Kultura

G. K. Chesterton. W setną rocznicę jego nawrócenia

W czasach, gdy poszukiwani są chrześcijańscy intelektualiści, wielu spogląda w stronę Tomasza More'a, Newmana, Knoxa... czy Chestertona. Ich żarty to świeże powietrze. Ich rozumowanie, logika jasna i zaskakująca. Często się je cytuje, ale mało kto wie, kim naprawdę był Gilbert Keith Chesterton.

Victoria De Julián i Jaime Nubiola-26 grudnia 2022 r.-Czas czytania: 4 minuty
chesterton

Latem 1922 r. G. K. Chesterton w końcu zapukał do drzwi Kościoła katolickiego. Miał wtedy 48 lat. Miał zostać przyjęty do Kościoła w niedzielę 30 lipca w pokoju w hotelu dworcowym służącym jako siedziba parafii w Beaconsfield, tuż pod Londynem. Podczas komunii był bardzo zdenerwowany, a pot wystąpił mu na czoło: "To była najszczęśliwsza godzina w moim życiu.Człowiek, który był Chestertonem, p. 207). Mówić o nawróceniu Chestertona to mówić o podróży od zamętu do jasności. Po drodze odkrył na nowo bajki, cieszył się swoim bratem i jego przyjaciółmi, zadziwił się wspaniałymi księżmi z High Church - najbardziej prokatolickiej i rytualnej grupy w Kościele anglikańskim - i zakochał się w swojej żonie, Frances Blogg. 

Wszyscy wiedzą, że Chesterton był dowcipnym apologetą wiary, który wymyślił kilka zabawnych historii o księdzu-detektywie, a także dość dziwną powieść pt. Mężczyzna, który w czwartek. Mało kto jednak wie, że Chesterton, o wiele bardziej niż apologetą, zawsze nazywał siebie dziennikarzem, że ojciec Brown inspirował się księdzem, który spowiadał go tamtego lata 1922 roku i że Mężczyzna, który w czwartek ilustruje koszmar, jaki Chesterton przeżył jako młody człowiek, zanim spotkał Boga. 

Droga do wiary

Ten koszmar przebiega jak dreszcz przez rok 1894, kiedy Chesterton miał 20 lat, nie miał brzucha i chciał zostać malarzem. W prestiżowej Slade School of Art w Londynie opanował arkana techniki próżniactwa i bez osądu oddawał się różnym dowcipom swoich czasów, jak choćby zwątpieniu w istnienie wszystkiego poza umysłem. "I to samo, co przytrafiło mi się z ograniczeniami mentalnymi, przytrafiło mi się z ograniczeniami moralnymi. Jest coś naprawdę niepokojącego, kiedy myślę o szybkości, z jaką wyobrażałem sobie najbardziej szalone rzeczy. [...] miałem przemożną potrzebę zapisywania lub rysowania strasznych idei i obrazów, i coraz głębiej pogrążałem się w czymś w rodzaju ślepego duchowego samobójstwa. Wtedy jeszcze nie słyszałem o poważnej spowiedzi, ale właśnie to jest potrzebne w takich przypadkach". (Autobiografiastr. 102-103). 

Aż miał dość: "Kiedy już od jakiegoś czasu byłem pogrążony w odmętach współczesnego pesymizmu, poczułem w sobie wielki impuls buntu: zrzucić tego inkuba lub uwolnić się od tego koszmaru. Ponieważ jednak wciąż starałem się rozwiązywać sprawy samodzielnie, z niewielką pomocą filozofii i żadną religii, wymyśliłem rudymentarną i prowizoryczną teorię mistyczną". (p. 103). Kamieniem węgielnym tej elementarnej teorii mistycznej była wdzięczność. Chesterton zdawał sobie sprawę, że wszystko może nie istnieć, on sam może nie istnieć. Spis rzeczy na świecie był wówczas epickim poematem o tym wszystkim, co zostało uratowane z katastrofy statku. Chesterton trzymał się tej cienkiej nici wdzięczności i wiele lat później, w 1908 roku, zilustruje to swoje odkrycie w Etyka w krainie Leprechaunówczwarty rozdział jego Ortodoksja

Chesterton pragnął odzyskać czyste oczy dzieci, prostotę zdrowego rozsądku. W wymyślonej przez siebie teorii interesowały go więc tylko pomysły, które przywrócą mu zdrowie. Wtedy zrozumiał, że jego teoria jest nie tylko zdrowa, ale i prawdziwa. W swojej wędrówce ku światłu natknął się na chrześcijaństwo: "Jak wszystkie poważne dzieciaki, starałem się wyprzedzać swój czas. Podobnie jak oni, starałem się wyprzedzać prawdę o dziesięć minut. I odkryłem, że jestem osiemnaścieset lat do tyłu. [...] usilnie starałem się wynaleźć własną herezję, a po jej wykończeniu odkryłem, że jest to ortodoksja". (Ortodoksja, p. 13). Gdy obudził się z koszmaru było to około 1896 roku. Obudził się ze zdumieniem, że życie jest przygodą odpowiednią tylko dla pokornych i wolnych podróżników, epopeją z sensem i Autorem. 

Wspaniała żona

Jesienią 1896 roku na spotkaniu towarzystwa dyskusyjnego poznał Frances Blogg, kobietę, która w 1901 roku miała zostać Frances Chesterton. Z jej pomocą był w stanie prześledzić akrobatyczny skok od swoich intuicji do spójności wiary katolickiej. Frances była kochającą poezję intelektualistką. Jej rodzina była agnostyczna, a ona sama była anglikanką. Do Kościoła katolickiego miała być przyjęta w listopadzie 1926 roku, więc przeszła tę samą drogę terminowania co jej mąż. Ale pomogła mu, bo zapoznała go z nabożeństwem do Matki Bożej i nadała ład i porządek jego życiu. To ona podniosła tam, gdzie on się rozsypał: "... to ona podniosła tam, gdzie on się rozsypał: "...".Kupuje bilety na pociąg, wzywa taksówkę, która zawiezie go na dworzec, ekranuje rozmowy telefoniczne, zatrudnia sekretarkę, porządkuje papiery i książki...". (Człowiek, który był Chestertonem, p. 91). 

Chesterton i Frances nie mogli mieć dzieci. Frances zatrudniła jednak sekretarkę, Dorothy Collins, z którą nawiązali tak silną więź, że adoptowali ją jako swoją córkę. Tam Frances i Dorothy były, przy łóżku Chestertona, kiedy ten zmarł w niedzielę 14 czerwca 1936 roku. 

Ze swoim poczuciem humoru i chłopięcymi oczami pozostawił świetlaną spuściznę jako obrońca wiary. Jednak być może Chesterton nie lubiłby być nazywany "chrześcijańskim intelektualistą". Byłby niezręczny z powodu intelektualnych nalotów i łask, albo rumieniłby się, bo w całej pokorze chciał po prostu pozbyć się swoich grzechów. Choć uwielbiał walczyć, nawet na zabawkowe miecze, nie zaangażowałby się w jałowe wojny kulturowe chrześcijańskich intelektualistów. W polemice zawsze znalazłby dobrą okazję do zawarcia znajomości, głośnego śmiechu i wzniesienia toastu burgundem.

AutorVictoria De Julián i Jaime Nubiola

Więcej
Biuletyn informacyjny La Brújula Zostaw nam swój e-mail i otrzymuj co tydzień najnowsze wiadomości z katolickim punktem widzenia.