwycony swoim dziełem: "Czuję w sobie siłę, którą chciałbym rozwijać, ogień, któremu nie mogę pozwolić zgasnąć, który muszę podsycać". (10-XII-1882). A chęć doskonalenia swojej sztuki pozwoliła mu nawet na podążanie ścieżkami refleksji: "Życie tak płynie, czas nie wraca, ale ja ciężko pracuję w swoim zawodzie, właśnie dlatego, że wiem, że okazje do pracy już się nie powtórzą". (10-IX-1889). Jakby na poparcie swojego przekonania przytacza zdanie amerykańskiego malarza Whistlera: "Tak, zrobiłem to w dwie godziny, ale żeby zrobić to w dwie godziny, musiałem pracować przez lata". (2-III-1883).

Przypominający wiersz Goethego z 1810 r: "Gdyby wzrok nie był jak słońce, nigdy nie mógłbym go dostrzec; gdyby w nas nie znajdowała się moc samego Boga, jak mogłoby nas zachwycić to, co boskie?".Wstrząsające jest przypomnienie sobie świeckości duszy Van Gogha w jego wczesnych latach, kiedy to miłość Boga była jego ostoją i schronieniem. W 1875 roku, z Paryża, Vincent powiedział Théo, że wynajął pokój i umieścił na ścianie obrazy, wśród nich Czytanie Biblii przez Rembrandta. W liście opisuje i interpretuje scenę z obrazu: "Jest to scena, która przywodzi na myśl słowa: 'Zaprawdę powiadam wam, gdy dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, Ja jestem pośród nich'". (6-VII-1875). Jest to czas, kiedy marzenia chwytają jego duszę, a miłość do Chrystusa raduje jego serce w poszukiwaniu tego światła, które później zabłyśnie w jego pracy: "Wiecie, że jedną z podstawowych prawd Ewangelii jest. niech światło świeci w ciemności. Przez ciemność do światła". (15 LISTOPADA 1975 R.). Serce Wincentego było przesiąknięte miłością do Boga. W młodości chciał zostać pastorem i misjonarzem, a malarstwu poświęcił się gorliwie dopiero w ostatnich dziesięciu latach życia.

Z jasności umysłu i serca, które nie doznało jeszcze spustoszenia spowodowanego chorobą, Vincent, artysta, który kochał książki, który wolał kupować pędzle i farby niż jedzenie, mógł zapewnić nas z poruszającym przekonaniem o obecności Boga we wszystkim, co piękne i dobre: "Tak samo dzieje się, że wszystko, co jest naprawdę piękne i dobre, o wewnętrznym, moralnym, duchowym i wzniosłym pięknie w ludziach i w ich dziełach, uważam, że pochodzi od Boga, a wszystko, co jest złe i niegodziwe w dziełach ludzi i w samych ludziach, nie pochodzi od Boga i nie wydaje się Bogu dobre". (VII-1880). Pół wieku później Simone Weil w Czekając na Boga napisze w tym samym duchu: "We wszystkim, co budzi w nas czyste i autentyczne poczucie piękna, jest naprawdę obecność Boga"..

Argentyński pisarz Roberto Espinosa odwiedził niedawno kościół w Auvers-Sur-Oise, "ten gotycki kościół, w którym poruszyło się jego religijne serce". i gdzie spoczywają szczątki artysty: "Po błądzeniu bez celu w poszukiwaniu 'pomnika', na murze i między dwoma mauzoleami, dwie płyty nagrobne wpatrują się beznamiętnie w południowe słońce: Ici repose Vincent van Gogh (1853-1890) i u jego boku, Théodore van Gogh (1857-1891). Gobelin z bluszczu osłania ból bratnich grobów".. Żaden z nich nie osiągnął wieku czterdziestu lat. Ich dusze połączyły się, między literami i pędzlami, w poszukiwaniu wieczności, kolorów i światła Bóg.

 

Więcej
Argumenty

Niebo: ostateczny wyraz boskości i człowieczeństwa

Nazywamy ją niebem, bo przywołuje transcendencję, nieskończoność, pokonanie granicy. Mówimy też "wizja Boga".

Paul O'Callaghan-13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 4 minuty
PowiązanePowiązane wiadomościPytaj z sercem

Nazywamy to niebobo przywołuje transcendencję, nieskończoność, pokonanie granicy. Mówimy też "wizja Boga", widzenie uszczęśliwiającebo Bóg, którego się widzi, jest nieskończenie błogosławiony, szczęśliwy. Wyrażenie komunia Zasadne jest również mówienie o nieśmiertelnym przeznaczeniu człowieka, ponieważ jest to ścisłe zjednoczenie z Bogiem, które nie eliminuje podmiotu ludzkiego, zjednoczenie dwóch kochających się osób: Stwórcy i stworzenia. Można też powiedzieć szczęście doskonałyponieważ u Boga człowiek znajduje ostateczne zadowolenie. Termin raj"Zapieczętowany ogród" dobrze wyraża materialną i cielesną rozkosz, jaka czeka ludzi, którzy byli wierni Bogu. Nazywamy to również chwałabo oznacza honor, bogactwo, władzę, wpływy, światło. I w końcu Janowe wyrażenie życie wieczneŻycie, które Bóg zaszczepia w człowieku, gdy go stwarza i zbawia, ale w tym przypadku życie Bogaa więc wieczne, trwałe jak Bóg.

