Książki

Estefania LanderasPan chce, aby dzieci Go poznały".

Artystka Estefanía Landeras prezentuje kolekcję książek dla dzieci, których celem jest przybliżenie najmłodszym darów Ducha Świętego.

Paloma López Campos-26 styczeń 2023 r.-Czas czytania: 7 minuty
Estefania Landeras

Artystka Estefanía Landeras ze swoją pierwszą książką dla dzieci "Celeste y la fortaleza".

Estefanía Landeras, matka, artystka, projektantka wnętrz... Znana jest z projektu artystycznego ELA RUAJ. Po latach rozmyślania nad pomysłem, w 2023 roku wypuścił na rynek pierwszą książkę z kolekcji dla dzieci, której celem jest wyjaśnienie maluchom darów Ducha Świętego poprzez ilustracje i dwie ujmujące postacie: dziewczynkę Celeste i ważkę Ruaj.

Pierwsza książka to. Celeste i twierdza. W dniu prezentacji artystka rozmawia z Omnesem o procesie twórczym, idei kolekcji i ewangelizacji z małymi dziećmi.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie kolekcji książek dla dzieci o darach Ducha Świętego?

-To był bardzo naturalny proces. Pomysł wziął się z tego, co robię, czyli tworzenia dzieł sztuki sakralnej, w zakresie m.in. sztuka sakralna. Kiedy zaczęłam traktować malarstwo nieco poważniej - ponieważ jestem projektantką wnętrz, specjalizuję się w usuwaniu barier architektonicznych - przenieśliśmy się do Bogoty. Zostaliśmy tam przez trzy lata, a ja zacząłem malować jako hobby.

Kiedy wróciłem do Hiszpanii, miałem już zamknięte studio, powiedzmy, że odłożyłem ten zawód na bok. Po powrocie musiałam wymyślić siebie na nowo, ale nie widziałam drogi rozwoju w dziedzinie projektowania wnętrz. Postanowiłam więc pójść w stronę sztuki, którą zawsze kochałam i nigdy nie potrafiłam podjąć takiej decyzji.

Oddałam ją w ręce Pana i tam zaczęłam ją malować i podpisywać moimi inicjałami, które brzmią ELA, a potem Ruach, co po hebrajsku oznacza wszystko, co związane z Duchem Świętym.

Przed podjęciem tej decyzji zastanawiałam się nad tym, co chcę opowiedzieć i postanowiłam opowiedzieć to, co mam najlepszego, co czyni mnie najszczęśliwszą w tym życiu, czyli wiarę, którą przekazali mi moi rodzice. Zacząłem więc malować dary Ducha Świętego. Zrobiłam serię siedmiu i jak dostałam zlecenie, namalowałam prezent. W ten sposób powstało tych siedem prac.

W trakcie ich wręczania, jako pierwszy byłem pod wrażeniem każdego prezentu, ponieważ widziałem siebie jako boskie narzędzie do dawania tych darów ludziom, którzy mi je powierzyli. Jednocześnie pomyślałam o dzieciach, bo to wszystko przekazałam swoim dzieciom i opowiedziałam im o tym w naturalny sposób. To właśnie tam narodził się pomysł na kolekcję.

Estefanía Landeras z książką "Celeste y la fortaleza".

Tam właśnie leży inspiracja, ale nie było udawania. To był tylko pomysł, żeby powiedzieć, że fajnie by było, żeby dzieci wiedziały więcej o Duchu Świętym, bo mówią nam o Bogu, Jezusie i Matce Boskiej, ale co z Duchem Świętym? Przynajmniej takie było moje spostrzeżenie, że trzymamy go trochę w cieniu.

Minęły dwa lata, a w głowie myślałam o bohaterach, o tym, jaka chciałabym, żeby była główna bohaterka, Celeste. Wyobraziłam sobie te strony. Miałem to wszystko w głowie, ale nie mogłem tego zmaterializować, bo nie miałem środków, zajmuję się sztuką, ale nie jestem ilustratorem.

