Aktualności

kardynał SturlaCzytaj więcej : "Kościół zachęca do postpandemicznego życia z większą nadzieją" : "Kościół zachęca do postpandemicznego życia z większą nadzieją".

Kardynał Daniel Sturla stoi na czele jedynej archidiecezji Urugwaju już od sześciu lat. Jest on wyraźnym punktem odniesienia nie tylko w Kościele, ale także w społeczeństwie urugwajskim. Jest młody (ma 61 lat) i jest dobrym komunikatorem, ale jeszcze bardziej cieszy fakt, że zaledwie rok po mianowaniu na arcybiskupa, papież Franciszek uczynił go kardynałem.

Omnes-30 lipca 2020 r.-Czas czytania: 10 minuty

Konferencja Episkopatu Urugwaju organizowała V Krajowy Kongres Eucharystyczny, który miał się odbyć w październiku. Palabra planowała przy tej okazji przeprowadzić wywiad z kardynałem Danielem Sturlą. Pytanie brzmiało, czy w związku z opóźnieniem do 2021 roku z powodu Covid-19, należy również przesunąć wywiad. A jeśli jest coś, czego arcybiskup Montevideo nie umie, to jest to mówienie "nie". Ma ciężko wypracowaną reputację. Ma ciężko wypracowaną reputację. A on odpowiedział: "No dalej, dalej. A następnie zwrócił uwagę, że V Kongres Eucharystyczny właściwie rozpoczął się już wcześniej, od odnowienia konsekracji Urugwaju Dziewicy Treinta y Tres, w listopadzie ubiegłego roku.

W tym kraju, gdzie futbol jest pasją, nie jest łatwo "partia" Kościół ma do odegrania w Montevideo. Edukacja publiczna to. "świeckie, wolne i obowiązkowe".Salezjański kardynał przypomina, dla kogo ważne jest m.in. "pielęgnować zdecydowaną, silną, przejrzystą, radosną tożsamość katolicką, a jednocześnie posiadać zdolność do dialogu".. W wywiadzie mówi o inicjatywach kościelnych, powołaniach i "peryferie"... Na przykład odnosi się do księdza "Cacho" (Rubén Isidoro Alonso, SDB). Mawiał, że nasi ubodzy są "ubogimi Boga", podkreśla kardynał, ponieważ część rzeczywistości sekularyzacji w Urugwaju dotknęła przede wszystkim najuboższych. Zaczynamy od papieża.

Czy byłeś zaskoczony mianem kardynała i czy znałeś papieża Franciszka?

-To było totalne zaskoczenie! Mówię to nie po to, by być skromnym, ale dlatego, że taka jest rzeczywistość. Papież uczynił mnie kardynałem jako dar dla Kościoła urugwajskiego, który darzy wielkim szacunkiem, bo zna go z racji jego bliskości, z racji tego, że ma w Urugwaju wielu przyjaciół. Nie znałem papieża Franciszka. Po raz pierwszy spotkałem go, gdy byłem biskupem pomocniczym w Rio de Janeiro, podczas Światowych Dni Młodzieży w 2013 r. A ja przez rok bycia arcybiskupem też nie zrobiłem nic istotnego. Myślę, że był to gest sympatii wobec urugwajskiego Kościoła.

W każdym razie gest papieża dobrze się "zwrócił": kardynał cieszy się sympatią tej części Kościoła, która przypadła mu w udziale, a on sam osiąga cele i zyskuje poparcie.

-Kościół w Montevideo jest piękny! W Montevideo, jak cały Kościół urugwajski, jest to Kościół ubogi i wolny, mały i piękny. Była wolna, bo sekularyzacja sprzed stu lat sprawiła, że musiała sobie radzić sama, bez wsparcia państwa i często z pewną wrogością... pokojową, nie agresywną wrogością, pewną pogardą. I dlatego ma to piękno, że jest Kościołem, w którym nikt nie jest katolikiem dla wygody towarzyskiej, nikt nie zostaje księdzem, bo będzie się dobrze bawił, powołania są powołaniami bardziej cierpiącymi... I to wszystko nadaje mu własną charakterystykę.