Życie wieczne i wiara w Jezusa Chrystusa

Według Nowego Testamentu dar życia wiecznego zależy od wiary w Jezusa Chrystusa. "Każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym". (J 6,40). "Kto słucha mojego słowa i wierzy temu, który mnie posłał, ma życie wieczne". (J 5, 24). Innymi słowy, dla tych, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa, życie wieczne, życie Boże, zaczyna się już w tym życiu. Być może dlatego możemy mówić, jak to czyni dokument z VII wieku, "Antyfonarz z Bangor", o "życie wieczne w chwale Chrystusa"..

W swojej encyklice Spe salviBenedykt XVI zastanawia się, czy obietnica życia wiecznego rzeczywiście jest w stanie poruszyć serce człowieka i zmotywować jego życie. "Czy naprawdę chcemy, aby to: żyło wiecznie? Być może wielu ludzi odrzuca dziś wiarę tylko dlatego, że życie wieczne nie wydaje im się pożądane. Nie chcą wcale życia wiecznego, ale obecnego i dla tego wiara w życie wieczne wydaje im się raczej przeszkodą. Żyć wiecznie - bez końca - wydaje się raczej potępieniem niż darem... Ale żyć wiecznie, bez końca, byłoby tylko nudne i ostatecznie nie do zniesienia". (n. 10). Dla wielu rzeczywiście niebo prowadzi do myśli o wiecznej nudzie. Czy warto ryzykować życie dla obietnicy wiecznej pustki? "Nie boję się śmierci, pisarz Jorge Luis Borges powiedział kiedyś. "Widziałem śmierć wielu ludzi. Ale ja się boję nieśmiertelności. Mam dość bycia Borgesem". (Nieśmiertelny). To uczucie porusza serca wielu mężczyzn, gdy słyszą o zaświatach.

Divinisation

Jednocześnie odpowiedź wiary nie jest skomplikowana. Wręcz przeciwnie. Życie wieczne, niebo, jest owocem wlania w człowieka boskiego życia, które otwiera się w wierze i znajduje swoje dopełnienie w chwale. Człowiek, mówili Ojcowie Kościoła, jest "przebóstwiony", uczyniony boskim (2 P 1, 4). Człowiek uczestniczy w pełni w życiu Bożym, nie stając się być Boga, nie myląc go z boską naturą. W tym sensie szczęście nieba nie jest czymś, co wynika z przebywania w Bożym "towarzystwie", z obecności w boskim środowisku, jest bowiem uczestnictwem w samym życiu, przez które Bóg jest szczęśliwy. Bóg jest - uczy nas Sobór Watykański I, "w sobie i z siebie doskonale szczęśliwy".. Dlatego, gdyby człowiek nie był idealnie szczęśliwy na zawsze w niebie, to byłaby to wina Boga. Podobnie jak kochankowie, Bóg nie mówi do nas: "Będziesz ze mną szczęśliwy", ale "Uszczęśliwię cię". To jest święte i boskie postanowienie. Sam Jezus mówi do sprawiedliwych na sądzie ostatecznym: "Dobrze, sługo dobry i wierny, ponieważ byłeś wierny w małym, dam ci ważne stanowisko: wejdźcie do radości waszego pana" (Mt 25, 21.23). Człowiek uczestniczy w życiu i radości Boga; dlatego staje się szczęśliwy na zawsze, bez przerwy. Człowiek oczywiście chwali Boga, ale jest też chwalony przez Boga, jest oczarowany odwieczną czułością swojego Boga Ojca. I tak jest już na zawsze.

Ale pozostaje jeszcze jedna trudność. Jeśli człowiek jest zjednoczony z Bogiem do tego stopnia, że doświadcza boskiego życia jako swojego, to czy nie powinniśmy powiedzieć, że został wchłonięty przez Boga, wtopiony w Niego, bez własnej osobowości? Czy człowiek nie jest jak ziarnko soli, które wpada do boskiego oceanu i rozpuszcza się, nie pozostawiając śladu swojej indywidualności? Jest to ważne pytanie dla antropologii chrześcijańskiej: jeśli człowiek traci swoją osobowość w Bogu w niebie, to jaką wartość będzie miała jego osobowość na tym świecie? Ciekawe jest to, co Katechizm Kościoła Katolickiego: "Żyć w niebie to 'być z Chrystusem'. Wybrani żyją "w Nim", nawet więcej, mają tam, albo lepiej, odnajdują tam swoją prawdziwą tożsamośćjego własne imię". (n. 1025).