Jednak w końcu wszystko wywróciło się "do góry nogami". To są sprawy Boga, który robi co chce, kiedy chce. To, co musimy zrobić, to utrzymać nasze anteny w górze. W 2022 roku, kiedy urodziłam piątą córkę, zaczęłam pracować nad projektem, razem z Alexem Rooneyem, Bagangudą i w ciągu zaledwie kilku miesięcy Celeste i twierdza widział już światło. Kolejna, czyli prezent w postaci porady, została już napisana.

Jak łączysz bycie matką, artystką, projektantką wnętrz i pisarką?

-Złożenie wszystkiego w ręce Boga. Brzmi to trochę eterycznie, ale tak właśnie jest. Trzeba iść pomalutku, dzień po dniu, ze wzrokiem utkwionym w niebo. Mam bardzo jasne priorytety, przede wszystkim moja rodzina. Odkąd urodziłam pierwszą córkę, to na niej skupiłam swój zawód. Jako kobieta i jako profesjonalistka uważam, że moje dzieci są na pierwszym miejscu. Stamtąd bierze się reszta rzeczy.

Nie ma żadnej tajemnicy. Duch Święty jest taki, jest twórczy. On cię prowadzi, On daje ci energię, On cię prowadzi, tylko musisz Mu na to pozwolić, co też nie jest łatwe.

W końcu łączę to z wieloma upadkami i patrzeniem w Niebo dużo. Podnosi cię i prowadzi na nowo.

Jak wytłumaczyć najmłodszym dzieciom tak skomplikowane tematy religijne jak Duch Święty?

-o tym mówię w pracach, które maluję. Nie wszystko, co się widzi, jest. Nie trzeba widzieć, żeby uwierzyć. Wokół nas jest wiele rzeczy, których nie widzimy, a które istnieją. To, co oddziela nas od świadomości Ducha Świętego, to bardzo cienka zasłona.

Ale uważam, że dzieci - i to jest idea całej kolekcji - są spektakularnie kreatywne. Są otwarci na wszystko. Rzeczy, o których mówimy, odbierają z oceną, czyli zadają pytania, kwestionują. Są otwarci i nie są głupi, więc rozpoznają prawdę.

W zasadzie wytłumaczenie dzieciom tych rzeczy nie jest takie skomplikowane, bo to coś, co wszyscy nosimy w sobie. Wszyscy mamy ten znaczek.

Uważam, że sztuka jest dla dzieci bardzo przystępnym środkiem do rozbudzenia tej ciekawości. Pan chce, żeby dzieci Go znały, ale chce, żeby znały Go naprawdę, a nie żeby opowiadano im różne bzdury.

Co jest takiego wyjątkowego w bohaterach książki, Celeste i Ruaju?

-Celeste ma coś bardzo wyjątkowego. Jest typową osobą, którą spotykasz w życiu, a ona ma inne światło, co nie musi oznaczać, że znają Boga. Celeste, w rzeczywistości, nie zna Boga. Odkrywa go, pomału, od pierwszego daru, jakim jest siła, po śmierci bliskiej osoby. Jest dzieckiem, które uświadamia sobie wielkość, która nas otacza i rozpoznaje w stworzeniu, że jest coś więcej. Są pewne cuda, których nie da się wytłumaczyć. Właśnie dlatego nazywa się Celeste, jest w pewnym sensie niebiańskim dzieckiem.

Okładka książki

Ruaj jest ważką. To zwierzę ma bardzo silny związek z moją matką. Zmarła osiem lat temu, a ważka to zwierzę, które ma dla mnie duże znaczenie. Chciałem w jakiś sposób uhonorować moją mamę, która otworzyła mi oczy i sprawiła, że zakochałem się w Jezusie.

Ponadto Ruaj, będąc ważką, ma ten lotny, elektryczny, jaskrawo ubarwiony, szybki i eteryczny charakter. To jedyna postać, która ma prawdziwą symbolikę. Jest Duchem Świętym, ale nie w sposób oczywisty.

