Świat

Peter Hahne: "Przyjmują zbankrutowany model: protestantyzm".

Peter Hahne, protestancki dziennikarz i znawca niemieckiego Kościoła ewangelickiego, podkreśla, że model Drogi Synodalnej w Niemczech jest przestarzały i że dziś w rzeczywistości w Kościele protestanckim jest więcej porzuceń niż w Kościele katolickim.

José M. García Pelegrín-10 lipca 2023 r.-Czas czytania: 3 minuty
Peter Hahne_synodalna ścieżka

Zdjęcie: Peter Hahne ©ZDF

Peter Hahne, protestant, od prawie 30 lat odpowiada za programy polityczne w niemieckiej telewizji publicznej ZDF. Przez 18 lat był także członkiem Rady Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego EKD.

W nekrologu Benedykta XVI napisał Pan: "Dla niego największym bólem było to, że niemiecki katolicyzm obrał samobójczą drogę niemieckiego Kościoła ewangelickiego (EKD)".Co to oznacza?

-Ujmując to w kategoriach marketingowych: jeśli celem jest reforma Kościoła, zbliżenie go do ludzi, odzyskanie nowych członków, uczynienie Kościoła ponownie atrakcyjnym, to trzeba brać przykład z praktyków, którzy odnieśli sukces; tak zrobiłaby każda firma. 

Katolicyzm natomiast bierze za przykład firmę zagrożoną bankructwem, protestantyzm. Wszystko, co zostało zgłoszone w Droga Synodalna jest protestanckim ujęciem Kościoła katolickiego: zniesienie celibatu, ordynacja kobiet itp. to wszystko już istnieje w Kościele protestanckim. Jednak mimo skandalu związanego z nadużyciami, z Kościoła wciąż odchodzi więcej protestanckich chrześcijan niż katolików. Papież Franciszek to powiedział: mamy już jeden Kościół protestancki, nie potrzebujemy drugiego. 

Kościół nie jest jednak firmą...

-Dla mnie, jako chrześcijanina, najważniejszy jest wymiar duchowy. Na stronie Droga Synodalna wydaje się rozwijać bez modlitwy, bez Ducha Świętego, a także bez ewangelizacji. Jeśli chcę odnowić Kościół, pierwszą rzeczą, którą muszę zrobić, jest modlitwa i pozwolenie Duchowi Świętemu na działanie; następnie ustalenie priorytetów na poziomie duchowym. A co jest centrum Kościoła? Kult, w Kościele katolickim Eucharystia. O ile widzę, w Drodze Synodalnej ten wymiar nie wydaje się odgrywać żadnej roli; a jeśli już, to raczej po to, by wymyślić, nadać nadbudowę swoim strukturom społeczno-politycznym, kierując się hasłem: wszystko jest ewangelizacją.

Co powinna zrobić Droga Synodalna, aby autentyczna ewangelizacja odgrywała w niej decydującą rolę?

-Dla mnie ewangelizacja nie oznacza przybliżenia ludzi do instytucji, ale do Boga. A przyprowadzając ich do Boga, w naturalny sposób przyprowadzam ich do Kościoła, bo nie ma chrześcijaństwa bez wspólnoty, bez Kościoła. I mówię to również jako ewangeliczny chrześcijanin. 

Polecam uważne przeczytanie np. nekrologu Benedykta XVI napisanego przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu. Jeśli nekrolog płynie z serca, mówiąc, że Benedykt był jednym z największych nauczycieli Kościoła, a jednocześnie przewodnikiem w teologii i myśli duchowej, to musiałbym się zatrzymać i powiedzieć: "Skoro jest taki dobry, to najlepiej przyjąć jego receptę na reformę Kościoła". Wtedy możesz zakopać Ścieżka synodalna.

Jak Twoim zdaniem miałaby wyglądać ta Droga Synodalna według papieża Benedykta?

-Podczas wizyty w Bawarii papież Benedykt wygłosił homilię do księży w katedrze we Freisingu. Każdy katolik powinien przeczytać to przemówienie. Dotyczył on pytania, jakie jest nasze zadanie jako kapłanów, ale też w ogóle jako chrześcijan, w tym świecie. Odłożył przygotowane przemówienie ze wspaniałą uwagą, że można je przeczytać w druku. Przez 14 minut wygłosił wolne i serdeczne przemówienie, nie mówiąc nic o polityce czy klimacie, ale skupiając się na Jezusie. Gdyby ktoś chciał uczynić z tego przemówienia standard reformy w dzisiejszym Kościele, miałby zagwarantowany sukces, choć duchowo gwarancji nie ma. Dla mnie to jest właściwa droga. 

We Fryburgu Benedykt mówił o de-światowości; natomiast Droga Synodalna reprezentuje światowość. Zawsze jest podejrzane, że "świat" oklaskuje Kościół, a dziś odnosi się wrażenie, że biskupi szukają poklasku; bycia kochanym, bycia uznanym. I nie zdają sobie sprawy z pułapki, w którą wpadają. Bawarski biskup luterański Hermann Bezzel powiedział kiedyś: "Kościół ginie z powodu sług, którzy nie mają powołania". Dla mnie to jest właśnie klucz. Dziś mamy zbyt wielu sfrustrowanych polityków na ambonach.

Droga Synodalna powstała w następstwie skandalu związanego z nadużyciami. Ale czy naprawdę ma to coś wspólnego ze zwalczaniem nadużyć?

-Tutaj pewne nadużycia są wykorzystywane jako pretekst do rewolucji w Kościele. To, co jest omawiane w Drodze Synodalnej, nie ma nic wspólnego ze skandalem nadużyć. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że w Kościele ewangelickim nie doszłoby do takich skandali, bo tam pastorzy są żonaci. Tymczasem w Kościele protestanckim dzieje się dokładnie to samo, choć nie na taką skalę. Człowiek, który jest pedofilem może się żenić tysiąc razy, ale i tak będzie wykorzystywał dzieci.

Biuletyn informacyjny La Brújula Zostaw nam swój e-mail i otrzymuj co tydzień najnowsze wiadomości z katolickim punktem widzenia.