Całość dla człowieka

Tam, gdzie idea, że deifikowany znajduje się w pełni zrealizowany w Bogu, jest najlepiej wyrażona, znajduje się w doktrynie, że sprawiedliwy zob. do Boga, cieszą się uszczęśliwiającą wizją. Wizja wyraża nie tylko zjednoczenie, ale także oddzielenie, rozróżnienie. Nie widzi się tego, co jest trzymane zbyt blisko oczu. Wzrok wymaga obiektywności, inności, dystansu. Mówi o tym św. Paweł w liście do Koryntian: "Teraz widzimy się jak w lustrze, zdezorientowani; to zobaczymy się oko w oko. Moje poznanie jest teraz ograniczone; potem będę wiedział, jak zostałem poznany przez Boga". (1 Kor 13:12). A także w pierwszym liście Jana: "Teraz jesteśmy dziećmi Bożymi i jeszcze nie zostało objawione, czym będziemy. Wiemy, że gdy się pojawi, będziemy do niego podobni, bo zobaczymy cię takim, jakim jesteś" (1 J 3,2).

Tak więc, gdy człowiek widzi Boga światłem, którym sam Bóg go napełnia (ang. lumen gloriae), w pełni korzysta z boskiego życia, bez pośrednictwa czegokolwiek widzianego, czyli twarzą w twarz. Cieszy się nim na zawsze. I nie chce, ani nie może przestać kontemplować wiecznej uczty boskiego życia. W wolności pozostanie z Bogiem na zawsze.

AutorPaul O'Callaghan

Profesor zwyczajny teologii na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie

Więcej
PowiązanePowiązane wiadomościPytaj z sercem

Wyzwania stojące przed Kościołem w Stanach Zjednoczonych

Spadek powołań kapłańskich jest wielkim wyzwaniem dla Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych. Przybycie zagranicznych księży wymaga również wysiłku adaptacyjnego zarówno ze strony wiernych, jak i duchownych.

13 de maj de 2016 r.-Czas czytania: 2 minuty

Przed przywódcami Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych stoi wiele kwestii: wolność religijna, rodząca się większość latynoska, groza nadużyć seksualnych ze strony niektórych księży... Jednak przed Kościołem stoją też inne, bardzo istotne wyzwania. Jednym z nich jest rosnący niedobór duchownych.

Choć liczba czynnych kapłanów oczywiście różni się w zależności od diecezji, ogólnie rzecz biorąc, spadek jest uderzający. Według statystyk Center for Applied Research in the Apostolate (CARA) w 1970 roku w Stanach Zjednoczonych było łącznie 58 000 księży, a średnia wieku wynosiła 35 lat. W 2009 r. liczba ta wynosiła 41 tys. księży, a średnia wieku to 63 lata. Jednocześnie populacja katolicka nadal rośnie w tempie od 1 % do 2 % rocznie.

Co gorsza, CARA szacuje, że w latach 2009-2019 połowa obecnych aktywnych księży przejdzie na emeryturę. Dobrą wiadomością jest liczba wyświęcanych co roku księży: pięćset. Zła wiadomość jest taka, że ci nowi księża zastępują tylko jedną trzecią księży, którzy przechodzą na emeryturę lub umierają.

Przez większość historii Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych brakowało rodzimych księży, a większość tego niedoboru była historycznie wypełniana przez księży z zagranicy. W ostatnich latach przybywa księży z Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Około 25 % księży diecezjalnych posługujących obecnie w Stanach Zjednoczonych urodziło się poza granicami kraju; jednak ze względu na ograniczenia imigracyjne pozostają tu zazwyczaj przez około pięć lat.

Ten napływ zagranicznych kapłanów był błogosławieństwem, ale może być też wyzwaniem. Przygotowanie księży do posługi w odległym kraju, różniącym się obyczajami i postawami, to jedno wyzwanie. Kolejnym jest przygotowanie amerykańskich księży i parafian do przyjęcia i zrozumienia tych zagranicznych księży.

Pytanie, przed którym stają przywódcy Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych w następnej dekadzie, brzmi: jak nadal zaspokajać potrzeby duszpasterskie w obliczu spodziewanej redukcji liczby duchownych. Częściowym rozwiązaniem może być zwiększenie liczby diakonów stałych, zwiększenie odpowiedzialności świeckich w zadaniach duszpasterskich oraz podjęcie większych wysiłków powołaniowych w celu zwiększenia liczby seminarzystów.

AutorGreg Erlandson

Dziennikarz, autor i redaktor. Dyrektor Catholic News Service (CNS)

Więcej