Dlaczego męstwo było pierwszym darem?

-Kiedy myślałem o rozpoczęciu kolekcji, wybór miejsca, od którego chciałbym zacząć, był nieco przytłaczający. Z darem męstwa mam osobistą historię, bo to jedyna praca, z którą mam naprawdę silny związek. Dzieło męstwa powstało z powodu straty. Wielokrotnie prosiłam Ducha Świętego o ten dar i mam bardzo silne doświadczenie skuteczności tego daru.

Pracę oparłem na zdjęciu, które zrobiłem w Madrycie w środku bardzo silnej burzy. Było tam małe drzewo, które nie poruszało się, wydawało się niewzruszone wobec wszystkiego, co działo się wokół niego.

Biorąc pod uwagę moje doświadczenie z tym darem, łatwo mi o nim mówić. Miałam historię, doświadczenie, pamięć, którą moje dzieci mają o swojej babci, bo po śmierci mamy musiałam prosić o wiele sił. Łatwo było mi tu zacząć.

Jak dary Ducha Świętego wiążą się ze szczęściem, o którym wspomina Pani w książce? Jak można to wytłumaczyć dzieciom?

-W momencie, gdy Bóg daje ci do zrozumienia, że jeśli postawisz Go w centrum, to puzzle same się układają, otwierają ci się oczy. W książce jest ilustracja, która dokładnie o tym mówi. splat. Jeśli Bóg nie jest obecny w twoim życiu w sposób stanowczy, codzienny, centralny, to bardzo trudno jest być szczęśliwym.

Mówię z mojego doświadczenia, nie jestem ani teologiem, ani filozofem. Ale jako osoba wierząca, jako katolik i chrześcijanin, zdaję sobie sprawę, że dary Ducha Świętego to pigułki szczęścia, które ma się pod ręką i o które się prosi. Są one sposobem na natychmiastowe szczęście. Nie trzeba czekać na śmierć, Pan chce, abyśmy byli szczęśliwi teraz, tu i teraz.

Dowiedziałem się o tym wszystkim bardzo późno w życiu. Wiele razy próbowali mi to wytłumaczyć, ale nie miałem pokory, by to dostrzec, aż w końcu dałem się nabrać. Myślę, że łatwiej ją zrozumieć, jeśli poznaje się ją w naturalny sposób od dzieciństwa. Wtedy życie prezentuje się w inny sposób.

Czy możesz też opowiedzieć nam trochę o projekcie Ela Ruaj?

-Zaczęłam, gdy wróciłam do Hiszpanii, z moimi dziećmi, i zdałam sobie sprawę, że muszę wymyślić siebie na nowo. Chciałam realizować zarówno swoje powołanie rodzinne jako matka, jak i powołanie ewangelizacyjne, nie przestając być obecna w życiu moich dzieci. Dzięki tematowi sztuki zobaczyłam, że mam szansę podjąć i połączyć wszystko. Złożyłem to w ręce Pana i powiedziałem Mu, że idę z Nim na całość.

Przyklejony do Ducha Świętego jak limpet, robiłem wszystko. Prawie trzy lata później nadal maluję coraz więcej, otrzymuję coraz więcej zleceń - pracuję tylko na zlecenie, nie zarabiam na kolekcjach - i ku mojemu zaskoczeniu sprzedaję to, co maluję.

Na stronie sztuka jest głośnikiem na ziemi dla spraw Nieba. Maluję dary Ducha Świętego, Stworzenie, cnoty, cnoty teologiczne i tak dalej. Staram się w jakiś sposób zmaterializować to, co jest obecne w naszym życiu, co tak często słyszymy, ale nie widzimy.

Moje obrazy niczego nie przedstawiają, nie taka jest ich idea. Są one małym oknem, które otwiera się na Niebo, abyśmy mogli poznać miłość Boga, który chce się z tobą spotkać.

Biuletyn informacyjny La Brújula Zostaw nam swój e-mail i otrzymuj co tydzień najnowsze wiadomości z katolickim punktem widzenia.