Jest to również Kościół, który bardzo ucierpiał w okresie posoborowym, podobnie jak inne Kościoły, i w którym nastąpił bardzo duży spadek uczestnictwa wiernych... To jest to, co stawia przed nami pytania i na co staramy się odpowiedzieć.

Nalegałeś, jako pilną potrzebę duszpasterską, na dotarcie do najbardziej ubogich dzielnic, "peryferii", jak nazywa je papież Franciszek. 

-Ojciec "Cacho" (Rubén Isidoro Alonso, SDB), kapłan, którego sprawę beatyfikacyjną zainicjowaliśmy, spędził ostatnie czternaście lat swojego życia, dzieląc się nim w "cantegril" ("Villa miseria"), bardzo biedne miejsce. Powiedział, że nasi biedacy są "Bieda Boża", bo część rzeczywistości sekularyzacji w tym kraju dotknęła najbardziej ludzi najbiedniejszych. 

Chodzi mi o to, że nasza bieda ma tę cechę: są to ludzie biedni, którzy nie znają Boga, którzy nie wiedzą, kim jest Jezus Chrystus, których życie religijne jest bardzo nieświadome, bardzo obojętne. Wiele z nich ma odniesienia do parafii i katolickich dzieł społecznych, ale jest to odniesienie nie dotykające aspektu religijnego.

Od prawie stu lat uczniowie szkół państwowych nie otrzymują chrześcijańskiej edukacji. Jak możemy ewangelizować w społeczeństwie naznaczonym brakiem wartości chrześcijańskich?

-Myślę, że są dwie rzeczy, które są dla mnie bardzo ważne.. Jak promować, z absolutną jasnością, stanowczą, silną, przejrzystą, radosną tożsamość katolicką, a jednocześnie mieć zdolność do dialogu. To ważne, bo zawsze, gdy podkreśla się tożsamość, ma się wrażenie, że nabywa się zbroję krzyżowca...

Propozycja jest taka, aby w społeczeństwie pluralistycznym, w duchu dialogu, bez kompleksów, które być może były w Kościele w Urugwaju, móc mieć wyraźną tożsamość. A jednocześnie bez pretensji do chrześcijaństwa, które nigdy nie było silne w Urugwaju i które nie istnieje od stu lat. Innymi słowy, nie chodzi o powrót do chwalebnej przeszłości, której nigdy nie mieliśmy w Urugwaju, ale o spojrzenie ze spokojem i radością na naszą katolicką tożsamość w kontekście pluralistycznego i demokratycznego społeczeństwa, które charakteryzuje naszą urugwajską kulturę.

W tej linii kardynał Sturla zaplanował ważną misję w archidiecezji.

-Robiliśmy program misyjny "Jacinto Vera (czcigodny pierwszy biskup Montevideo, 1813-1881), którego celem było bycie, w prawdzie, "Kościół na wylocie", i to nie tylko na papierze. W ubiegłym roku wykonano pierwsze doświadczenie, które nosiło nazwę Misja Casa de Todos. Te parafie, które chciały się przyłączyć, 50 z 83 parafii w archidiecezji, przyłączyło się. Była mobilizacja, aby wyjść na ulice, do centrów handlowych, być w autobusach, prowadzić zajęcia, zapraszać ludzi z różnych dzielnic na zajęcia organizowane przez parafię. 

To była przede wszystkim mobilizacja parafii... I wielu mówiło: nareszcie Kościół katolicki widać na ulicy, nareszcie Kościół wychodzi do ewangelizacji...

Pokazanie, że Kościół jest żywy, jest ważne dla wszystkich... W archidiecezji są inicjatywy duszpasterskie, które pozostawiły szczególny ślad.

-W 2016 roku rozpoczęliśmy kampanię "Święta z Jezusem", program do opracowania w okresie Adwentu, składający się z pięciu punktów: nowenna do Niepokalanego Poczęcia, odmawianie Różańca świtowego w określonych miejscach; gest solidarności ze strony rodziny lub wspólnoty; modlitwa do odmawiania w Wigilię w domach rodzinnych, ponieważ tutaj oficjalnie dzień Bożego Narodzenia jest dniem rodziny: w Urugwaju kalendarz został zsekularyzowany w 1919 roku... 

