Hiszpania

Akompaniament u kresu życia, dzieło, które leczy rany

Omnes-2 lipca 2018 r.-Czas czytania: 2 minuty

W duszpasterstwie chorych nie tylko pacjent jest otoczony opieką; w to duchowe towarzyszenie zaangażowani są także członkowie rodziny, przyjaciele i pracownicy służby zdrowia. Palabra rozmawia z Tomásem Sanzem, diakonem, który pracuje na oddziale opieki paliatywnej w szpitalu La Paz w Madrycie.

Tekst - Fernando Serrano

18 587 to wolontariusze, którzy prowadzą działalność w zakresie ochrony zdrowia w Pastoral de la Salud w Hiszpanii, oprócz księży i diakonów pracujących w ośrodkach zdrowia. Jedną z osób pracujących wśród pacjentów i lekarzy w szpitalu jest Tomás Sanz, diakon stały, który kilka dni w tygodniu zapewnia opiekę duchową pacjentom na oddziale opieki paliatywnej szpitala La Paz w Madrycie, ośrodka, w którym Pastoral de la Salud realizuje pilotażowy program opieki nad osobami u kresu życia.

Praca wśród pracowników służby zdrowia

Tomás Sanz pracuje w szpitalu w La Paz od nieco ponad roku. Przed przyjęciem święceń diakonatu był już wolontariuszem w różnych działaniach na rzecz chorych, przeszedł szkolenie w zakresie opieki nad pacjentami będącymi w ostatnim stadium życia.

Tomás wyjaśnia, że jego praca jest wykonywana dla wszystkich ludzi wokół niego: pacjentów, lekarzy, rodzin, pielęgniarek...".Najpierw pacjent, potem rodzina, a następnie zespół opieki zdrowotnej. Wszystkie one są podatne na bycie jednostką interwencji. Bo naprawdę wszyscy ludzie, czy to wolontariusze, czy w pracy zarobkowej, bo wszyscy są profesjonalistami, naprawdę wszyscy ci ludzie, którzy mają stały kontakt z cierpieniem, muszą prowadzić pracę nad sobą. Od drugiego miesiąca nie ma popołudnia, które mija, żebym nie widziała lekarzy.".

"Na początku, gdy przyjechałem, lekarze i inny personel medyczny byli ostrożni."Tomasz, który pracuje również w biurze doradztwa podatkowego i audytu, wyjaśnia. "Na początku zwracano uwagę na: Zobaczmy, kim jest ten facet, który nazywa siebie asystentem duchowym, ale jego akredytacja mówi kapelan; który nie jest księdzem i mówi nam, że jest stałym diakonem i wyjaśnił nam to". Jednak, jak opowiada, sytuacja szybko się zmieniła: "... powiedział, że nie jest księdzem i powiedział, że jest stałym diakonem.To prawda, że wszedłem do pokoi tych, którzy nas wezwali. Nie tylko wziąłem Pana, ale także mu towarzyszyłem. W każdym pokoju spędzałbym może godzinę, a prawdopodobieństwo, że w tym czasie wejdzie lekarz, było bardzo małe. Aż pewnego dnia przyszedł lekarz, by zobaczyć pacjenta. Ta lekarka spojrzała na mnie, przedstawiła się i została tam. Miesiąc później spotkałam na dyżurce pielęgniarek lekarza z oddziału, który podszedł do mnie. Dzięki temu pomyślałem, że narobiłem trochę hałasu, że moja praca może być interesująca i że sprawy nie idą źle. Bo daleki od tego, by powiedzieć mi, że mam nie wchodzić do żadnego pokoju, powiedział mi, że ciekawie byłoby, gdybym brał udział w spotkaniach zespołu.".

Biuletyn informacyjny La Brújula Zostaw nam swój e-mail i otrzymuj co tydzień najnowsze wiadomości z katolickim punktem widzenia.