Na stronie "Święta z Jezusem obejmuje również umieszczenie balkonu z tym wyrazem i z wizerunkiem szopki. Było to bardzo popularne i rozprzestrzeniło się także w głębi kraju: balkony sprzedawano tysiącami... 

Na koniec zachęcamy do przynoszenia do kościoła obrazka z Dzieciątkiem Chrystusa do pobłogosławienia w niedzielę przed świętami. W ten sposób zachęcamy rodziny do ustawienia szopki (ang. "szopka"), bo porzucali ten zwyczaj i stawiali tylko choinkę...

Często mówiłeś o tym, że Kościół idzie razem do przodu, o roli rodziców w wychowaniu, o tym, jak ważne jest niesienie Chrystusa do rzeczywistości doczesnej?

-Z pewnością tak jest. I myślę, że Kościół w Urugwaju ma ogromne doświadczenie. Po pierwsze dlatego, że zajmuje się edukacją od przedszkola do uniwersytetu, mając dwie uczelnie: Uniwersytet Katolicki i Uniwersytet w Montevideo. I z bardzo dużym doświadczeniem w służbie społecznej.

Równocześnie stworzyliśmy możliwości dialogu. Ożywiamy instytucję katolicką, która była bardzo aktualna w tamtym czasie, Klub Katolicki, założony w 1878 roku, który próbował nawiązać dialog ze społeczeństwem. A z drugiej strony promujemy doświadczenie, które było bardzo ciekawe, które nazywa się "Kościół w dialogu". Wynikało to z wezwania przewodniczącego Tabaré Vázqueza z 2016 roku do składania propozycji dialogu społecznego.

To nie wystartowało, ale stworzyło dynamikę, która oznaczała, że w zeszłym roku, który był rokiem wyborczym, wszyscy kandydaci na prezydenta byli zapraszani na spotkania z tą grupą "Kościół w dialogu", realizowany przez osoby świeckie. Uczestniczyłem w spotkaniach, ale w rzeczywistości to oni nadawali bieg sprawie, a Kościół mógł wnieść swój głos i swoje propozycje, które opracowaliśmy na pięć tematów urugwajskiej rzeczywistości: edukacja, współżycie obywatelskie, środowisko, promocja kobiet, świat biznesu i praca.

Oczywiście, ponieważ ewangelizacja jest zadaniem wszystkich w Kościele, księża są niezbędni. W pierwszy czwartek miesiąca modlimy się szczególnie o powołania w archidiecezji....

-To jest bardzo twarda rzeczywistość. W Urugwaju zawsze brakowało powołań kapłańskich i zakonnych, a dziś powołania napływają nieregularnie. W międzydiecezjalnym seminarium, jedynym w całym Urugwaju, jest 25 młodych mężczyzn, siedmiu z archidiecezji Montevideo. Ale nie poddajemy się. W tej chwili jest ciekawy ruch młodzieżowy, który będzie owocował.

Twoja "przeniesiony". osobista historia powołania, mam na myśli historię powołania kapłańskiego, jaka ona jest? 

-Moje powołanie salezjańskie zrodziło się w Instytucie Juana XXIII, kiedy miałem 17 lat i byłem w piątej klasie liceum. Dyrektorem był człowiek Boży, bardzo dobry, który pracował na rzecz powołań, ks. Félix Irureta. Po rekolekcjach z moją klasą, 8 września, w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, zapytał mnie, czy myślałem o tym, żeby zostać księdzem... I dodał coś bardzo ważnego: że zadaje mi to pytanie, ale że już nigdy mi go nie powtórzy, że mam się czuć całkowicie wolny.

Wtedy podziękowałam mu, ale powiedziałam, że widzę siebie zakładającą rodzinę, robiącą karierę... Nigdy więcej nic do mnie nie powiedział. Kontynuowałam studia, wychodziłam na zewnątrz, w bardzo miłym otoczeniu, w bardzo trudnym dla kraju okresie... Poza tym straciłam oboje rodziców w ciągu trzech lat od siebie: ojciec zmarł, gdy miałam trzynaście lat, a matka - gdy miałam szesnaście. Jestem najmłodsza z pięciorga rodzeństwa, więc pozostało nam wspólne mieszkanie i organizowanie się.

Kiedy skończyłem studia na Jana XXIII, wstąpiłem na Wydział Prawa, ale niepokój wciąż wbijał się w moje serce. Tak więc, na tym pierwszym roku studiów prawniczych, w końcu zdecydowałem się wstąpić do nowicjatu salezjańskiego, w 1979 roku, w wieku dziewiętnastu lat... Aby opowiedzieć w skrócie, zostałem wyświęcony na księdza 21 listopada 1987 roku, w wieku 28 lat, i po kilku latach zostałem dyrektorem Juana XXIII. Później zostałem mianowany inspektorem, inspektorem salezjanów w Urugwaju, a po trzech latach pełnienia funkcji inspektora, papież Benedykt mianował mnie biskupem pomocniczym Montevideo.

Księża z innych krajów przyjechali do Montevideo, aby podać rękę?

-Urugwaj to wyzwanie; uwielbiam, gdy księżom, którzy tu przyjeżdżają, udaje się uchwycić urugwajskiego ducha i pokonać pierwszą barierę. 

W naszym kraju odpowiedź religijna jest bardzo zimna, bardzo skąpa... Wielu księży zniechęca się, zwłaszcza ci, którzy pochodzą z krajów, gdzie postać księdza jest postacią bardzo prestiżową; przyjeżdżają tutaj i przekonują się, że ksiądz nie jest wart tylko dlatego, że jest księdzem, ale dlatego, że jest dobrym księdzem; nie dlatego, że ma tytuł, stanowisko, mały kołnierzyk... Ksiądz, który przeżywa to doświadczenie, który widzi jego pozytywne aspekty i wyzwanie, jakie ze sobą niesie, zdoła zrozumieć rzeczywistość i przynosi owoce.

Jest grupa argentyńska, która przyjeżdża już od sześciu lat i bardzo dobrze pracuje i przynosi wiele owoców, Towarzystwo św. Jana. W ubiegłym roku przyjechało zgromadzenie peruwiańskie, Pro Ecclesia SanctaSprawdzają się również w parafii i na Uniwersytecie Katolickim.

W uroczystość Zesłania Ducha Świętego w całym Urugwaju zaczęto w niedzielę odmawiać Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskie, co jest kolejnym wyrazem troski o "ubogich Bożych" na wszystkich poziomach społeczeństwa.

-Musimy być uformowani w wierze. Nie mówię o formacji teologicznej, ale o formacji podstawowej; często przy niedostatecznej katechezie katolikom brakuje podstawowych elementów wiary. Stąd bierze się troska wszystkich biskupów, aby wiara była znana, abyśmy z entuzjazmem wyznawali wiarę katolicką, z wyraźną tożsamością w pluralistycznym świecie, takim jak urugwajski, który jest bardzo zsekularyzowany. Nie chodzi o to, by się kurczyć lub powiększać, ale by być szczęśliwym z wiary, w którą wierzymy i którą żyjemy. W tym celu musimy ją poznać. 

Dlatego w okresie wielkanocnym rozpoczęliśmy tutaj i rozprzestrzeniliśmy po diecezjach proces formacyjny, który polegał na dotacji, która przynosiła codziennie punkt katechizmu i odnowienie wyznania wiary w dniu Pięćdziesiątnicy. W tym samym kierunku idzie recytacja Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskiego, które jest bardziej katechetyczne niż Credo Apostolskie, bardziej wyjaśniające istotne prawdy wiary.

Konferencja Episkopatu Urugwaju organizowała na miesiąc październik V Krajowy Kongres Eucharystyczny, ale Covid-19 wymusił jego przełożenie na rok 2021. Czego oczekujesz od tego wydarzenia?

-Kongres, w rzeczywistości, rozpoczął się od odnowienia konsekracji Urugwaju Dziewicy Treinta y Tres, którą my biskupi złożyliśmy w katedrze na Florydzie 11 listopada ubiegłego roku. Mówię odnowa, bo to właśnie zrobiliśmy: powrót do konsekracji dokonanej przez świętego Jana Pawła II w 1988 roku, kiedy był wśród nas. We wszystkich diecezjach trwał miesiąc przygotowań i był wydarzeniem życia i wiary przeżywanym we wszystkich wspólnotach. W tym czasie pandemii, przez zoomObchodzimy szczególnie uroczystość Zesłania Ducha Świętego, jak już wyjaśniłem. 

Celem kongresu będzie. "aby uzyskać odnowienie wiary ludu Bożego pielgrzymującego w Urugwaju, zwłaszcza w tajemnicę eucharystyczną".. Temat, Eucharystia: Ofiara Chrystusa, która zbawia świat. I hasło, Bierzcie i jedzcie: moje Ciało wydane za was.

Jak widać, podkreślamy ofiarną rzeczywistość Eucharystii. Tu, jak wszędzie, ale w Urugwaju w szczególności, bardzo mocno podkreślano w swoim czasie wspólnotowy wymiar celebracji eucharystycznej, która jest oczywiście elementem kluczowym dla życia Kościoła. "zgromadzenie zwołane".. I to zwołane zgromadzenie Kościoła wyraża się zasadniczo w Eucharystii, ale chociaż wierzę, że jest to dość obecne u wiernych, to fakt ofiary Chrystusa, że Eucharystia jest aktualizacją ofiary Chrystusa, pozostał bardzo rozcieńczony w świadomości chrześcijańskiej. My, biskupi, chcieliśmy więc podkreślić ten wymiar, nie pomijając drugiego.

Jest to czas pandemii wszędzie, ze wszystkimi osobliwościami, jakie to pociąga za sobą dla życia wiary. W Urugwaju odnotowano niewielką liczbę zakażonych i zgonów. W jaki sposób Kościół był obecny w tym czasie?

-Cieszę się bardzo, bo kiedy zaczęła się pandemia, wydawało się, że pod wieloma względami nadchodzi dla nas noc. Ale tutaj, w przeciwieństwie do innych krajów, kościoły nigdy nie były zamknięte. Tutaj mogły pozostać otwarte; to, czego nie mogły robić, to organizować uroczystości, które gromadziłyby wiernych; to zależało od proboszczów lub rektorów kościołów, jeśli utrzymywali je otwarte.

Było bardzo miłe doświadczenie. W niedziele błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem było udzielane w dzielnicach, w mieście; większość księży to robiła i wierzę, że to owocowało. Na portalach społecznościowych pojawił się natychmiastowy odzew. Dzień po rozpoczęciu połogu na platformach transmitowano już Msze św. I w ten sposób zaczęły działać niemal wszystkie parafie i instytucje, a także szkoły katolickie i uniwersytety. Jednocześnie był odzew ze strony wiernych, aby kontynuować współpracę ekonomiczną, troska o to, aby księdzu niczego nie brakowało; księża w Urugwaju żyją bardzo oszczędnie, ale żadnemu księdzu nie brakowało środków do życia. 

Wszystko to bardzo dobrze przemawia za nami. A teraz, od 19 czerwca, który w tym roku był świętem Najświętszego Serca Pana Jezusa, wśród ludzi zapanowała ogromna radość z powrotu do odprawiania Mszy Świętych; było bardzo pięknie, naprawdę była tęsknota za uczestnictwem w Eucharystii.

Wreszcie, jaka jest odpowiedź Kościoła na rzeczywistość zglobalizowanego świata, bardzo zaniepokojonego tym, co pozostawiła po sobie ta pandemia?

-odpowiedź Kościoła polega na głoszeniu wiary w Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata, na zaufaniu Bogu, który jest tym, który ostatecznie prowadzi historię, a więc na zasianiu nadziei w sercach ludzi. Świat znał inne epidemie, oczywiście żadnej w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, ale cóż, epidemie w innych czasach przeminęły, pozostawiły swoje skutki i ta również pozostawi swoje skutki. 

Wydaje mi się, że Kościół, na ile jest w stanie głosić bliskiego nam Chrystusa zmartwychwstałego, Pana historii, spełnia swoją misję i zachęca do życia postpandemicznego, bardziej naładowanego nadzieją, ponieważ bez wątpienia sytuacja taka jak ta, w której żyjemy, prowadzi do fundamentalnych pytań o życie: dlaczego, po co, jaki jest sens bólu, jaki jest sens naszego istnienia.


Biuletyn informacyjny La Brújula Zostaw nam swój e-mail i otrzymuj co tydzień najnowsze wiadomości z katolickim punktem widzenia.